Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Zapomniani, przypomniani

Marcin Oszczyk Marcin Oszczyk

19.08.2012, godz. 20:00 – Koncert Symfoniczny
Sala Koncertowa Filharmonii Narodowej

Howard Shelley (fortepian historyczny, dyrygent)
Concerto Köln 

Antonio Rosetti: Symfonia g-moll
Franciszek Lessel: Koncert fortepianowy C-dur op. 14
Ignacy Feliks Dobrzyński: Koncert fortepianowy As-dur op. 2 

Może i Howard Shelley nie jest oficjalniem „Sirem” (choć bardzo mu niedaleko!), ale z pewnością mógłby być. Elegancję z jaką ten sławny dyrygent i pianista grał dziś w Filharmonii możemy porównać do klasycznej elegancji wykonywanego przezeń Koncertu C-dur Franciszka Lessla. Koncert poświęcono muzyce nieznanej, niegrywanej, dziś dopiero odkrywanej na nowo (niedługo ukaże się nagrana właśnie przez Shelleya płyta z wykonaniami koncertów fortepianowych Dobrzyńskiego). Był niejako otwartym pytaniem: w czym ta muzyka jest gorsza? Po wysłuchaniu Concerto Köln pod batutą Shelleya odpowiedź jest oczywista – w niczym.

Symfonia g-moll była pełna energii, lecz nie roztrzęsiona; klasyczna struktura czyniła ją przejrzystą i przystępną a kunszt kompozytora nadawał jej naturalny ton. Słuchanie tym ciekawszym czyniła możliwość wysłuchania oryginalnych, starych instrumentów, które – może z wyjątkiem blachy – spisały się świetnie.

Beztroski, letni nastrój Koncertu C-dur pozwolił zaprezentować się pianiście. Wydaje mi się, że połączenie oświeceniowego ładu z pre-romantycznym liryzmem bardzo odpowiadało charakterowi Shelleya. Pianista nie popisywał się niebywałą techniką, jednakże jego spokojna, pewna gra spodobała mi się od pierwszych taktów.

Jako ostatni usłyszeliśmy Koncert As-dur Dobrzyńskiego z przepiękną drugą częścią. Nasycony romantycznym sentymentem, sprawnie napisany, dający możliwość zaprezentowania się tak soliście jak orkiestrze, koncert kolegi Chopina był miłym zakończeniem.

Marcin Oszczyk

 

NA ZDJĘCIACH: HOWARD SHELLEY, FOT. WWW.GREYSHOTT.COM (1). Shelley bisował wczoraj Pieśnią bez słów op. 38 nr 2 Felixa Mendelssohna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.