Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Współczesny, niewspółczesny.

Katarzyna Stasiewicz Katarzyna Stasiewicz

Czasami aż miło się na sercu robi, gdy w repertuarze teatru widzimy coś z klasyki literatury. Teatr Współczesny na koniec sezonu zaproponował Hamleta.

 

Jaka fabuła Hamleta, wie chyba każdy. Obsada Teatru Współczesnego również do specjalnych zagadek nie należy, jednak, gdy wyczytałam, że tytułową rolę ma zagrać Borys Szyc, trochę się przestraszyłam, ponieważ Borys Szyc, aktor o nieprzeciętnych umiejętnościach, należy do postaci dość kontrowersyjnych. Hamlet natomiast jest dziełem kultowym, doczekał się wielu bardzo różnych interpretacji i ciężko było mi wyobrazić sobie akurat tę osobę w tytułowej roli. Co ciekawe, już od pierwszych minut przedstawienia byłam w szoku. Interpretacja Szyca bardzo mnie przekonała, aktor zagrał bardzo przekonująco i naturalnie.

Odejdźmy jednak na chwilę od słodzenia głównemu bohaterowi. Oprócz Borysa Szyca w Hamlecie ujrzeć można samych bardzo dobrych (jakże nie lubię używać słowa „wybitni”!) aktorów, m. in. Andrzeja Zielińskiego w roli Klaudiusza, Sławomira Orzechowskiego jako Poloniusza, Katarzynę Dąbrowską wcielającą się w postać Gertrudy, Piotra Garlickiego i wielu innych (swoją drogą Klaudiusz, Gertruda i Woltymand grają również wspólnie w telewizyjnym serialu „Na dobre i na złe”, taka dygresja). Każda osoba wykreowała charakterystyczną postać, z bardzo wyraźnymi cechami. Niestety w niektórych przypadkach cechy te wydawały się nawet przerysowane. Nie podobała mi się Natalia Rybicka w roli Ofelii. Była sztywno-nienaturalnie-przerysowanie-drętwa. Również do gustu mi nie przypadł Marcin Januszkiewicz jako Laertes – on z kolei był za bardzo ekspresyjny. Tu naszła mnie refleksja: gdyby reżyser całego przedsięwzięcia, Maciej Englert, zadecydował inaczej i to nie Szycowi, a właśnie Januszkiewiczowi przypisałby rolę Hamleta, widownia mogłaby nie dać rady z nadmiarem hamletowych emocji przy tak długim spektaklu (całość z jedną przerwą trwa około czterech godzin!). Wielkie podziękowania dla Borysa Szyca za przemyślaną, naprawdę wzruszającą (i nie nużącą!) grę.

Scenografia nie należała do zbytnio rozhukanych, chyba na całe szczęście, bo gdyby przez cztery godziny widz miał męczyć się z jakimś dodatkowym zdobnictwem, z samej sztuki mógłby niewiele zrozumieć. Generalnie w całej oprawie spektaklu dominowały ciemne barwy (nie tylko mówię tu o dekoracjach, stroje również należały do minimalistycznych). Wszystko to składa się na bardzo przyjemny w odbiorze spektakl – nic nie rozprasza uwagi, która skoncentrowana zostaje na słowie, czyli chyba tym, co najważniejsze. Ciekawe – współczesna scenografia skontrastowana została z wybranym przez Macieja Englerta przekładem, bardzo mało współczesnym. Chodzi o przekład Józefa Paszkowskiego, pochodzący z XIX wieku. Jednak, na szczęście, dzięki dobrej grze aktorskiej widz miał wrażenie, że na scenie operują językiem mu współczesnym. A więc współcześnie – niewspółcześnie.

Jeżeli miałabym się do czegoś przyczepić, to momentami do nieco ciężkich w odbiorze fragmentów, jak choćby motyw z duchem ojca Hamleta, który ubarwiony został specyficznymi, elektronicznie pozyskanymi odgłosami, co (mi przynajmniej) przeszkadzało.

 

Jednak!

 

Zdecydowanie polecam absolutnie każdemu wybrać się do Teatru Współczesnego, choćby po to, żeby zobaczyć niesamowitą kreację Hamleta w wykonaniu Borysa Szyca.

 

Spektakl zasłużył na cztery i pół gwiazdki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.