Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

„W strumyku fala szybka”, czyli „Pstrąg” i nie tylko

asd asd

Kwintet fortepianowy to zarazem skład instrumentalny, jak i forma muzyczna nawiązująca do wzorców kwartetu smyczkowego. Ale kwintety wykonane 19 sierpnia na Festiwalu „Chopin i jego Europa” nie są kwintetami takimi, jakimi uraczyli nas Brahms, Schumann czy Szostakowicz – na kwartet smyczkowy i fortepian. Skład kompozycji Józefa Nowakowskiego i Franciszka Schuberta jest w muzyce dosyć rzadko spotykany, bowiem w zespole zamiast II skrzypiec występuje kontrabas, który dodaje brzmieniu mocnej podstawy i swoistego „ciężaru”. Właśnie Kwintet fortepianowy Es-dur op. 17 Józefa Nowakowskiego zabrzmiał w znakomitej obsadzie w studio S1 im. Witolda Lutosławskiego. Międzynarodowy zespół w składzie: Lena Neudauer (skrzypce), Katarzyna Budnik-Gałązka (altówka), Marcin Zdunik (wiolonczela), Janusz Widzyk (kontrabas) oraz Nelson Goerner (fortepian) stworzył świetne kreacje i mam nadzieję, że przyczyni się do przywrócenia na sceny tego niedawno „odkrytego” utworu. A warto, aby gościł on w repertuarach koncertów kameralnych, ponieważ nie brak w nim pięknych przebiegów melodycznych, odniesień do muzyki polskiej (krakowiak w części finałowej) czy bardzo dobrej formy, świadczącej o dobrym przygotowaniu kompozytorskim. 

Zespół, na czele z rewelacyjnym Nelsonem Goernerem oddał doskonale klimat wczesnoromantycznej stylistyki czy nawet słynnych schubertiad. Urzekająca okazała się gra skrzypaczki, której partia zdecydowanie  wiodła prym. Choć Kwintet Nowakowskiego nie jest kompozycją przełomową (osadzony jest jak najbardziej w języku muzycznym swojej epoki), to nie sposób nie zauważyć inwencji melodycznej kompozytora, która okraszona została prostą harmoniką i efektowną partią fortepianu, w czym znajduje się analogię z Pstrągiem Schuberta czy Chopinowskim potraktowaniem klawiatury. Warto bowiem dodać, że Józef Nowakowski to ten dobrze znany z listów Frycka „Nowak”, którego nasz największy kompozytor bardzo cenił. 

Wspomniany Pstrąg zabrzmiał w drugiej połowie wieczoru i potwierdził swą niepodważalną pozycję wśród klejnotów kameralistyki fortepianowej. Tutaj z kolei Nelson Goerner wprost oczarował mnie lekkością i elegancją, jaka powinna towarzyszć temu jakże pogodnemu dziełu. Tonacja A-dur przywodzi na myśl jasne, taneczne brzmienie, znane choćby z VII Symfonii Beethovena. A i nazwisko ostatniego z klasyków wiedeńskich nie pozostaje tu przypadkowe, bowiem oczywistą jest fascynacja Schuberta wielkim Ludwigiem. 

Byłoby nieprofesjonalnym pisać jednak o poszczególnych członkach kwintetu, nie powiedziawszy o nim jako całości. Wydaje mi się, że dobór znakomitych nazwisk nie pozostawia wątpliwości co do jakości, precyzji czy wspólnego poczucia czasu. Najtrudniejsza do zgrania, smyczkowa część kwintetu, grała doskonale – czysto, z jednolitą barwą, wibratem, a  przede wszystkim werwą, będąca często zasługą niepozornej partii kontrabasu. Polem do zabawy dźwiękiem stały się oczywiście wariacje i finał Schubertowskiego Pstrąga, gdzie co chwila dostrzec można było wymiany spojrzeń czy nawet uśmiechów między muzykami. Nie dziwi to jednak. Pogoda tej muzyki i wręcz sielankowy nastrój powoduje, że nawet trudne do wykonania figuracje (tu szczególnie skrzypiec i fortepianu) nie są wstanie zważyć nastroju tak zaprawionych wykonawców.

Oczywiście wieczór został zwieńczony bisem, a zespół powtórzył drugą, wolną część Kwintetu Nowakowskiego, niejako na dobranoc, bo jej charakter nieodparcie przywodzi na myśl nokturny Chopina.  Coś co mnie zastanawia to ile jeszcze nieodkrytych dzieł w polskich zbiorach leży pokrytych kurzem i czeka na swój czas? Trudna na to odpowiedź, ale mam nadzieję, że kolejny Festiwal „Chopin i jego Europa” odkryje przed nami nowe perełki. 

Damian Kułakowski 

Na zdjęciu: Nelson Goerner

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.