Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Grzegorz Dąbrowski

Penderecki pod palcami chuligana

„Za każdym razem zadaję sobie to samo pytanie i moja odpowiedź musi być szczera: czy utwór pozwala mi na interpretację, czy i jakim stopniu pozwala mi na odejście w improwizację. Poziom mojego wkładu w utwór zależy już ode mnie, ale ramy wyznacza i tak sama kompozycja” – mówi Piotr Orzechowski w rozmowie z Grzegorzem Dąbrowskim

Reszta jest milczeniem…

Jedyne, co udało się dyrygentowi od orkiestry uzyskać, to wielki, pompatyczny wrzask, nijak mający się do wzniosłości muzyki Brucknera. Nie mówiąc już o zakończeniu, równie bezmyślnie urwanym, co pozostałe części.

„Koncertowy” Wagner

Przyznam szczerze, że najsłynniejsza scena tego aktu, a jednocześnie najdłuższa i rzekomo najpiękniejsza scena miłosna w historii opery nie przekonała mnie zupełnie. Nie miała ona dla mnie tej oczekiwanej romantycznej tkliwości, jaka powinna cechować intymny dialog dwojga tragicznie miłujących się kochanków.

„Współczesny” Lutosławski

Trudno oprzeć się aluzyjnej interpretacji Koncertu wiolonczelowego. W tej nowej aranżacji, rolę orkiestry przejęły głównie syntezatory, instrumenty perkusyjne i dwa fortepiany. Jazgotliwe i drażniące dźwięki, wydawane przez instrumenty elektroniczne jeszcze dobitniej od oryginału wskazywały na wrogi względem solisty charakter.

Filharmonia zdejmuje muzealne pantofle

Czasem mam wrażenie, że czasoprzestrzeń muzyczna to skonstruowana przez kompozytora klatka. Dobry twórca pozwoli muzyce swobodnie poruszać się i latać w jej obrębie, zły pozostawi klatkę otwartą i niezabezpieczoną. Jeśli ma szczęście, muzyka nie odleci za daleko i wróci, jeśli nie, to przepadł.

Mistyczny puls

Marzyłem, by ten niczym nieskrępowany przepływ muzyki nigdy się nie skończył. Pragnąłem zatracić się w niej i było mi w niej tak dobrze, że nie chciałem wracać. Ciało wydawało mimowolne ruchy, oczy zatrzymywały się niewidzącym spojrzeniem na jakimś punkcie. Stałem się czystą myślą, nieskrępowaną przyciąganiem ziemskim, wolną i szczęśliwą.

Pięciu kompozytorów, czworo wykonawców, dwa instrumenty

Muszę przyznać, że Filharmonia Narodowa zrobiła entuzjastom muzyki współczesnej nieoczekiwany prezent. Wtorkowy wieczór zapisał się bowiem w mojej pamięci jako uczta bogata i sycąca, ale jednocześnie esencjonalna i skromna w doborze składników.

Nasi autorzy w radiowej „Dwójce”

Mówili o Młodzieżowej Gazecie Muzycznej, o Małej Warszawskiej Jesieni, o umuzykalnianiu dzieci.

Samotny tłum

Na scenie w swoistych boksach siedzi czworo bohaterów. Siedzą całkiem blisko siebie, zachodzą między nimi jakieś relacje, ale jedna rzecz pozostaje niezmienna od początku, aż do końca przedstawienia: nie kontaktują się ze sobą bezpośrednio. Luna Park Georges’a Aperghis’a oczami Grzegorza Dąbrowskiego.

Moś – Każdy szuka swojego muzycznego świata

Z Markiem Mosiem, dyrektorem orkiestry kameralnej AUKSO, o koncercie w Studiu Koncertowym im. Witolda Lutosławskiego oraz o tym, czy kompozytorowi potrzebny jest słuchacz, rozmawia Grzegorz Dąbrowski.