Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Spotkanie dwóch dźwiękowych rzeczywistości

Magdalena Białecka Magdalena Białecka

Niezwykły koncert, o którym opowiem, odbył się w ramach festiwalu Mazovia Goes Baroque. Festiwal ten odbywa się przez cały rok, co przeczy ogólnie przyjętej definicji tego określenia. Mimo baroku w tytule, prezentuje muzykę różnych epok.

 

Rameau na akordeonie

Sobotni wieczór udowodnił, jak bardzo organizatorzy Mazovii potrafią zadziwić swoją publiczność. Połączył ze sobą dwa zupełnie odmienne sposoby wykonywania muzyki dawnej. 

Jako pierwsi wystąpili: młody duński artysta Andreas Borregaard i jego nowy, moskiewski akordeon. Spośród siedmiu wykonanych przez Borregaarda utworów tylko jeden był ściśle przeznaczony na akordeon. Artysta zaprezentował głównie transkrypcje kompozycji pochodzących niemalże ze wszystkich epok, chronologicznie je uporządkowawszy. Tak dobrany program pozwolił w pełni pokazać możliwości instrumentu. (…)

Przede wszystkim warto wspomnieć o wykonaniu utworów klawesynowych Jeana-Philippe’a Rameau. Dla mnie było to prawdziwe odkrycie. Zdawać by się mogło, że te barokowe arcydziełka, naładowane środkami ilustracyjnymi, brzmią dobrze wyłącznie na klawesynie. Przecież nawet zaawansowani technicznie pianiści i „historycznie poinformowani” organiści słusznie powstrzymują się od sięgania po te utwory, interesujące pod względem muzycznym, lecz nierozerwalnie związane ze specyfiką instrumentu, na który zostały skomponowane.

Borregaard podjął ryzyko zagrania Rameau na instrumencie młodszym nawet od fortepianu, o precyzji mniejszej nawet niż osiągana na organach. Wykonał trzy kompozycje: „Les Cyclopes”, „L’entretien des Muses” i słynną „Kurę” („La Poule”). Okazało się nagle, że akordeon w rękach dobrego artysty może brzmieć również precyzyjnie jak klawesyn. Borregaard popisał się w utworach Rameau znajomością barokowych ornamentów i kontrapunktu, co udowodnił czytelnym prowadzeniem głosów. 

Dzięki właściwościom akordeonu, który sprzyja budowaniu długiej, śpiewnej frazy, artysta połączył w swym barokowym repertuarze francuską, klawesynową skrupulatność z włoską, skrzypcową kantyleną. Wykazał się elegancją i operowaniem wieloma odcieniami piana. Jednocześnie akordeonowe łuki dynamiczne, miarowe crescenda i diminuenda, kłóciły się z estetyką baroku, której wyróżnik stanowi przecież krótka fraza.

 

Kurancik i Gubajdulina

Następnie Borregaard podjął zdumiewającą próbę wykonania Andante F-dur KV 616 Wolfganga Amadeusza Mozarta. Kompozycja ta została napisana na popularny w XVIII w. mechaniczny instrument zwany zegarem kurantowym. Taki instrument działał na zasadzie automatu. Wyposażony był w rząd piszczałek fletowych, za których pomocą organista zapisywał swoją interpretację na specjalnych walcach, które następnie mogły dowolną ilość razy dokładnie w ten sam sposób poruszać piszczałki zegara.

Repertuar na zegary kurantowe, tworzony przez wszystkich klasyków wiedeńskich, dziś wydaje nam się za bardzo staroświecki. Dostosowany był do konkretnych potrzeb. Stąd wiele powtórzeń i szczególna prostota formy i wyrazu, granicząca z banalnością. Takie utwory oczywiście warto pokazywać na zasadzie ciekawostki, jednakże po wspaniałym przeżyciu z Rameau katarynkowy Mozart wydawał się nieco trywialny.

Borregaard próbował bronić swoją grą niekoncertowego utworu, co wyszło mu nadzwyczaj dobrze, pogłębiając u publiczności pragnienie usłyszenia akordeonisty w ciekawszym repertuarze. W jego grze uzewnętrzniła się bardzo indywidualna interpretacja, wprowadzająca do utworu Mozarta o ironicznym wydźwięku pierwiastek liryczno-dramatyczny. Spolifonizował brzmienie, subiektywizując akompaniament i w ustępach dwugłosowych prowadząc głosy na zasadzie dialogu. O ile jednak wcześniejsze wykonania były oryginalne i zadziwiające, to Mozart wypadł na tym tle blado.

Na koniec Borregaard zagrał sonorystyczny utwór „De Profundis” Sofii Gubajduliny – mocny akcent w programie. Kompozytorka napisała go na akoredeon, wydobyła z niego takie możliwości wykonawcze, jakie nie byłyby możliwe na żadnym innym instrumencie. Tytuł utworu zilustrowały początkowe klastery w bardzo niskim rejestrze. Przebieganie po różnych rejestrach instrumentu, pauzy, przedęcia, faktura polifoniczna i urywane fragmenty melodii – utwór może i brzmiał nieco efekciarsko, ale podziałał na wyobraźnię.

 

Harfa i skrzypce

Drugą część wieczoru wypełnił muzyką duet Arparla – irlandzka harfistka Maria Cleary i włoski skrzypek Davide Monti. Za ich sprawą znaleźliśmy się nagle na włoskim dworze książęcym. W przeciwieństwie do Borregaarda wykonawcy grali wyłącznie utwory z XVII w. na instrumentach z epoki. Były to wczesnobarokowe sonaty kompozytorów wywodzących się z ośrodka weneckiego. Sonaty utrzymane w stile antico nie różnią się od wczesnobarokowych canzon. Dla kontrastu zabrzmiały również dwa utwory późnobarokowe: reprezentacyjna, w pełni ukształtowana barokowa sonata da chiesa Arcangela Corellego oraz „Giga” Antonia Vivaldiego. Rola harfy sprowadzała się do realizacji basso continuo. Solistyczne zdolności Cleary mogliśmy docenić w utworach Frescobaldiego oraz Strozziego. Pierwotnie nie były przeznaczone na harfę, jednakże panująca w okresie baroku praktyka grania utworów na organy, klawesyn i klawikord na instrumentach strunowych szarpanych takich jak harfa, lutnia i teorban, w pełni usprawiedliwia dobór repertuaru Marii Cleary. (…) Davide Monti nie zawiódłby włoskiej siedemnastowiecznej publiczności. Jego stylowe zdobnictwo było popisowe, z wyczuciem wtopione w tok narracji. Wprawiały w podziw jego arcyprecyzyjne ribbattuty, których każdy dźwięk artysta grał oddzielnym smyczkiem. O wirtuozerii świadczyła również niezwykle dokładna gra w dwugłosie.

Skrzypce Montiego przemawiały – np. sonatę Uccelliniego rozpoczął niepewnie, jak gdyby szukając myśli przewodniej. U Mariniego zniżył głos do szeptu. W sonacie Castella wprowadził temat w krótkiej artykulacji spiccato, jak gdyby imitując delikatne krople deszczu. W wielu utworach, na przykład w kompozycji Meruli, bawił się niejako progresją, z każdej jej frazy wydobywając inną wyrazowość. Można by nazwać go smyczkowym „polifonistą”, tak mistrzowsko prowadził dialogi głosów.

O stylowości wykonania przekonały łuki dynamiczne na dłuższych dźwiękach, uzyskane przez zastosowanie barokowego smyczka, jak również charakterystyczna dla włoskiego baroku akcentacja konsonansów. Ponadto Monti bardzo sprawnie posługiwał się kontrastem, zarówno dynamicznym jak i polegającym na przeciwstawianiu długich smyczków krótkim.

Sonata da chiesa Corellego w wykonaniu Arparli zabrzmiała zupełnie inaczej niż wykonania Corellego, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Duet przekreślił stereotyp Corellego jako poczciwego kompozytora prostych utworków dla uczniów szkół muzycznych, wydobywając z jego sonaty głębię i ekspresję. Niepowtarzalnie zabrzmiała kulminacja utworu, w której koncertowały aż dwa głosy skrzypcowe i solo harfy na tle basso continuo.

W zagranej na bis „Gidze” Vivaldiego dało się słyszeć wyraźny, ludowy rytm taneczny. Obecny był w utworze element zaskoczenia, polegający na nagłym zawieszaniu fraz. W wysokim rejestrze skrzypek popełniał błędy. Czyżby robił to celowo? Ogólny efekt był bowiem taki, że słuchacz miał wrażenie, jak gdyby dworska, elegancka Arparla zaczęła mówić gwarą, co też miało swój urok.

Najwyraźniej czysto ludzkie porozumienie uzewnętrzniło się w muzyce, poza estradą Monti i Cleary są bowiem małżeństwem. Duet świetnie realizował założenie zawarte w nazwie zespołu, by muzyką przemawiać. Retoryka i dialogowość stanowiły główną siłę napędową interpretacji. Kiedy skrzypce przemawiały w sposób żywiołowy, sola harfy dla kontrastu wprowadzały spokój. (…)

 

Przedmiot zazdrości

Maria Cleary wybrała na sobotni koncert bardzo interesujący instrument, który wzbudził ciekawość  – żeby nie powiedzieć – zazdrość obecnych na widowni harfistek. Była to kopia historycznej harfy z trzema rzędami strun, wersja jeszcze bez pedałów. Maria Cleary uzyskała efekt zbliżony do pogłosu w kościołach, które w XVII w. pełniły rolę wielkich sal koncertowych. Aby brzmiały ciszej i nie zlewały się, artystka korzystała z techniki gry bardzo zbliżonej do postbarokowej prés de la table. W utworach na harfę solo Cleary poradziła pokazała biegłość w barokowym zdobnictwie i prowadzeniu głosów. Jej wykonania były wprawdzie poprawne historycznie, ale pozbawione indywidualnego rysu.

Na początku wspomniałam o dwóch światach połączonych na koncercie Mazovii. Jednakże nawet z tego pobieżnego opisu wyraźnie wynika, że kontrastujących i przenikających się rzeczywistości doświadczyliśmy podczas sobotniego wieczoru znacznie więcej. 

Magdalena Białecka

Recenzja koncertu Andreasa Borregaarda i duety Arparla z 17 marca 2012 r. na festiwalu Mazovia Goes Baroque, projekt 1.

Magdalena Białecka zdobyła II nagrodę w konkursie MG/MGB w kategorii szkół muzycznych. Jej recenzja została także wyróżniona przez dziennikarzy muzycznych publikacją w „Gazecie Co Jest Grane”. Autorka kształci się w grze na organach w PSM II stopnia im. Elsnera w Warszawie. Komponuje, najchętniej na orkiestrę, interesuje się literaturoznawstawem i tańcem dworskim.

2 odpowiedzi na “Spotkanie dwóch dźwiękowych rzeczywistości”

  1. I want to thank you for the efforts you have put in writing this web site. I am hoping the same high-grade website post from you in the upcoming also. Actually your creative writing abilities has encouraged me to get my own blog now. Really the blogging is spreading its wings fast. Ones write up is a great example of it.

  2. Diablo 3 Strategy napisał(a):

    What i don’t understood is in reality how you’re no longer really much more well -preferred than you might be right now. You are very intelligent. You recognize thus considerably when it comes to this topic, made me personally believe it from a lot of various angles. Its like men and women don’t seem to be fascinated except it is one thing to accomplish with Girl gaga! Your individual stuffs great. Always deal with it up!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.