Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

asd asd

Instrument ten jest często tematem niewybrednych żartów, a muzycy na nim grający w żargonie orkiestrowym to skrzypkowie bez prawej ręki.  Krążą dowcipy o tym, że powstała przez pomyłkę, gdy lutnik naciągnął struny na futerał od skrzypiec. Mowa oczywiście o altówce, czyli większej siostrze skrzypiec. Czy słusznie znajduje się ona na marginesie orkiestry i czy słusznie o altowiolistach mówi się jako o nieudanych skrzypkach? Chyba nie, skoro viola była ukochanym instrumentem Mozarta, grał na niej Beethoven, Paganini, Schubert, Dworzak, Hindemith. Bach twierdził, że w kwintecie smyczkowym  nie ma lepszego miejsca niż pulpity altówek, gdyż dopiero tam muzyk znajduje się w centrum harmonii i dopiero wtedy jest w pełni otoczony muzyką. Chyba najwyższy czas na rehabilitację tego instrumentu w oczach muzyków (czytaj skrzypków). 

 

JEDNA RODZINA

Na początku należy zadać pytanie, dlaczego altówka ma tak niechlubną reputację. Dlaczego instrument tak podobny do skrzypiec jest zaliczany do drugiej kategorii? Odpowiedź na to pytanie  leży w dalekiej przeszłości i wynika ze specyfiki brzmienia tego instrumentu. Altówka w znanym nam obecnie kształcie powstała w tym samym czasie, co skrzypce. Jej prototypem była viola da braccio, instrument z rodziny viol, który trzymało się na ramieniu. Lutnicy włoscy metodą prób i błędów stworzyli wersję mniejszą, łatwiejszą do opanowania, lecz mniej nośną – najstarszy zachowany egzemplarz altówki wyroby P. Zanettiego pochodzi z 1580 roku. Wiadomo, że pudło rezonansowe altówki jest zbyt małe w stosunku do przyjętego stroju, dlatego brzmienie altówki, choć przyjemnie głębokie i ciepłe, jest przytłumione. 

W połowie XVI w. wyewoluowała cała rodzina skrzypiec i do dnia dzisiejszego instrumenty te niewiele zmieniły się pod względem budowy. Kanony konstrukcyjne ustalone przez Gasparo da Salò, Amatich, potem Gurneriego i Stradivariusa nadal stanowią niedościgniony wzór, zarówno pod względem jakości brzmienia,  jaki i dbałości o szczegóły estetyczne. 

Na parę słów więcej zasługuje szczególnie ten pierwszy z wymienionych lutników. Gasparo da Salò, a właściwie Gasparo Bertolotti (1540-1609) stał się chlubą Brescii, do której przeniósł się z rodzinnej miejscowości Polpenazze położonej nad jeziorem Garda (w pobliżu Salò). W Brescii pozostał do śmierci w 1609 r. Dla skrzypków jest to postać niezmiernie kontrowersyjna. Jedni uważają go za twórcę obecnego kształtu skrzypiec, inni zaś twierdzą, że spod rąk Gasparo nie wyszedł żaden tego typu instrument. Spór prawdopodobnie nigdy nie będzie rozsądzony, gdyż materiał badawczy obejmuje zaledwie osiem instrumentów o wątpliwej autentyczności. Pewne jest jednak, że lutnik ten stworzył w swoim życiu zdecydowanie więcej tzw. tenorek, niż skrzypiec, i jak słusznie zauważył Jerzy Kusiak, o kunszcie lutniczym Gaspara możemy znacznie więcej powiedzieć na podstawie zachowanych altówek niż skrzypiec. Taki stosunek ilościowy tłumaczy się większym zapotrzebowaniem na instrument dublujący głosy ludzkie w rejestrze tenorowo-altowym.

 

TRUDNE POCZĄTKI

Do XX wieku w historii muzyki altówka nie istniała jako instrument solowy, nie licząc rzadko wykonywanych kompozycji Karla Stamitza, Franza Antona Hoffmeistra i Johanna Baptisty Wanhala.  Na szczęście, nim kompozytorzy XX-wieczni odkryli ten piękny instrument, znaleźli się artyści, którzy pozostawili nam arcydzieła na ten instrument. Do takich należy bezsprzecznie Symfonia koncertująca Es-dur KV 364 i kwintety smyczkowe z podwójną obsadą altówek Wolfganga Amadeusza Mozarta. Symfonia koncertująca jest dziś z pewnością jednym z najczęściej wykonywanych dzieł z altówką w roli (niemalże) głównej. Głównej, dzięki doskonałej równowadze między oboma instrumentami solowymi, a także hybrydowej formie koncertu i symfonii. Mozart cenił również wspomnianego Hoffmeistra, któremu dedykował swój Kwartet smyczkowy D-dur  KV 499, w którym rola altówek jest niebagatelna. Sam Hoffmeister jest dziś znany jako twórca etiud dla altowiolistów, o raczej dydaktycznych walorach, mniej estetycznych. 

 

WIEK XIX WIEKIEM ODKRYĆ

W XIX wieku kompozytorzy stopniowo zaczęli dostrzegać, jak wiele tracą, pomijając altówkę w swych planach twórczych. Oczywiście, nie można jeszcze mówić o przełomie, ale symptomy zainteresowania altówką pojawiały się chociażby ze względy na charakter epoki. Nadchodzący romantyzm, który hołubił tajemniczość i mistycyzm, ujrzał w ciemnej barwie altówki realizację wymienionych założeń estetycznych, na początek na gruncie orkiestrowym. Przypomnijmy jednak, że to właśnie XIX wiek był wiekiem „odkryć” instrumentalnych: rogów, wiolonczel, które od tego momentu coraz częściej grać będą kantylenowe tematy, przepełnione romantyczną śpiewnością. Ogromne zasługi położył tu Carl Maria von Weber, poniekąd twórca nowego, XIX-wiecznego brzmienia orkiestry i autor kompozycji altówkowych (np. Andante i Ronda węgierskiego). Prawdziwym „hitem” altówkowym miał być koncert, który Paganini zamówił u Berlioza, po wysłuchaniu jego Symfonii fantastycznej. Niestety dzieło okazało się dla demonicznego wirtuoza zbyt mało wirtuozowskie i Paganini odrzucił propozycję Berlioza. Ten jednak z altówki uczynił instrument wiodący w swej symfonii Harold w Italii, która powstała na podstawie koncertu altówkowego. Być może utwór ten, gdyby przypadł do gustu Paganiniemu, zainicjowałby modę na altówkę dużo wcześniej. Ta jednak, musiała czekać na swój moment jeszcze kilka dekad. W tym czasie powstało kilka arcydzieł, jak choćby Märchenbilder op. 113 Schumanna, sonaty Brahmsa (transkrypcje sonat klarnetowych), czy może mniej doskonałe, lecz świadczące o rosnącym zainteresowaniu altówką utwory Henry Vieuxtempsa. 

 

XX-WIECZNY RENESANS ALTÓWKI

Podczas gdy dekadenci wypatrywali końca świata, altowioliści z końcem wieku XIX i początkiem XX zaczęli żyć pełną piersią. Na scenach nastąpiła rewolucja instrumentalna. To, co kiedyś było zakazane,  zaczęło stawać się normą. Nic dziwnego, że wiek XX można nazwać wiekiem altówki. Wysyp sonat, koncertów i miniatur, nie wspominając o wciąż rosnącej literaturze kameralnej, skłania ku konkluzji, że mieliśmy do czynienia z renesansem altówkowym, a instrumentowi temu niektórzy kompozytorzy z pewnością zawdzięczają miejsce w historii muzyki. Takim kompozytorem jest William Walton, który swą sławę zawdzięcza właśnie Koncertowi altówkowemu, chociaż w jego dorobku znajdują się również koncert skrzypcowy i wiolonczelowy. Pierwszym jego wykonawcą miał być Lionel Tertis, lecz ostatecznie został nim Paul Hindemith, wybitny kompozytor XX-wieczny, znany z łatwości komponowania. Znana jest anegdota, jakoby Hindemith, jadąc pociągiem, otrzymał zamówienie na utwór, który udało mu się ukończyć przed końcem podróży. Hindemith jest twórcą czterech sonat na altówkę solo i trzech z towarzyszeniem fortepianu. Sam kompozytor grał w kwartecie smyczkowym na altówce, a jego spuścizna na ten instrument jest większa niż na inne instrumenty. 

Koncerty i inne utwory na altówkę pisał też Darius Milhaud, Bohuslav Martinů, Béla Bartók (Koncert altówkowy), Ralph Vaughan Williams, Benjamin Britten. Muzyka to skomplikowana, ambitna, wirtuozowska. Najlepszym dowodem na wzrost znaczenia tego instrumentu jest powstanie w 1968 Międzynarodowego Stowarzyszenia Altowiolistycznego, które ma również oddział w Polsce.

 

OD WIENIAWSKIEGO PO PENDERECKIEGO

No właśnie. A jak na tle innych państw w twórczości i wykonawstwie altówkowym wypada nasz kraj? Zdaje się, że nieźle. Na dowód tego można dodać, że we wrześniu tego roku odbył się w krakowskiej Akademii Muzycznej 41. Międzynarodowy Kongres Altówkowy, na który zjechały się takie sławy jak Kim Kashkashian, Stefan Kamasa, Louise Lansdown, Lech Bałaban. Polska muzyka obfituje w literaturę altówkową. Pierwszym polskim utworem było Reverie Henryka Wieniawskiego z lat 1858-59, zaś pierwszy koncert altówkowy napisany przez Polaka to utwór Aleksandra Tansamana z 1936 r. Jak widać długo musieliśmy czekać, lecz w XX wieku nasi kompozytorzy tworzyli na altówkę bardzo dużo. Wystarczy wspomnieć Koncert Grażyny Bacewicz z dedykacją dla Stefana Kamasy, Concerto Lugubre Tadeusza Bairda czy Koncert Krzysztofa Pendereckiego, który nieraz w wywiadach podkreślał, jak ważny jest dla niego ten instrument. Ostatnimi czasy dał temu dowód komponując Symfonię koncertującą na skrzypce i altówkę na uczczenie 200. rocznicy istnienia Musikverein w Wiedniu. O ironio, prawykonania tego utworu dokonało w 2012 roku dwoje znakomitych skrzypków: Janine Jansen i Julian Rachlin. Czyżby skrzypkowie marnotrawni wracali przepraszać wyśmiewaną altówkę? To już chyba temat na inny tekst. Wielkich skrzypków, którzy grali lub grają na altówce, jest wielu. Można powiedzieć, że wszyscy ci, którzy zagrali już wielki repertuar skrzypcowy, sięgają po violę w poszukiwaniu nowego repertuaru, ale i w poszukiwaniu innego spojrzenia na muzykę. Ojstrach, Vengerov, Rachlin, Zuckerman, Szeryng, Mintz. Oni wszyscy grali na tych „większych skrzypcach”, aby odkryć, jak bardzo muzycy, a w szczególności skrzypkowie, mylą się co do tego instrumentu. 

Wiadomo przecież, że kawały o altowiolistach są krótkie dlatego, żeby skrzypkowie mogli je zrozumieć. 

Damian Kułakowski

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.