Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Skrzypcowa ręka Brahmsa

Damian Kułakowski Damian Kułakowski

Pewien 22-letni skrzypek wspominał, że kiedyś pod jego drzwi zawitało dwóch, zupełnie do siebie niepodobnych towarzyszy – delikatny i pełen wiary w idealizm Johannes oraz zadowolony i pewny siebie wirtuoz o nazwisku Rémenyi. Z pewnością Józef Joachim nie spodziewał się wówczas, że gości przyszłego wielkiego kompozytora Johannesa Brahmsa. Co więcej, młody Brahms przybył do domu sławnego skrzypka, by zabiegać o jego względy i poparcie. Nikt również nie spodziewał się, że to właśnie dzięki Brahmsowi nazwisko Józefa Joachima będzie żywe na kartach historii muzyki, chociażby przez wzgląd na stronę tytułową jednego z najwspanialszych koncertów skrzypcowych, na której widnieje dedykacja dla niego.

Józef Joachim urodził się w 1831 r. w Kitssee, małej miejscowości koło Pressburga. Od najmłodszych lat wykazywał wielkie zamiłowanie do muzyki. Zanim podjął wiedeńskie studia u Georga Hellmesbergera i Józefa Böhma, młody skrzypek uczył się w klasie Stanisława Serwaczyńskiego – jednego z pierwszych nauczycieli Wieniawskiego. 

Podobnie jak w przypadku innych wirtuozów, kariera Joachima rozwijała się od wczesnych lat,  widziano w nim bowiem „cudowne dziecko”. Po występach w Budapeszcie i Wiedniu przyszedł czas na tournée po Anglii. Joachim był wówczas studentem w lipskim konserwatorium, a już w wieku 16 lat objął stanowisko profesora skrzypiec tej szacownej niemieckiej uczelni muzycznej. Tutaj też Joachim nawiązał kontakt z Feliksem Mendelssohnem oraz pierwszym skrzypkiem Gewandhausu Ferdynandem Davidem. Znajomość ze słynnym kompozytorem oraz znalezienie wspólnego języka zaowocowały przyjaźnią oraz wielkim zaangażowaniem Joachima w propagowanie Koncertu skrzypcowego e-moll. 

Po śmierci Mendelssohna Joachim ruszył dalej w poszukiwaniu swej filozofii muzyki. Los zaprowadził go do Franciszka Liszta, z którym zawarł trwałą znajomość. Skrzypek cenił węgierskiego kompozytora, lecz ostatecznie odrzucił jego nowoniemieckie postrzeganie muzyki, gdzie prym wiodła programowość. Joachim był pełen uwielbienia dla klasyków, jednak uczuciowość i głębię muzyki cenił najbardziej. Być może dlatego tak świetnie rozumiał się z Brahmsem, człowiekiem, który najbardziej cenił Mozarta i Beethovena, a emocje przelewał na papier nutowy przy zachowaniu prawideł formy. Przyjaźń obu muzyków ugruntowała się  w Getyndze, gdzie obaj panowie pozostali na dłuższy czas, korzystając z chwili odpoczynku pomiędzy trasami koncertowymi. Podczas długich spacerów rozmawiali nie tylko o muzyce. Dało się wówczas zauważyć różnicę ich charakterów, która w przyszłości będzie przyczyną chwilowego ochłodzenia wzajemnych stosunków. Joachim był spokojny i opanowany, podczas gdy Brahms stanowił jego przeciwieństwo. Skrzypek postrzegał go  jako człowieka targanego  wewnętrznymi konfliktami. To właśnie zafascynowało Joachima w Brahmsie, a w Brahmsie wzbudziło potrzebę spokoju, jakim emanował wirtuoz.

Owocem tej znajomości był Koncert skrzypcowy D-dur, uznawany za jedno ze wspanialszych dzieł tego gatunku, oraz Scherzo z sonaty F.A.E – skrót oznaczał życiową dewizę Joachima – „Frei, aber einsam” („Wolny, lecz samotny”). Nie do końca była to prawdziwa dewiza, bowiem w roku 1863 skrzypek poślubił Amalię Weiss, śpiewaczkę hanowerskiej opery, z którą szczęśliwie zamieszkał parę lat później w Berlinie, gdzie miał objąć dyrekcję  w nowo założonej uczelni Hochschule für Musik.

Joachim jako nauczyciel za nadrzędny punkt swego programu nauczania stawiał rozwój wrażliwości muzycznej młodego skrzypka. „Brudną” robotę techniczną zostawiał asystentom. On kształtował w swych uczniach poczucie posłannictwa muzycznego. Sam siebie uważał za sługę muzyki, kapłana mającego szerzyć jej kult. Joachim nie był już wirtuozem w znaczeniu romantycznym. Propagowane przez niego koncerty Mendelssohna, Beethovena czy Brahmsa to kompozycje, które daleko odbiegają od obiegowych programów koncertowych, w których czołowe miejsce zajmowały wirtuozowskie kompozycje Vieuxtempsa czy Ernsta. Wśród uczniów Joachima znalazł się Jenő Hubay oraz młody Bronisław Huberman, którego gra tak zachwyciła Brahmsa, że zdecydował się on napisać specjalny utwór dla 14-letniego skrzypka. Niestety, śmierć przerwała zamiary Johannesa, a być może doczekalibyśmy się drugiego koncertu skrzypcowego… 

Józef Joachim pozostawił obok miniatur trzy zapomniane dziś koncerty skrzypcowe (w tym jeden dedykowany Lisztowi!). Jest też autorem naszpikowanych trudnościami, lecz efektownych kadencji do koncertów skrzypcowych m.in. Beethovena, Mozarta i oczywiście Brahmsa.

Wielu muzyków pamięta Joachima tylko jako przyjaciela Brahmsa. Myślę, że nie „tylko” lecz „aż”, bowiem nie kto inny jak Joachim i rodzina Schumannów otworzyli drogę Brahmsowi do kariery i sławy. Kto wie, czy gdyby nie fachowe i skrzypcowe uwagi Joachima przy komponowaniu Koncertu D-dur, utwór byłby wykonalny na 4 strunach skrzypiec. Brahms był w końcu pianistą, a Joachim? Cóż… Jego skrzypcową prawą ręką.

Damian Kułakowski

Autor zdobył wyróżnienie w konkursie MG/MGB w kategorii szkół muzycznych. Mieszka w Warszawie, kształci się w grze na skrzypcach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.