Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Say gra Beethovena

Marta Urbanowicz Marta Urbanowicz

Postać Fazıla Saya od dłuższego czasu budzi szereg kontrowersji, co ciekawe, bynajmniej nie związanych z jego działalnością artystyczną. Skazany niedawno w zawieszeniu na 10 miesięcy pozbawienia wolności, turecki pianista oskarżony jest o zamieszczanie na Twitterze wpisów obrażających wartości religijne wyznawców islamu. Say, sam będąc ateistą, zdaje się jednak zbytnio nie przejmować wyrokiem sądu. W jednym z nowszych tweetów napisał, że żyjąc nadal i tworząc jako wolny człowiek, stworzy jeszcze lepsze dzieła.

Say jest bowiem znany nie tylko jako wykonawca, ale i kompozytor – swe utwory, które tworzy od 14 roku życia, często prezentuje w ramach bisów. Doskonale odzwierciedlają zatem jego możliwości wykonawcze. Na swoim koncie ma głównie utwory fortepianowe, lecz nie stroni od gatunków takich jak symfonia, czy koncerty na różne instrumenty. Pisze zazwyczaj w jazzującym stylu, nawiązując do klasycznych dzieł lub przekształcając je w zupełnie nowe formy. Często odwołuje się również do ojczystego folkloru.

 

17 kwietnia podczas recitalu fortepianowego w ramach XVIII Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena Fazıl Say wykonał zarówno własne kompozycje (w drugiej części koncertu), jak i dwie sonaty autorstwa patrona wydarzenia (przed przerwą). Dwie części, dwa światy i całkowicie różne wizerunki tureckiego artysty, z których trochę ciężko jest mi złożyć spójny obraz pana Saya, czy jednoznacznie mówić o tym, co grał.

Już z pierwszymi nutami sonaty fortepianowej cis-moll z op. 27 („Księżycowej”) uderzył mnie dość niekonwencjonalny sposób, w jaki pianista interpretował muzykę Beethovena. Słynne Adagio sostenuto zabrzmiało płynnie, spokojnie, przy tym jednak bardzo równo i jakby sucho. Podczas słuchania pozostałych części, a także kolejnej sonaty rozpraszało mnie natomiast spontaniczne przytupywanie wykonawcy. Mało tego, w najmniej spodziewanych momentach, moich uszu dobiegały ciche pomruki – to Say podśpiewywał pod nosem melodię aktualnie granej kantyleny. A gdy, nie daj Boże, zdarzyła się pauza w którejś ręce, artysta teatralnym gestem prowadził dłoń w powietrzu, jakby dyrygując niewidzialną orkiestrą. Wszystkie te elementy uznał najprawdopodobniej za niegroźne składowe własnego wizerunku scenicznego – wszak sam Gould, grając, często podśpiewywał dodatkowe linie melodyczne. Jednak to, co podczas koncertu wyprawiał Say, na dłuższą metę okazało się zwyczajnie uciążliwe. Zwłaszcza to nieszczęsne tupanie.

W drugiej części koncertu wykonawca nie zrezygnował oczywiście ze swych praktyk, trzeba jednak przyznać, że po przerwie zdały się one bardziej na miejscu, jako, że Say prezentował już kompozycje autorskie. Drugą połowę recitalu rozpoczął utwór zatytułowany „Nietzsche-Wagner”, w którym nazwiska obu panów odnoszą się do kolejnych części utworu. Nawet bez słuchania jesteśmy sobie w stanie wyobrazić kontrast między surową filozofią Nietzschego, a romantyczną harmonią Wagnera. Say dość dobrze oddaje ów rozdźwięk, czyni swoje dzieło spójnym, pomimo wewnętrznych różnic. Jego Ballady, pozornie powtarzalne, momentami wręcz przewidywalne, przykuwają uwagę, rozwijając się, rosnąc, piękniejąc. A mimo to, trudno ukryć, że na tle pozostałych wyróżniła się w gruncie rzeczy tylko „Kara Toprak”, w której Say umiejętnie przykrywa ręką struny fortepianu, dzięki czemu instrument brzmi jak tradycyjna, turecka lutnia. Jego Fantazje jazzowe, najbardziej rozrywkowy punkt programu, spotkały się z chyba największym entuzjazmem publiczności.- prezentując własną wizję Gershwina, Paganiniego i Mozarta, Say spotkał się z owacją na stojąco. Bisował raz,  „Ah vous dirai-je, Maman” Mozarta. Klasycznie.

 

Podsumujmy fakty. Sposób, w jaki Fazıl Say przeżywa wykonywane utwory, bywa irytujący. Nie każdemu spodoba się też to, jak interpretuje on Beethovenowskie sonaty, będąc pod dużym wpływem współczesnej stylistyki. Nie każdemu przypadną do gustu jego radykalne poglądy. Jedno jest jednak pewne – artysta ów wyraźnie widzi ścieżkę, którą chce podążać. Żyje, gra i komponuje po swojemu – i to jest godne podziwu.

 

Fot: Serdar Saygı

Recenzja koncertu z dnia 17 kwietnia 2014 – link do wydarzenia

Oficjalna strona artysty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.