Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Różne wizje Beethovena

Aleksandra Seredyńska Aleksandra Seredyńska

Cztery osobowości, cztery koncerty fortepianowe. Jeden kompozytor, jedna filharmonia, jeden festiwal. Każda z interpretacji była inna, podobnie jak różni byli występujący wówczas pianiści. W ciągu dwóch wieczorów: Maria João Pires i Jan Lisiecki oraz Martha Argerich i Federico Colli uczynili Ludwiga van Beethovena bohaterem.

Program festiwalu „Chopin i jego Europa” nie zakładał takiej obfitości dzieł twórcy. Początkowo tylko niedzielny wieczór miał być poświęcony sylwetce klasyka wiedeńskiego, jednak przyjazd pierwszej damy fortepianu wprowadził zmiany w środowym koncercie i ostatecznie zdecydowała się ona wykonać I Koncert fortepianowy C-dur op. 15. Jedna zmiana pociągnęła za sobą kolejne i V Koncert fortepianowy Es-dur op. 73 wykonał Federico Colli, którego występ pierwotnie nie był przewidziany w ramach festiwalu.      
Wielkie oczekiwania i nadzieje poprzedziły obydwa wieczory. Niedziela związana z Marią João Pires, która w piątek zachwyciła ujmującą grą, narodziło się więc pytanie: jak w jej wykonaniu zabrzmi IV Koncert fortepianowy G-dur op. 58. Wieczorem wysłuchaliśmy również III Koncertu fortepianowego c-moll op. 37 w interpretacji Jana Lisieckiego, którego rozwój obserwujemy z roku na rok. Jednak to środa, z uwagi na obecność Marthy Argerich była najbardziej oczekiwanym dniem festiwalu.

Największe emocje swoimi interpretacjami wywołały dwie wspaniałe pianistki. Każda z nich wykreowała własną, niepowtarzalną wizję utworu. Spokojem, delikatną frazą i pięknymi barwami odmalowała IV Koncert fortepianowy Maria João Pires. Osobliwą, absorbującą interpretacją i wielką muzykalnością, zdobyła serca słuchaczy. Jej wykonanie, choć niezwykle interesujące, dla niektórych może wydać się nieco odrealnione i odbiegające od stylistyki beethovenowskiej, zwłaszcza w części pierwszej, w której pojawiło się wiele odcieni impresjonistycznych. 
Martha Argerich – kobieta z nieposkromioną energią, niesamowitą umiejętnością gry swobodnej, acz bardzo żywiołowej i niezwykle emocjonalnej, koncert odmalowała w jasnych, iskrzących się barwach. Aktywnie, zadziornie, z młodzieńczym zapałem. Taką Marthę znamy, taką kochamy i na takie jej występy czekamy. Uwielbienie dla artystki było doskonale widoczne wśród publiczności. Pomimo braku wystarczającej ilości miejsc siedzących, mnóstwo osób przyszło wysłuchać koncertu Argerich. Wszyscy głośno oklaskiwali artystkę, która zdecydowała się zaszczycić Warszawę swoją obecnością.

Lisiecki i Colli w swoich interpretacjach ukazali większe zdecydowanie, męstwo. III Koncert fortepianowy ukazał Jan Lisiecki w bojowym charakterze. Grał mocno, z energią, która zdawała się popychać go do przodu, zwłaszcza w finale, który wykonał w niezwykle szybkim, nieco niespokojnym tempie. Jego wyrazista, dynamiczna gra w moim odczuciu okazała się momentami zbyt przerysowana.
Ostatni, V Koncert Beethovena zabrzmiał w wykonaniu młodego Włocha bardzo rozsądnie.  Mimo zdarzających się nieczystości i średniej współpracy z orkiestrą, która wiele fraz skończyła później niż zrobił to pianista, jego interpretacja okazała się być przekonywająca i dobrze osadzona w stylistyce.

Wzbogacenie 9. Międzynarodowego Festiwalu „Chopin i jego Europa” taką ilością kompozycji klasyka wiedeńskiego, okazało się być miłym urozmaiceniem. W ciągu dwóch wieczorów ukazano różnorodne, ciekawe interpretacje, które pozostaną w pamięci na długo. Szkoda, że nikt nie wykonał II koncertu, wówczas usłyszelibyśmy wszystkie koncerty fortepianowe skomponowane przez Ludwiga van Beethovena.

Aleksandra Seredyńska

Recenzja koncertów: 25 sierpnia i 28 sierpnia 2013 r  w Sali Koncertowej Filharmonii Narodowej, 9. Międzynarodowy Festiwal „Chopin i jego Europa”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.