Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Romanse z Bachem

Marcin Oszczyk Marcin Oszczyk

20.08.2012, godz. 19:00, Recital fortepianowy
Sala Kameralna Filharmonii Narodowej
Edna Stern (fortepian) 

Johann Sebastian Bach/Ferruccio Busoni: Nun Komm’der Heiden Heiland
Johann Sebastian Bach/Ferruccio Busoni: Ich rufe zu dir, Herr Jesu
Johann Sebastian Bach/Ferruccio Busoni: Wachet Auf
Antonio Vivaldi/Johann Sebastian Bach: Siciliana z Koncertu d-moll
Johann Sebastian Bach/Ferruccio Busoni: Chaconne d-moll

Fryderyk Chopin
Walc a-moll [op. posth.]
Walc cis-moll op. 64 nr 2
Sonata b-moll op. 35
Ballada g-moll op. 23

Wczoraj mieliśmy okazję usłyszeć koncert typu „mistrz i uczeń”. Zarówno Busoni, jak i Chopin byli wielkimi wielbicielami muzyki Bacha Każdy z nich dał wyraz temu zafascynowaniu na swój sposób. Busoni stworzył jedne z najciekawszych transkrypcji dzieł mistrza. Wpływy muzyki Bacha na Chopina są bardziej subtelne i mniej oczywiste. Wiemy jednak, że Fryderyk bardzo cenił niemieckiego kompozytora, a Das Wohltemperierte Klavier znał na pamięć. Co jednak mogę powiedzieć o samym koncercie? Zapowiadał się bardzo ciekawie; grając pierwsze dwa chorały Edna Stern niejako łączyła romantyczną ekspresję gry z pewnymi technikami charakterystycznymi dla baroku (np. dynamika płaszczyznowa). Wydawało się, że dąży do kompromisu między oryginalnym Bachem a Bachem z opracowania Busoniego. Później na szczęście zrezygnowała z tej trudnej do utrzymania równowagi i Chaconne zagrała w burzliwym, późnoromantycznym stylu. Miło było słuchać takiego Busoniego; problem tkwił gdzie indziej – przy Sicilianie Vivaldiego ten styl wcale się nie zmienił. Gdyby nie program, pewien byłbym, że Koncert d-moll jest grany w XIX-wiecznym opracowaniu. Jednak pierwsza część, choć „niepoprawna”, mogła się spodobać. Stern grała gwałtownie, w swoim własnym stylu i ten styl mogłem spokojnie zaakceptować, szczególnie granej na końcu Chaconne słuchało mi się przyjemnie. Myślę, że podobnie grało się Bacha na przełomie wieków. Może fortepiany nie pozwalały na taką gwałtowność, ale osobiście lubię, gdy wykorzystuje się potencjał brzmieniowy, nie bojąc się zagrać naprawdę forte.

Później było jednak gorzej. Pierwsze dwa chorały zagrane były spokojnie, trzeci z większą ekspresją, która, nie zahamowana przy Sicilianie, rozwinęła się jeszcze bardziej pod koniec pierwszej części. W drugiej zaś, w której był tylko Chopin, stała się wręcz rozhisteryzowana. Przesadne rubato z nagłymi, niezrozumiałymi zatrzymaniami, brutalne traktowanie klawiatury; nie słuchało się tego przyjemnie. Zgodziłbym się zresztą nawet na jeszcze ostrzejsze dźwięki, gdyby były dobrze uzasadnione. Wydaje się jednak, że w tym wypadku nie były. Choć bardzo chciałem, nie potrafiłem doszukać się interpretacji w Sonacie b-moll. Brak było jakiejkolwiek przewodniej myśli, która rozciągałaby się na całą formę i nadawała jasny, spójny charakter. Nie wiem, co chciała przekazać Edna Stern – i mam tu na myśli przekaz czysto muzyczny.  Coś jednak przekazać jej się udało – wielką radość i chęć grania. Widać było, że gra z pasją, chociaż efekty – jak na uczennicę Argerich i Zimermana – były raczej mizerne. Ta pasja poskutkowała też aż trzema bisami. Tych krótkich utworów słuchało się przyjemnie, choć w wykonaniu nie było nic nadzwyczajnego. Jako pierwszy bis: Chopin – Etiuda f-moll z Trois Nouvelles Études (nr 1), następnie etiuda Skriabina, wreszcie fragment sonaty włoskiego kompozytora.

Podsumowując – był to jeden z gorszych koncertów, który mimo, że zaczynał się obiecująco – kończył (może poza bisami) poniżej przeciętnej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.