Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Rachlin&Golan, czyli przepis na sonaty

asd asd

Jeśli ktoś w historii zmienił sposób ujęcia formy sonaty skrzypcowej z fortepianem, to jest był nim Beethoven. Na przykładzie koncertu Juliana Rachlina oraz Itamara Golana słuchacz mógł prześledzić w dużym skrócie ten proces tworzenia nowej faktury kameralnej, jaką ukształtował Beethoven. 

I Sonata D-dur op. 12 na fortepian i skrzypce oraz III Sonata Es-dur z tego samego opusu są dziełami, które żywo przypominają jeszcze Mozartowskie pojmowanie  sonaty skrzypcowej. Skrzypce są w nich jeszcze instrumentem towarzyszącym, ale w VII Sonacie c-moll (dedykowanej carowi Aleksandrowi I) mamy już równorzędne partie, dopełniające się i dialogujące. Wspominam o tym dlatego, że wykonanie Rachlina i Golana ukazało bardzo jasno tę pomijaną czasami przez skrzypków kwestię. To jednak nie umknęło artystom. Ze znawstwem ukazali młodego i „klasycyzującego” Beethovena, który zdecydowanie częściej partie wiodące powierzał fortepianowi. Nie znaczy to, że Rachlin pozostawał w cieniu Golana. Wręcz przeciwnie. Skrzypek dzięki stradivariusowi „Ex Liebig” oraz świadomości formy wspierał pianistę, często eksponując głos skrzypiec, kiedy muzyka na to pozwalała. Precyzja, z jaką wykonawcy realizowali wspólne dla obu partii równoległe pochody szesnastkowe, jest godny podziwu (np. Allegro con brio w I Sonacie)

Części powolne tworzyły odrębną, spokojną  rzeczywistość, czasem tylko przerywane napięciami harmonicznymi, a duet pozwalał sobie na niewielkie rubata. Sonata VII tryskała za to energią. Do tego stopnia, że w Scherzu skrzypek zerwał najcieńszą strunę – E. Szybko jednak powrócił na scenę i dokończył utwór. Inny świat VII Sonaty uchwycić można w wirtuozerii, znamionującej partię skrzypiec. Sam dobór tonacji c-moll (nota bene tonacji Sonaty fortepianowej „Patetycznej”) świadczy o tym, że mamy już do czynienia z Beethovenem-preromantykiem, który nie traktuje sonaty skrzypcowej li tylko, jak utwór na fortepian  z obligatoryjnymi skrzypcami. Żywiołowość i pasja słyszalne były w każdej nucie. Podobny charakter udało się uzyskać wcześniej Marcie Argerich i Gidonowi Kremerowi, którzy dokonali legendarnych już nagrań kompletu sonat skrzypcowych dla Deutsche Grammophon. Julian Rachlin stara się odnaleźć „między  nutami” to, czego Beethovena nie chciał wyrazić wprost. 

Pełna dramatyzmu część IV Sonaty c-moll porwała widownię i oczywiście „zmusiła” artystów do bisu. A na bis zapachniało wiosną, ponieważ duet zaprezentował I część V Sonaty F-dur „Wiosennej”. Gęste vibrato, lecz nie przesadzone, często dodawało romantycznego posmaku.

Czyżbyśmy obok Belcea Quartet mieli kolejny przepis na Beethovena, tym razem na Sonaty skrzypcowe

Damian Kułakowski

Fot. Julia Wesely

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.