Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Quo Vadis, Baroque?

asd asd

 

United Continuo Ensemble, fot. Cezary Zych.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W listopadzie i na początku grudnia w Warszawie odbyło się 11 koncertów z cyklu Mazovia Goes Baroque. Grano muzykę francuską, włoską, niemiecka i angielską z czasów średniowiecza, renesansu i baroku. Każdy kolejny weekend gromadził w Studiu Koncertowym Polskiego Radia coraz większą publiczność. Cykl zakończył się 7 grudnia koncert w Salach Redutowych Opery Narodowej – European Union Baroque Orchestra wykonała m. in. fragmenty z opery Henry Purcella The Fairy Queen. Szczegóły programu znajdziecie na www.mazoviabaroque.pl

W lutym kolejny, wielotygodniowy projekt.

 

Piotr Wieczorek, Młodzieżowa Gazeta Muzyczna: Program jesiennego cyklu Mazovia Goes Baroque jest bardzo różnorodny. Jest tam, Bach, de Machaut, jest Danish String Quartet z kwartetem Janačka. Jaka jest dominanta tego programu?

Cezary Zych, dyrektor artystyczny Mazovia Goes Baroque: Nie ma żadnej dominanty. Jeden z moich tekstów w książce programowej nosi tytuł Print screen. Gdy chcesz uchronić dane, gdy zaczyna ci się psuć komputer i chcesz wydrukować to, co w tym momencie masz na ekranie i co za chwilę przepadnie, przyciskasz klawisz print screen, robisz Ctrl+C, Ctrl+V i wklejasz do Worda. Jesteśmy w takim momencie, jeżeli chodzi o muzykę dawną, że wszystkie tak naprawdę ważne nurty, ciekawe idee estetyczne, wszystko, co się działo w ciągu ostatnich trzydziestu lat, są pod znakiem zapytania. W zasadzie nie ma żadnych dominujących nurtów, nie wiadomo, w jakim kierunku to wszystko zmierza. Dochodzi niekiedy do kompromisów pomiędzy tym, co trzeba zrobić, żeby przeżyć, a tym, co trzeba zrobić, żeby zaspokoić swój głód artystyczny, swoje emocje. 

Od samego początku na festiwalu Mazovia Goes Baroque – wolę go nazywać cyklem – nie tworzymy nurtów monograficznych, konsekwentnych programów. Raczej próbujemy udokumentować to, co się dzieje obecnie w świecie muzyki dawnej i co jest, być może, efemeryczne, ale jest stanem przejściowym, bo tak naprawdę nie wiadomo, w jakim kierunku wykonawstwo muzyki dawnej dąży. Nastawiamy się na program oparty na osobowościach artystów. Na przykład, uznaję, że dobrze by było pokazać polskiej publiczności takiego bądź innego wykonawcę. I gdy z nim rozmawiam, pytam go: Słuchaj, co chciałbyś robić? I słyszę w odpowiedzi np.: Bardzo bym chciała zrobić sonaty Leclaire’a, ale nikt tego nie chce w tej chwili, wszyscy by chcieli, żebym grała w kółko sonaty Bacha albo koncerty Vivaldiego. Więc mówię jej: Dobrze, zróbmy w takim razie tak, zagraj Leclaira, bo mi zależy na tym, żeby ludzie usłyszeli ciebie, bo jeszcze nigdy w Polsce nie byłaś i chcę, żebyś przyjechała z czymś, co jest w tym momencie naprawdę dla ciebie istotne

A jak było w przypadku Danish String Quartet?

Tu sytuacja była trochę inna. Wykonawstwo muzyki dawnej narodziło się w opozycji do muzyki standardowej, wykonywanej w filharmoniach. Negowano pewien typ wrażliwości, który mieli symfonicy, albo pewne maniery wykonawcze, np. stosowanie ciągłej wibracji. Ale po wielu latach muzycy barokowi zapragnęli, żeby część swojej wiedzy, tego swojego know-how, przekazać muzykom klasycznym, tym „standardowym”. I okazało się, że to działa, że istnieją grupy muzyków w różnych krajach, którzy są na to otwarci. Bo nam się to bardzo podoba, że np. zróżnicowanie artykulacyjne, że staracie się każdemu dźwiękowi nadać troszeczkę inny kształt, albo inną ekspresję – mówią. Przeciętny muzyk w orkiestrze symfonicznej nie myśli o tym, żeby każda fraza brzmiała troszeczkę inaczej, to jest mniej wszystko wyrównane, taka to jest estetyka. 

Danish String Quartet jest przykładem jednego z młodych zespołów, których członkowie już ewidentnie są dziećmi tego procesu, tzn. grając na instrumentach współczesnych, przyswoili sobie pewne atrybuty, które do tej pory wiązano tylko z instrumentami dawnymi. Ale żeby było ciekawiej, dwóch muzyków z tego zespołu gra w bardzo progresywnym stylu, a więc można powiedzieć, że grają oni prawie jak barokowcy, oraz jest dwóch takich, którzy są jeszcze jedną nogą  w starym stylu. To jest też zabawa dla publiczności, posłuchać tego, zobaczyć to w ramach jednego zespołu. I teraz żeby było jeszcze zabawniej, zaproponowałem im koncert z Avi Avitalem, mandolinistą, który gra swoje transkrypcje Bacha na współczesnej mandolinie i na mandolinach historycznych. I gra je w taki sposób, że nikt, kto lubi muzykę barokową, nie powie, że on to robi źle. Ma muzykalność, instynkt, intuicję, na którą wpływ miało historycznie poinformowane wykonawstwo. 

Z jednej strony mamy więc świetnych muzyków barokowych, mamy takich, którzy nie mają nic wspólnego z muzyką barokową per se, ale jednocześnie są bardzo silnie nią zaintrygowani.  

Ensemble Faenza przygotował program z utworami Ghizzolo i San Pietro dei Negri. Dał im pan wolną rękę?

Mamy później wgląd w taki jakby nowy typ, dla nas trudny do zrozumienia, a będący codziennością we Włoszech, we Francji, kiedy np. wykonawca się zastanawia, co by tutaj wykonać, jaką muzykę, co by zaproponować. Nasze źródła muzyczne są bardzo ubogie, mamy raczej skromne archiwa, natomiast francuski czy włoski muzyk budzi się rano z myślą: Co by tutaj nagrać nowego, co by zaproponować? Podejdę do biblioteki i coś tam znajdę. I idzie do Biblioteki Narodowej w Paryżu, bierze katalog, przegląda, mówi: O, mam tutaj Rameau, którego jeszcze nikt nie grał, albo jakiegoś innego kompozytora, o którym nikt jeszcze nie słyszał, świetna muzyka. Ensemble Faenza zrobił na moją prośbę taką kwerendę w Rzymie. Muzycy pod kierunkiem Marco Horvata wybrali dwóch kompozytorów i wokół nich zbudowali program. 

Mój zachwyt wzbudził koncert muzyki de Machaut w wykonaniu Marca Mauillona i pod kierunkiem Pierre’a Hamon.

Dzięki Mauillonowi Pierre Hamon powrócił do de Machaut, bo w osobie tego młodego śpiewaka znalazł idealnego wykonawcę tej muzyki. 

Mówi się że każde nowe pokolenie powinno mieć swoje tłumaczenie Platona. Każde nowe pokolenie powinno też dać swoją nową interpretację. Ale do tego trzeba właśnie takich talentów, jak Mauillon.

Kilka tygodni później United Continuo Consort przedstawił przykłady repertuaru XVIII-wiecznej opery lipskiej. Zupełnie inny klimat.

To jest zespół który pewnie nigdy nie przyjedzie na Misteria Paschalia czy Wratislavię Cantans, bo z tego punktu widzenia nie jest to gwiazda, a są to gwiazdorskie festiwale. To jest bardzo ciekawa grupa zbudowana wokół basso continuo, które jest jądrem muzyki.

Czy jest jakaś granica w wykonywaniu muzyki dawnej? Żeby nie przekroczyć intencji kompozytora i smaku epoki?

To jest temat dyskutowany bez przerwy od kilkudziesięciu lat, więc nie odpowiem jednym zdanie. Padały różne odpowiedzi, pojawiają się nowe. Z czasem okazało się, że nie ma potrzebny silnej identyfikacji, jak na początku ruchu, kiedy uważano, że granie tego repertuaru wymaga bardzo wielu lat studiów i wyłączności. Teraz jest wielu muzyków, którzy grają i na instrumentach historycznych, i na nowoczesnych. W obu przypadkach znakomicie. 

Punktem odniesienia nie są intencje kompozytora, ale praktyka wykonawcza, a więc nie to jak Bach chciał, żeby grać np. Kunst der Fuge, ale to jak ją wykonywano, a robiono to na klawesynie i na instrumnetach smyczkowych i na klawikordzie, jest więc uprawnione granie jej na różnych instrumentach zgodnie z praktykę epoki. 

Kiedyś, jakieś 20-30 lat temu byli tacy charyzmatyczni liderzy, jak Sigiswald Kuijken czy Nikolaus Harnoncourt, których każda następna ich płyta przynosiła jakąś rewolucję pod każdym względem: dźwięku, repertuaru, interpretacji. Dziś jest tak, że pojawiają się nowe płyty, jedna po drugiej, a ja wciąż słyszę to samo. Otwieram książeczkę i okazuje się, że wielu muzyków tam gra pod różnymi nazwami, w różnych zespołach, działając od projektu do projektu. I jak tu mówić o czymś swoistym i wyjątkowym? Pojawił się międyznarodowy styl barokowy ujednolicenie, które źle działa na jakość. To jest bardzo niepokojące.

Mazovia stara się pokazać ten stan chaosu, zmieszania, burzy mózgu, szukania kierunku. Ważną rzeczą jest to, że nikogo z tych ludzi, których w tym cyklu usłyszysz, nie znajdziesz na wielkich festiwalach w Polsce, które są nastawione na duże formy i na kompozytorów lub utwory znane, np. Vivaldiego. My założyliśmy, że nie chcemy tutaj dużych form, że chcemy robić rzeczy małe, kameralne, niekoniecznie przyciągające dużą publiczność. To jest ważne, że nasz cykl koncertowy współorganizuje Polskie Radio – twórczą rolą radia jest dążenie do żywego kontaktu z artystami – ten element uczestnictwa publiczności w sztuce wykonawczej jest bardzo ważny.

Rozmawiał Piotr Wieczorek

Rozmowę przeprowadzono w listopadzie 2012 r. Publikujemy wersję nieautoryzowaną.

NA ZDJĘCIU: UNITED CONTINUO CONSORT, W ŚRODKU TENOR JAN KOBOW. FOT.: CEZARY ZYCH.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.