Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Qudsja Zaher – opera Pawła Szymańskiego

Magdalena Białecka Magdalena Białecka

Szum fal, łagodny, szemrzący, kojąco powtarzalny. Szum fal przeradzający się w muzykę, do bólu przewidywalną, drażniącą tą powtarzalnością. Pomysł powtórzony raz rani, zagrany zaś cztery razy, nawet jeśli ze zmienionym tekstem lub zmodyfikowaną materią muzyczną, brutalnie rozdrapuje rany. Jak to możliwe? Powtórzenie, od wieków wykorzystywane w muzyce po to, by (mówiąc bardzo ogólnikowo) uspokoić słuchacza, w operze Pawła Szymańskiego drażni, niepokoi. Trochę na takiej zasadzie, jak u Góreckiego, choćby w Symfonii pieśni żałosnych. Zadziwiające.

Rozwiązanie tej zagadki znajdujemy w fabule, bo jak w każdej porządnej dramma per musica, w Qudsji Zaher muzyka służy słowu. Świdrujące powtórzenia są tu bardzo na miejscu: odzwierciedlają nieznośną powtarzalność ludzkich nędznych dziejów. Przeklęty jest los Qudsji Zaher, afgańskiej uchodźczyni, tak samo jak przeklęte było życie Astrid, poprzedniego wcielenia Afganki sprzed tysiąca lat. Jedyny człowiek, który jest w stanie przerwać rozpędzającą się spiralę zła, to Nauczyciel. Stoi na straży historii, która, tak jak u polskich historiozofów ze Staszicem na czele, jest nauczycielką współczesnych.

Przewoźnik (zapewne Charon) nie słucha Nauczyciela – w końcu wiemy z mitów, że Hades otacza Lete, rzeka zapomnienia. Jakże więc Charona miałaby interesować historia. Cel zostaje jednak osiągnięty. Qudsja dostaje się do krainy wieczności, a piękno końcowego chóru sugeruje, że czeka ją tam życie zupełnie inne niż to w marnym świecie doczesnym. Wyrzuć z pamięci mój los śpiewa Qudsja, niczym Dydona w słynnym Lamencie Purcella (But oh, forget my fate). Jej historia jest już nieistotna, Nauczyciel może wymazać ją z kart swojej księgi.

Mało które dzieło prezentuje tyle wymiarów słowa, co Qudsja. Wypowiedzi Przewoźnika, mimo że śpiewane, są pozbawione intonacji. Słowo mówione (recytacja Nauczyciela) na ich tle jawi się jako barwne, pełne odcieni. Emocjonalny śpiew głównej bohaterki porusza, niczym lira Orfeusza. Choć szkoda, że kompozytor posłużył się sztampowym, wysokim, rozwibrowanym sopranem. To trochę nie pasuje do współczesnej opery.

Co ciekawe, historia Qudsji jest tylko punktem wyjścia, z czego możemy zdawać sobie sprawę albo nie (w libretcie ani razu nie pada jej imię). Dzięki temu dzieło staje się uniwersalne, a możliwości interpretacyjne mnożą się w nieskończoność. Warstwa wizualna również nie osadza w żadnej konkretnej kulturze czy epoce. Wszystko zdaje się nieco bezkształtne – to w końcu Kraina Mgieł. Dużą rolę gra woda i to, co się z nią wiąże: marynarze, łodzie, topielcy… Woda, symbol życia, tu przeistacza się w symbol śmierci.

Kompozytor i librecista – czyli Paweł Szymański i Maciej Drygas – dokonali dzieła na miarę naszej epoki. Nie moglibyśmy jednak w pełni docenić ich sztuki, gdyby nie znakomici wykonawcy, którzy podjęli trud wystąpienia we współczesnej operze. Olga Pasiecznik – Qudsja, Andrzej Niemirski – Nauczyciel, Damian Konieczek – Przewoźnik zaprezentowali się znakomicie. Orkiestra i chór TW/ON oraz Chór Chłopięcy UMFC również stanęli na wysokości zadania, pod batutą Wojciecha Michniewskiego. Praca reżysera, Eimuntasa Nekrosiusa, zdaje się nieoceniona.

 

Magdalena Białecka

Relacja z prawykonania Qusji Zaher Pawła Szymańskiego w Operze Narodowej 20 IV 2013 r. o godz. 19.00.

4 odpowiedzi na “Qudsja Zaher – opera Pawła Szymańskiego”

  1. Michał Mościcki pisze:

    Nie zgodzę się z powyższą recenzją. Moim zdaniem mamy u do czynienia z mocnym przerostem formy nad treścią. Na premierze strasznie się wynudziłem. W libretcie ciężko mi się doszukać jakichś (oceanicznych?) głębi, muzyką też się nie zachwyciłem. Jeśli już dzieło było ucztą, to raczej dla oka, niż ucha i duszy.

  2. Anonim pisze:

    Ale przecież to MIAŁO zmęczyć. W jakiś sposób widzowie powinni poczuć zmęczenie tą powtarzalnością, monotonią, żeby zrozumieć(choć w znikomym stopniu)co czuje główna bohaterka.

  3. Anonim pisze:

    Jest tutaj błąd jest to Warszawski Chór Chłopiecy PRZY umfc szkoda ze w tej recenzji nie wspomniano o tym wlasnie chorze…

  4. Rodion Bogusz pisze:

    Dzis bylem na tym przedstawieniu! Muslalem ze „Matsukaze” jest najnudniejsza opera, lecz nie – Wlasnie Qudsja! Mialem takie wrazenie ze caly czas powtarzane sa te same tresci! Cala sytuacje ratowal (troche) wlasnie wspomniany wyzej Chor Chlopiecy, byly to naprawde ciekawe chwile, ale niestety jest tego za malo! Kilka ciekawych watkow jednak zalapalem, nie powiem, lecz bardzo dziwne bylo to pzedstawienie. Po raz pierwszy nie osadzalem ludzi, wychodzace w trakcie przedstawienia..!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.