Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Pytanie, wyzwolenie i obroty sfer niebieskich

Grzegorz Dąbrowski Grzegorz Dąbrowski

Mieliśmy wczoraj pokaz dyrygentury na światowym poziomie. Pierwszy raz na tym festiwalu miałem ogromną przyjemność w słuchaniu i oglądaniu tak wysmakowanej interpretacji repertuaru symfonicznego. W ogóle coraz ciekawiej robi się na festiwalu, aż mi się złe wrażenia zacierają. Najpierw Belcea Quartet (o którym celowo nie pisałem, gdyż Magda i Damian świetnie oddali to niezwykłe wydarzenie i choć trudno takie wrażenia przelać na papier, to ja podpisuję się obiema rękami pod ich relacjami), wczoraj zaś John Axelrod, wybitny amerykański dyrygent zaproponował nam bardzo interesujące wykonanie repertuaru późnoromantycznego i współczesnego.

John Axelrod, uczeń samego Leonarda Bernsteina, poprowadził wczoraj orkiestrę Filharmonii Narodowej i chór Opery i Filharmonii Podlaskiej z ogromną dojrzałością i dokładnością, a jednocześnie ze swobodą i naturalnością. Niczym jego wielki nauczyciel gesty miał bardzo precyzyjne, ale nie mechaniczne.

W pierwszej części koncertu usłyszeliśmy Pytanie bez odpowiedzi Charlesa Ives’a. Utwór o charakterze kontemplacyjnym pozostawił zamierzony, bo zawarty w  tytule niedosyt, jakiś niepokój spowodowany tak interesująco rozpoczętą frazą. Dzieło napisane zostało na smyczki, flety i trąbkę, która swój kilkudźwiękowy temat monotonnie powtarzała z drugiego balkonu. Orkiestra smyczkowa pod czujnymi dłońmi dyrygenta delikatnie rozlewała kojącą uszy harmonię, flety zaś szamotały się w niepokoju i niepewności, zagubieni w swej niewiedzy, w  braku odpowiedzi na pytanie, które trąbka nieśmiało, acz wytrwale powtarzała. Bardzo udzielił mi się nastrój tego utworu, wprawiając mnie w poczucie osamotnienia wobec tajemnic metafizyki…

Odmienny w charakterze, choć zbliżony tematycznie był poemat symfoniczny Richarda Straussa Śmierć i wyzwolenie. Tu Axelrod mógł w pełni pokazać swój kunszt panowania nad symfoniczną materią z wyważeniem budując napięcie. W sposób bardzo przemyślany operował dynamiką, szczególnie zachwyciła mnie swoista architektonika crescenda w jego wykonaniu. Narastająca kulminacja, zmierzająca do wielkiego tutti budowana była od głęboko osadzonego piana. Rozwijała się, ozdabiana kolejnymi segmentami. Axelrod pozwolił słuchaczom „przyjrzeć się” bogatej harmonice jednego z ostatnich romantyków, nie było w jego gestach żadnej pochopności, a tyle inspirującej energii!

W drugiej części usłyszeliśmy II Symfonię „Kopernikowską” Henryka Mikołaja Góreckiego. Dzieło napisane na 500. rocznicę urodzin Mikołaja Kopernika ukazuje kompozytora jako twórcę monumentalnego, ale nie patetycznego. Widać, jak trudny w interpretacji jest to utwór, a szczególnie w pierwszej części jak cienka granica jest między gwałtownością i ekspresją, a wrzaskiem. Równie trudne było utrzymanie napięcia wobec powtarzających się motywów. Axelrodowi się udało. Pierwsza część tej wielkiej symfonii ukazała ogromną podniosłość, potęgę mechanizmu wszechświata. Kompletnie inna w charakterze była część druga. Medytacyjna, wyciszona, hipnotyzująca, czarująca harmonią, która swą pełnię osiągnęła w III Symfonii. Ale Górecki nie byłby sobą, gdyby dał odbiorcy chwilę wytchnienia. Nic z tego. Powtarzany wielokrotnie przez solistów (Robert Gierlach – baryton i Aleksandra Kubas – Kruk – sopran) fragment I Księgi De revolutionibus orbium coelestium Mikołaja Kopernika, czy zaskakujący swą chorałową prostotą śpiew chóru, czy wreszcie wytrzymywany w nieskończoność i niknący bardzo powoli akord finałowy, trzymał w napięciu, dając mi rozkosz podróży w nieznane.

Niczego nie byłem w tym dziele pewien. To było piękne i jeszcze raz składam głębokie ukłony Axelrodowi za tę odważną i dojrzałą interpretację.

 

Grzegorz Dąbrowski

 

Recenzja koncertu 17. Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena 23.03.2013 r. w Sali Koncertowej Filharmonii Narodowej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.