Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Psychoanalityczna Turandot w Operze Narodowej

Maciej Madaliński Maciej Madaliński

 

 Turandot  TW-ON

 

Turandot Giacomo Pucciniego to nieukończona opera w 3 aktach, ostatnia w dorobku wielkiego kompozytora. Po jego śmierci zakończenie dopisał Franco Alfano. Opera po raz pierwszy została wystawiona w roku 1926 w mediolańskiej La Scali.

To na pozór prosta opowieść o kobiecie bezwzględnej – krwawej chińskiej księżniczce, która nie dopuszcza do siebie mężczyzn, lecz w istocie skrywa w sobie bardziej skomplikowaną tajemnicę.

Jest w niej pokazana relacja mężczyzny i kobiety oraz towarzyszący jej bagaż lęków i uprzedzeń, sprzecznych emocji. Turandot stała się femme fatale, używającą miecza do ścinania ludzkich głów i tarczy do obrony przed mężczyznami. Odrzuca wszystko, co dobre, piękne, delikatne. Cechy te dostrzegamy natomiast w postaci Liu. Jak określił to Mariusz Treliński – obydwie bohaterki to awers i rewers tej samej postaci, jednak próba pokazania ich w ten sposób wprowadziła zamęt na scenie i nie była czytelna dla widza.

Z jednej strony piękna i nieskazitelna Liu (Agnieszka Tomaszewska), ubrana na biało, z drugiej brutalna Turandot (Lilla Lee) odziana w czarne szaty. Mądrość Kalafa (Charles Kim)   polega na tym, że wie, iż Turandot może się zmienić tylko kosztem śmierci Liu.

Mariusz Treliński zainspirował się Lynchem i Bergmanem. Jak sam przyznaje – jest to spektakl najbardziej radykalny i autorski w jego karierze. Wzorując się na Lynchu, zrealizował spektakl wielopłaszczyznowy, ukazujący ludzką podświadomość, zaś z Bergmana wziął stałe motywy jego twórczości: samotność, trudności w kontakcie z drugim człowiekiem, upokorzenie.

Rewolucyjne w przedstawieniu tej opery jest odejście od orientalnego sztafażu w scenografii. Zamiast niego mamy do czynienia z widowiskowym operowaniem barwami, światłami, odzwierciedlającymi emocje, a nie ukazywanie konkretnych miejsc czy pomieszczeń. Godna uwagi jest obrotowa scena, z której scenograf, Boris Kudlicka uczynił centrum akcji.

Obok śpiewu najważniejsza w tym spektaklu okazała się gra aktorska, która nie pomniejszyła walorów sztuki wokalnej, natomiast pozwoliła w pełni przekazać emocje bohaterów.

Lilla Lee zaprezentowała unikalną technikę i porwała publiczność interpretacją tej trudnej roli. Charles Kim w roli Kalafa pokazał rzadko spotykaną u tenorów siłę głosu. Agnieszka Tomaszewska (Liu) i Rafał Siwek w roli ojca Kalafa – Timura stworzyli ciekawe kreacje zarówno aktorskie jak i wokalne. Interesujący był występ legendarnego Kazimierza Pustelaka  jako Cesarza Altoum.

Doskonale brzmiała świetnie zgrana z solistami i dynamiczna  orkiestra pod batutą Carla Montanaro.

Realizacja Trelińskiego wzbudza jeszcze inne kontrowersje. Ministrowie Ping, Pang i Pong ukazani zostali jako transwestyci. Za sprawą dziwacznych tańców, jakie wykonywali, nie byli w stanie dobrze zaśpiewać swoich partii. Minusem było także ustawienie chóru na najwyższych balkonach i w kulisach – przez to często wkradała się nieczystość wykonania i opóźnienia.

Spektakl podsumować należy jako ciekawy, godny polecenia. Idąc na Turandot w reżyserii Trelińskiego, przygotujmy się na psychoanalizę własnego wnętrza i wkroczenie w ludzką podświadomość.

 

 

Maciej Madaliński

Fot. Krzysztof Bieliński
Projekt plakatu: Adam Żebrowski, fot. Łukasz Murgrabia

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.