Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Przejmująca kameralistyka

Aleksandra Seredyńska Aleksandra Seredyńska

Perfekcja i naturalność w sobotni wieczór wypełniły Salę Koncertową Filharmonii Narodowej. Mnóstwa emocji dostarczyli występujący: Piotr Anderszewski i Belcea Quartet prezentując kameralistykę na najwyższym poziomie. Program koncertu został rozszerzony i po Kwartecie smyczkowym B-dur KV 589 Wolfganga Amadeusza Mozarta pianista wystąpił solo, wykonując II cześć cyklu  Na zarośniętej ścieżce Leoša Janačka. Mimo zmian programowych, które spowodowały opóźnienie następnego koncertu odbywającego się w ramach festiwalu „Chopin i jego Europa”, zaprezentowanie utworów czeskiego kompozytora stanowiło miłe urozmaicenie wieczoru. Zostały one przedstawione znacznie ciekawiej, niż podczas majowego recitalu pianisty. Teraz nabrały wyrazistości, większego zróżnicowania w cyklu, a także zdumiewającej kolorystyki, która wraz ze zmiennymi nastrojami pozwoliła na całkowite zaangażowanie słuchaczy.

Corina Belcea  (skrzypce), Axel Schacher (skrzypce), Krzysztof Chorzelski (altówka) i Antoine Lederlin (wiolonczela) w przenikliwych barwach oddali I Kwartet smyczkowy D-dur Benjamina Brittena. Napięcie było językiem, jakim opowiedzieli publiczności dzieło kompozytora, którego 100. rocznicę urodzin obchodzimy w tym roku. Niesamowity początek rozpoczął opowieść o tajemnicy, którą stopniowo, ale konsekwentnie odkrywano podczas wieczornego koncertu. Członkowie kwartetu wykazali się nie tylko perfekcją współpracy, ale także wielkim kunsztem w realizacji partii solowych.

Piotr Anderszewski ponownie pojawił się na scenie gdy wraz z Belcea Quartet przejmująco wykonali Kwintet fortepianowy g-moll op. 57 Dymitra Szostakowicza, skomponowany w 1940 roku. Powtórnie uwypukliło się rewelacyjne porozumienie między artystami, które pozwoliło przemówić muzyce. W pierwszej części nieustającym dialogom głosów instrumentów smyczkowych i fortepianu towarzyszyło ogromne, niesłabnące przeżycie wewnętrzne, które swoje apogeum miało w Fudze, stanowiącej podstawę części drugiej. Krótkie, acz niezwykle aktywne Scherzo wprowadziło zmianę nastroju. Natomiast przeszywające Intermezzo wzruszało, ani przez chwilę nie tracąc budowanego napięcia. Finał, w którym do głosu dochodzi lekki, skoczny temat, a rozwój dramaturgii ukazany jest na całej przestrzeni formy zwieńczył dzieło, podrywając z foteli zgromadzoną publiczność.          
Na bis ponownie usłyszeliśmy Mozarta. Bohaterowie wieczoru wykonali Andante z Koncertu fortepianowego A-dur KV 414. Kompozycje klasyka wiedeńskiego będące klamrą wieczoru zostały wykonane z gracją, chociaż gdy wieczór rozpoczął się Kwartetem smyczkowym B-dur odniosłam wrażenie, że muzycy stopniowo oswajają się ze sceną. Szczęśliwie utwór dość szybko nabrał odpowiedniego charakteru. Artyści sobotniego koncertu precyzją, naturalną frazą i przejmującą ekspresją uczynili wieczór szalenie interesującym i na długo zapadającym w pamięć.

Aleksandra Seredyńska

Recenzja koncertu z 24 sierpnia 2013 r. w Filharmonii Narodowej w Warszawie, 9. Festiwal „Chopin i jego Europa”.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.