Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Prosto, szczerze, magicznie

asd asd

Prawdziwa interpretacja pojawia się wówczas, gdy muzyka przedstawiona jest w formie czystej, artyści jej nie przeszkadzają, a przekaz jaki niosą ze sobą dźwięki jest ważniejszy, niż osobowość wykonawcy. Rezygnacja z samego siebie i podążanie za muzyką – pod tym hasłem upłynął piątkowy koncert kameralny w Studio Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego. Maria João Pires (fortepian) i Antonio Meneses (wiolonczela) swoją grą wyczarowali niezwykle intymną atmosferę, która całkowicie zawładnęła publicznością. Pełna napięcia cisza panująca wśród słuchaczy, zdawała się tylko potwierdzać, że był to koncert wyjątkowy. Zachwyciła Maria João Pires, która w XXI wieku, gdy wszystko zdaje się pędzić bez chwili wytchnienia, ukazuje sztukę doskonale opanowanego operowania czasem i przestrzenią gry.  

Koncert rozpoczął się od Sonaty a-moll „Arpeggione” Franza Schuberta, której przez cały czas towarzyszył piękny dialog fortepianu z wiolonczelą. Spokój, w jakim wykonawcy poruszali się w interpretacji utworu umożliwił dosłuchanie fraz i ukazanie piękna różnorodności harmonii. 
Czas zatrzymał się w chwili, gdy pianistka grała Intermezza op. 117 Johannesa Brahmsa: osobiste, ciepłe, wysłuchane, wyrafinowane. Wykonanie cechowała: mądrość i dbałość o każdą nutę. Ujmująca interpretacja sprawiła, że był to najjaśniejszy punkt programu. Prawdziwie magiczny, pozostający na długo w pamięci. Ostatni utwór z cyklu zabrzmiał szczególnie pięknie. Intermezzo cis-moll op.117 nr 3 prowadzone było długą frazą, która zdawała się nie mieć końca. Tej płynności nie naruszyły przypadkowe akcenty bądź zbytnie eksponowanie poszczególnych motywów. Barwami, spokojem, ciągłością narracji Maria João Pires nadała tym utworom niepowtarzalny charakter.
Na zakończenie usłyszeliśmy Pieśń bez słów D-dur na wiolonczelę i fortepian op.109 Mendelssohna oraz I Sonatę wiolonczelową e-moll op. 38 Brahmsa. Chociaż wolałabym nieco ciemniejsze w barwie i bardziej aktywne wykonanie Brahmsa, to muszę przyznać, że część II brzmiała poruszająco, przekonując mnie do takiej interpretacji całkowicie.
Mimo, że pianistka świeciła jaśniej niż wiolonczelista, a w ich grę wkradło się trochę niedociągnięć i współpraca nie zawsze była idealna,  zakończenia fraz nie zawsze zgrane to wspaniały nastrój, który artyści stworzyli w piątkowe popołudnie przykrył ewentualne niedoskonałości. Gromkie brawa zaowocowały dwoma bisami: Largo z Sonaty g-moll op.65 Fryderyka Chopina i Naną Manuella de Falli. Owacja publiczności ukazała, jak wielką siłę może mieć szczerość i opanowanie w interpretacji, które przez cały koncert towarzyszyły wykonawcom.

Aleksandra Seredyńska

Recenzja koncertu 23 sierpnia 2013 r., Studio Koncertowe Polskiego Radia, festiwal „Chopin i jego Europa”

Na zdjęciu: Pires dawniej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.