Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Projekt P

Magdalena Białecka Magdalena Białecka

Na Projekt P składają się spektakle Jagody Szmytki i Wojciecha Blecharza, które Opera Narodowa wystawia jeden po drugim niczym dwa akty tej samej sztuki.

Czy w istocie spektakle są do siebie aż tak przystające?

Oba pokazują operę od środka. Blecharz dosłownie zabiera na wycieczkę (podróż to w tym kontekście za duże słowo) po salach prób, obdrapanych korytarzach i klaustrofobicznych windach Opery Narodowej. Szmytka pokazuje z kolei światek muzyków i osób, od których ci są zależni, a także pracę muzyków od strony już chyba najmniej poetyckiej: „automatyzacja ruchów” to tylko jeden z terminów pseudo-naukowych, które zostały użyte do opisu ćwiczenia repertuaru na skrzypcach przez muzyków orkiestrowych.

Pod względem nastroju spektakle w pewnym sensie się dopełniają. Przedstawienie Szmytki generalnie rzecz biorąc zostawia słuchacza w pogodnym nastroju i skłania do dalszych refleksji na temat prezentowanych zjawisk. Spacer Blecharza wytrąca z tego stanu i czyni odbiorcę nieco apatycznym, obojętnym, rozdrażnionym. Powtarzam: wszystko to w ogólnych zarysach, bo oczywiście każdy ma prawo odbierać sztukę jak tylko mu się podoba.

W obu spektaklach uwypuklony został problem samotności muzyka. Podczas gdy u Szmytki opisany został on werbalnie, u Blecharza opowiada o nim sama muzyka. Każdy z wykonawców jest sam. Nawet gdy grają oni w duetach, tercetach czy tutti (na sam koniec), ich partie są autonomiczne, tak jakby każdy z nich snuł swą własną opowieść, połączony z resztą tylko jednością miejsca.

Na tym jednak podobieństwa się kończą. Siła przekazu Szmytki bardziej niż w pomyśle – bo przecież powstało już wiele oper o operze czy sztuk o teatrze – tkwi w realizacji: czytelnej i atrakcyjnej dla publiczności XXI… „nie, XXII wieku” . Mimo gorzkiej tematyki, przedstawienie jest lekkie. Zarówno światek muzyczny, jak i świat wewnętrzny muzyków zostały przedstawione z dużą dozą ironii i z dystansem. Blecharz natomiast sięgnął po oryginalny, niewykorzystywany dotychczas pomysł, lecz w moim odczuciu nie zrealizował go najlepiej. Wędrowanie po kolejnych salach i korytarzach odwracało uwagę zarówno od muzyki, jak i od treści.

Projekt P można rozpatrywać z różnych punktów widzenia. Jestem w stanie zrozumieć entuzjazm, który wywołał Projekt w różnych środowiskach. Świetnie sprawdza się on jako sposób na lekkie i inne niż zwykle spędzenie wieczoru – może tylko za długo się potem chodzi po operze. Ja jednak uczęszczam do opery przede wszystkim po to, żeby spotkać się z dźwiękiem jako integralną i istotną częścią spektaklu – ważną w takim samym stopniu, jak słowo. Tutaj muzyka zdawała mi się produktem ubocznym przedstawienia i przez to nie zachwyciła mnie całość. Jednakże cenię świeżość pomysłów i chęć wnikliwego spojrzenia w głąb świata opery i muzyków, które zamanifestowali twórcy Projektu P.

Magdalena Białecka

Recenzja Projektu P: Jagoda Szmytka, dla głosów i rąk, reż. Michał Zadara, Wojtek Blecharz, Transcryptum, reż. kompozytor, Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie, premiera 23 maja 2013 roku.

FOT.: Jagoda Szmytka, dla głosów i rąk, Krzysztof Bieliński/TW – ON.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.