Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Prima la musica

Magdalena Białecka Magdalena Białecka

„Tragedia wywodzi się z ducha muzyki” – głosił Fryderyk Nietzsche. Może dlatego tak wiele osób wierzy, że tragizm ludzkich losów najpełniej wyrazić można właśnie w muzyce? Myślę, że utwory, których wysłuchaliśmy w drugiej części koncertu inauguracyjnego 55. Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień” mogą się przyczynić do tej opinii.

Utwór Speakings na orkiestrę i elektronikę (2007-08) Jonathana Harveya opisuje tragedię ludzkiego życia według buddyjskiej filozofii – problemy inkarnacji konfrontując z błogością „rajskiej świątyni dźwięku”. „Opisuje” w znaczeniu prawie dosłownym, bowiem obiektem eksperymentów angielskiego kompozytora stał się w tym utworze język. Nagrania przekształcanych strzępków ludzkich głosów obiegały salę koncertową, dialogowały z w pewnym stopniu imitującymi je instrumentami, opowiadały historię ludzkości i człowieka jako jednostki.

Dotrzeć do korzeni języka, według buddystów zrośniętych ze śpiewem, i ukazać, do czego ten język miał służyć – czyli do wyrażania bólu i ciekawości związanych z przyjściem na świat, ludzkich emocji, lęków, rozterek, a przy tym do odśpiewywania mantr, do samodoskonalenia… Idea bardzo szczytna. Realizacja też ciekawa, choć moim zdaniem nie dość doskonała w kontekście tak ambitnego zamierzenia. Efekty elektroniczne w wielu momentach odwracały uwagę od gry instrumentów, które miały przecież współdziałać w opowieści o ludzkiej mowie. Moment kulminacji – „scena raju” – trąciła muzyką relaksacyjną sprzedawaną w księgarniach związanych z ruchem New Age. Koncertujące puzony i fagot, zupełnie rozbijające harmonię tej sceny, nie sprzyjały pogłębieniu ekspresji.

Scena koncertowa na mezzosopran i orkiestrę Ein Brief (1985-86) Mauricia Kagela wyraża z kolei tragedię ludzkiej miłości. Autor jest kontynuatorem romantyków w badaniu zależności między słowem a dźwiękiem. Wniosek z jego rozważań na ten temat mieści się w sentencji prima la musica, dopo le parole. Właśnie to przesłanie miało zostać zawarte w Ein Brief. Akcja sceny ma w sobie niewiele tragizmu – dziewczyna czyta list miłosny, na koniec drze go na strzępy. Tekst również nie grzeszy ekspresją – całe libretto zawiera się w słowach „moje kochanie”. Cały nacisk został położony na muzykę.

Kompozytor okazał się mistrzem w budowaniu napięcia w pieśni bez warstwy semantycznej. Wokaliza mezzosopranistki (zaśpiewała Lilianna Zalesińska), wsparta fenomenalną, choć prostą i brzmiącą dość tradycyjnie, partią orkiestry, czyniła list nie tylko pełnym ekspresji i treści, ale również uniwersalnym – właśnie dzięki brakowi tekstu.

Ważnym wydarzeniem podczas koncertu inauguracyjnego było polskie prawykonanie napisanej w 1967 roku Uwertury pittsburskiej na symfoniczną orkiestrę dętą Krzysztofa Pendereckiego. Sonorystyczne wykorzystanie orkiestry dętej z wykorzystaniem wielodźwięków koresponduje z eksperymentami i dorobkiem artystycznym Bartolozziego. Skontrastowanie dętych i perkusji, rozstawionej w różnych częściach orkiestry – przez co możliwe stały się pomysłowe efekty przestrzenne – budowało dramaturgię tego utworu.

Najciekawszym punktem programu przed przerwą okazał się cykl pieśni antropoidalnych na sopran i orkiestrę Zverohra (2008) Kryštofa Mažatki. Ważną inspirację dla jego twórczości stanowi jego nietypowa pasja do poznawania sztuki prehistorycznej i początków języka. Z tym drugim tematem związana jest właśnie koncepcja Zverohry.

Zverohra – gra zwierząt – ilustruje próby człowieka w stworzeniu własnego, dźwiękowego sposobu komunikacji. Naśladowanie odgłosów zwierząt przelata się tu z wymawianiem pierwszych sylab, wyrazów, zdań. Orkiestrowe tło przywodzi na myśl dziewiczy, niezdobyty jeszcze przez człowieka świat tysiące lat temu – zagrażający mu, ale też fascynujący swą różnorodnością i tajemnicą.

Wyprawa w czasy początków języka – więc zarazem początków kultury, a nawet… człowieczeństwa? zaproponowana przez Mažatki była naprawdę fascynująca. Zastanowiło mnie tylko wykonanie Eleny Vasillievy, technicznie doskonałe… Ale czy ludzie pierwotni naprawdę śpiewali z manierą operową? Czy miewali tak niepewne, sceniczne, wysublimowane gesty? O to trzeba by zapytać czeskiego kompozytora.

 

Magdalena Białecka

 

Koncert 55. Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Współczesnej Warszawska Jesień, Filharmonia Narodowa, 21 IX 2012, godz. 19.30

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.