Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

PRELUDIA CHOPINA NA FESTIWALU VOL. 1

asd asd

Duża odwaga przemówiła przez pianistę, skoro zdecydował się wykonać na swym pierwszym polskim recitalu komplet Preludiów Fryderyka Chopina. Tym większa, że 22 sierpnia ten sam cykl ma wykonać tryumfatorka ostatniego Konkursu Chopinowskiego, Julianna Awdiejewa. Nie obejdzie się bez porównań, ale taka to już kolej rzeczy.

Swój występ Jan Lisiecki rozpoczął dwoma Utworami lirycznymi Edwarda Griega – Ariettą
i Koboldem. Te miniatury zabrzmiały w wykonaniu młodego pianisty bardzo swobodnie, ale też onirycznie (szczególnie Arietta). Dotknął w nich najbardziej tajemniczych i nieuchwytnych smaczków, jakie tworzą język muzyczny norweskiego kompozytora.

Preludia Fryderyka Chopina były na pewno głównym punktem programu. Ten niezwykle wymagający cykl, zarówno technicznie, jak i interpretacyjnie, można podzielić na utwory liryczne i wirtuozowskie. Te ostatnie, choć wykonane bardzo sprawnie, były czasem aż nazbyt niespokojne. Natomiast preludia o charakterze lirycznym, jak nr 4. czy 7. Lisiecki wykonał z prostotą taką, jaką mógł mieć na myśli Chopin, doradzając swoim uczniom, aby grali „łatwo”. 

Druga połowa obejmowała 3 Walce op. 64, 3 Nokturny op. 9 Chopina oraz Andante i Rondo capriccioso op. 14 Feliksa Mendelssohna. O ile w Walcach, mimo niewątpliwej elegancji, zabrakło czasem ducha tańca (np. lekko odstawionej pierwszej miary), o tyle Nokturny, zgodnie ze swoją nazwą, miały coś z nocy – ciemnego, snującego się, czasem z przebijającym się gdzieś światłem księżyca w pogodniejszych fragmentach. Wykonaniu z pewnością nie pomagał dzwoniący na sali telefon, ale to już chyba standard na polskich estradach, a przynajmniej na tych w ramach Festiwalu Chopin i Jego Europa. 

Na koniec usłyszeliśmy Mendelssohna, którego początek był idealny zarówno pod względem tempa, jak i śpiewnego wyczucia frazy. W końcówce artystę może poniosły emocje, a może taki miał zamysł, zdawało się jednak, że ogień wykonania trochę wymknął się spod kontroli, choć nie ukrywam, że ten dramatyczny finał dodał temu wykonaniu przejmującego dreszczyku. 

Na bis Jan Lisiecki zaprezentował Etiudę As-dur nr 1 op. 25 Chopina. To było wykonanie bardzo wyważone, w sam raz na bis. 

Miło potrzeć, jak rozwija się Jan Lisiecki. Zastanawiam się, czy można go nazwać chopinistą już teraz, czy jeszcze nie? Czy ten artysta nie musi jeszcze trochę pożyć, więcej obcować z muzyką Chopina? Nawet, jeśli  ów recital nie dał odpowiedzi na te pytania, to dał świadectwo autentycznej wrażliwości młodego pianisty i wielkiego potencjału.   

Damian Kułakowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.