Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Polskie prawykonania i pożegnanie Andrzeja Chłopeckiego

Grzegorz Dąbrowski Grzegorz Dąbrowski

Smutnym akcentem rozpoczął się niedzielny koncert na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina. Śmierć Andrzeja Chłopeckiego, muzykologa, krytyka muzycznego, wybitnego znawcy muzyki współczesnej, jest wielką stratą dla całego środowiska muzycznego. Jemu ten wieczór Warszawskiej Jesieni został poświęcony. Z tego też powodu uzupełniono program koncertu o krótkie utwory György’a Kurtága na skromną, a nawet solową obsadę, zatytułowane Hommáge (z francuskiego „hołd”). Pamięć Andrzeja Chłopeckiego została uczczona minutą ciszy.

Zacznę od pytania: czy muzyka musi być nowatorska, by była godna słuchania? Uważam, że nie. Podzielam tutaj zdanie Janusza Ekierta, który pisał, że w dzisiejszych czasach tworzy się za dużo języków, w których nie ma się nic do powiedzenia. Z kolei George Crumb otwarcie mówi, że nie obchodzi go, jaką techniką utwór jest napisany – czy jest to muzyka całkowicie serialna, czy też intuicyjna; jeśli jest ciekawa, interesująca, piękna, to już zyskuje wartość artystyczną.

Ta refleksja nasunęła mi się podczas słuchania utworów polskich kompozytorów, przeplecionych dziełami György’a Kurtága.

Koncert rozpoczął się od Hommage ŕ J.S.B. na obój solo (w trakcie wykonywania tych krótkich utworów „ku pamięci”, na estradzie siedzieli już członkowie Ensemble Intercontemporain pod batutą Patricka Davina gotowi do wykonania kolejnego punktu programu, przez co nie były one oklaskiwane).

Inspirowane estetyką japońską Ukiyo na 19 instrumentów Lidii Zielińskiej, napisane na zamówienie Warszawskiej Jesieni, wciągało swymi sonorystycznymi plamami dźwiękowymi oraz nietypowym wykorzystaniem instrumentów. Dla przykładu kontrabasista grał między innymi tuż przy podstawku, opierając smyczek bardzo lekko, dzięki czemu wydobywał trochę gryzące się, ale bardzo nastrojowe dźwięki. Pocierał również podstrunnicę, wywołując tym interesujące dudnienie. Japońskie słowo ukiyo jest nazwą dla „obrazów przepływającego świata”, rodzaju malarstwa i drzeworytu japońskiego, popularnego na przełomie XVIII i XIX wieku.

Po kolejnym Hommage ŕ J.S.B. tym razem na trio smyczkowe, wykonano Punkty słyszenia Tadeusza Wieleckiego, które również miały tego wieczoru swoją prapremierę. Dla kompozytora inspiracją były urwane fragmenty muzyki, którą można usłyszeć zza ściany czy przez okno z ulicy. Dzięki temu uzyskał oryginalnie połączony zlepek kontrastujących melodii, które jakby wyłaniały się gdzieś z ukrytego miejsca.

Przed przerwą wykonano jeszcze Cztery Kaprysy na sopran i zespół kameralny Kurtága do wierszy Istvána Bálinta. Sądzę, że Anu Komsi (zastąpiła niedysponowaną Natalię Zagorinskayą), dobrze poradziła sobie z wymaganiami, jakie stawiały te pieśni, pełne ekspresji i wymagające dużej skali głosu, szczególnie w dolnych rejestrach.

Z dzieł składających się na drugą część koncertu na szczególną uwagę zasługuje Con tensione młodego kompozytora Stanisława Bromboszcza na zespół kameralny, zamówione na tegoroczną edycję Warszawskiej Jesieni. Kompozytor pisze o nim: „Szybka narracja, intensywna ekspresja, ostre kontury, kontrasty, szorstkie brzmienie, <zderzające się> motywy i akordy. Wymienione jakości ekspresyjne i estetyczne postanowiłem zawrzeć w muzyce tego utworu”.

Trzeba przyznać że udało mu się to znakomicie. Con tensione będące włoskim określeniem wykonawczym, znaczy „z napięciem”. Potężna, pełna dramatyzmu i siły muzyka, była rzeczywiście pełna napięcia, burząca krew w żyłach.

Wracając do punktu wyjścia – żaden z tych utworów w mojej opinii nie był szokujący, szczególnie nowatorski, a jednak wszystkie miały w sobie pierwiastek tajemniczości, który zainteresował mnie do tego stopnia, że z przyjemnością wysłuchałbym tych utworów powtórnie, a nawet zanalizował każdą z partytur.

 

Grzegorz Dąbrowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.