Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Płytowy niezbędnik skrzypka (4)

asd asd

 

Na temat artyzmu, perfekcji technicznej w służbie muzyki lub widowiskowej przebieżki palcowej w grze Jaschy Heifetza można by długo dyskutować. Jego nieprawdopodobna, wykraczająca poza możliwości zwykłego śmiertelnika, technika, stała się legendą, taką, jak niegdyś kunszt Paganiniego. 

Nie wchodząc w dysputę na temat Heifetzowskich interpretacji koncertów skrzypcowych czy sonat, które zdaniem jednych są ideałem i odzwierciedleniem piękna zawartego w partyturach, dla innych zaś tylko pokazem szybkości i biegłości technicznej, stawiam tezę, której podważenie jest moim zdaniem atakiem na muzykę. Jascha Heifetz jest największym interpretatorem miniatur skrzypcowych – ich obrońcą, kreatorem i bezwarunkowym mistrzem. Nie wyobrażam sobie ponadto, aby szanujący się wiolonofil nie posiadał w swym zbiorze przynajmniej jednej płyty z miniaturami skrzypcowymi w wykonaniu Jaschy Heifetza. Coś, co chciałbym gorąco polecić, to zbiór miniatur skrzypcowych wydanych na dwóch płytach przez Membran Music. W zbiorze zawarto nagrania Heifetza z lat 1944-1946, których dokonał z pianistami Emanuelem Bay’em i Miltonem Kay’em. 

Od razu chciałbym rozwiać obawy dotyczące jakości nagrać. Otóż, w przeciwieństwie do płyt Naxosu (któremu oczywiście zawdzięczamy wiele tanich płyt z serii Heifetz Encores) utwory nagrane na Membran Music są dobrze zremasterowane, co oczywiście nie eliminuje całkowicie szumów nagrań z dawnych płyt winylowych (z drugiej jednak strony czujemy wtedy powiew historii). Tak czy inaczej płytę nie tylko warto mieć, ale trzeba, bo standardów skrzypcowych prawie tu nie znajdziemy. 

Będą za to utwory Gershwina (ze słynnym Summertime), Preludia Szostakowicza, aranżacje utworów Debussy’ego i wiele, wiele innych. Na szczególną uwagę zwracają „kawałki” oparte na tradycyjnych melodiach ludowych w aranżacji Johna Crowthera i samego Heifetza. 

Wielki Jascha pokazuje w tej składance grację, dezynwolturę, blichtr i – zdawać by się mogło – przywołuje atmosferę salonu arystokratycznego z początku XX wieku, w którym słuchacze delektują się w kameralnym gronie zgrabnymi miniaturami. Z drugiej zaś strony możemy wyobrazić sobie Heifetza stojącego w zakurzonej, obskurnej knajpie i grającego od niechcenia motywy z opery Porgy and Bess, które rozchodzą się po zadymionym od papierosów pomieszczeniu.

Na płytach Heifetz demonstruje wspomnianą już wirtuozerię w nonszalanckim, lecz i precyzyjnym wydaniu. Daje jej upust m.in. w wariacjach na tematy z opery Cyrulik sewilski, które zostały przyozdobione zadziwiającymi  kaskadami, dwudźwiękami, a także zawrotnym tempem, doskonale oddającym zawiłość i kalejdoskopową zmienność akcji tej przezabawnej opery buffa. 

Oprócz tego na płycie znajdują się też pozycje z tzw. „żelaznego repertuaru”, jak Humoreska Dworzaka, Taniec węgierski nr 7 Brahmsa, Melodia Glucka. Nie będę się rozpisywał na ich temat – jeśli ktokolwiek choć raz słyszał te utwory (a myślę, że są one doskonale znane) i ma w uszach tak charakterystyczny rodzaj dźwięku, jakim operuje Heifetz, to bez trudu dokona syntezy tych komponentów i otrzyma niezapomnianą kreację.

Płyt tych należy szukać w sklepach internetowych, w tym w firmowym sklepie Membran Music: http://www.membran-online.de/product_info.php?products_id=3332

Damian Kułakowski

Jascha Heifetz, Miniatures (2 CD), Membran Music.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.