Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Płytowy niezbędnik skrzypka (2)

Damian Kułakowski Damian Kułakowski

Od kiedy w XIX w. w muzyce pojawiła się moda na tzw. „węgierszczyznę” oraz folklor słowiański, można obserwować niesłabnące nią zainteresowanie. Wystarczy przytoczyć romantyczne Tańce węgierskie Brahmsa czy Rapsodie Liszta, które podbiły serca słuchaczy i do dzisiaj pozostają najbardziej rozpoznawalnymi utworami tych kompozytorów. W bieżącym numerze Niezbędnika skrzypka chciałbym polecić płytę, która jest moim zdaniem kwintesencją węgierskiej oraz słowiańskiej muzyki. Nikt bowiem nie może jej wykonywać lepiej niż skrzypek cygański Roby Lakatos. Nagranie wydane w 1998 r. przez  Deutsche Grammophon zawiera utwory m.in. wspomnianego Brahmsa, ale również Kodálya i Dinicu. Nie mogło też zabraknąć sławnego Csárdása Montiego.

Na krążku znajduje się 13 pozycji i wszystkie, w większym lub mniejszym stopniu, zostały opracowane przez Lakatosa i jego zespół, w skład którego wchodzi Ernest Bangó (gitara i cymbały), Kálmán Cséki (fortepian), Oszkár Németh (kontrabas) oraz László Bóni (II skrzypce). Może dziwić, że zdecydowałem się zrecenzować płytę, która nie tylko nie zawiera wielkich koncertów i sonat, a wręcz przeciwnie: opiera się głównie na luźnych aranżacjach utworów, nieraz wcale nie należących do „klasyki”.   Podstawą ich opracowań są improwizacje i co za tym idzie zabawa muzyką. Artyści wplatają w utwory egzotyczne współbrzmienia jazzowe, a na ich tle swą wirtuozerią zachwyca Roby Lakatos. Nie jest to jednak wirtuozeria romantycznego skrzypka stojącego na wielkiej scenie u boku symfonicznej orkiestry, lecz wirtuozeria pełnego namiętności i żaru Cygana, który za pomocą skrzypiec chce przelać swoje uczucie. Do historii przejdzie z pewnością jego wykonanie Csárdása  Vittorio Montiego, uchodzące za jedno z najszybszych (jeśli nie najszybsze). Cygańskiego  smaczku dodają cymbały, często potraktowane solistycznie. Do tego na liście znajdują się słowiańskie pieśni (Czarne oczy czy Dwie gitary), które Lakatos ze swoim zespołem opracował w taki sposób,  jakbyśmy słuchali  Rosjan, dla których improwizacja jest czymś naturalnym . Szerokie vibrato, wplecione w melodie, wydaje się być łkaniem, a nieprawdopodobnie szybkie przebiegi palcowe wewnętrznym zrywem. Takich Cyganów  znamy – żywiołowych, pełnych temperamentu, ale i tułających się taborami po świecie. W tych smutnych pieśniach słychać żal i może skrywane pragnienie stałego domu. Nigdy tego pewnie nie pojmiemy, tak jak nie uda nam się odtworzyć ich muzyki z należytym charakterem i błyskiem w oku.

Dla mnie szczególną pozycją jest opracowanie najbardziej znanego, napisanego przez Johna Williamsa, utworu  ze ścieżki dźwiękowej do „Listy Schindlera” (reż. Steven Spielberg). Słuchając go, zawsze znajduję chwilę na zadumę, a jednocześnie nie mogę oderwać się od pięknego brzmienia jakie Lakatos wydobywa ze swego instrumentu – brzmienia ciepłego, głębokiego i pełnego nastrojowych glissand.

Serdecznie polecam tę płytę tym, którzy szukają relaksu i chcą zapomnieć o codziennych trudach lub myślami uciec nad węgierski Balaton czy na ukraińskie stepy.

Damian Kułakowski

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.