Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Płytowy niezbędnik skrzypka (1)

Damian Kułakowski Damian Kułakowski

Ponieważ przedstawiłem już kilka sylwetek wielkich skrzypków, chciałbym teraz napisać o płytach, które powinny znaleźć się na półce każdego szanującego się skrzypcowego melomana. Ten pierwszy artykuł z serii „Płytowego niezbędnika skrzypka” poświęcę nagraniu bardzo dla mnie ważnemu, które darzę sentymentem. Jest to bowiem płyta, od której rozpoczęła się moja przygoda z kolekcjonowaniem. Mam na myśli „krążek” wydany przez SONY BMG z linii RCA Red Seal, na którym zostały uwiecznione koncerty Maxa Brucha i Henry Vieuxtempsa w wykonaniu króla skrzypków – Jaschy Heifetza oraz New Symphony Orchestra of London pod dyrekcją sir Malcolma Sargenta.

Koncertowe interpretacje Heifetza często stają się polem do dyskusji. Jedni zarzucają wirtuozowi chłodny dystans do muzyki, inni zaś opiewają jego wykonania koncertów skrzypcowych, stawiając je ponad innymi. Z pewnością obie strony mają trochę racji, jednak jego kreacje Koncertu  g-moll i Fantazji szkockiej Brucha oraz V Koncertu a-moll Henry Vieuxtempsa nie pozostawiają miejsca na wątpliwości: to białe kruki.

O koncercie Brucha Józef Joachim miał powiedzieć, że spośród dzieł Beethovena, Mendelssohna, Brahmsa i Brucha ten ostatni jest „najwspanialszy i najbardziej czarujący ze wszystkich czterech”.  Może niemiecki skrzypek trochę przesadził, ale niewątpliwie Koncert g-moll zawsze urzeka słuchaczy melodyjnością (tu szczególnie cz. II), a także zwięzłą formą oraz doskonałą równowagą między pierwiastkiem wirtuozowskim a  stroną wyrazową.

Symfonia szkocka to z kolei utwór rzadziej dziś wykonywany (w przeciwieństwie do Koncertu g-moll) lecz bardzo nastrojowy, w którym harfa pełni często rolę instrumentu solowego i dodaje celtyckiego klimatu, przywodząc na myśl dawne legendy bardów. Tymi dwoma utworami Heifetz przedstawił romantyzm w całej okazałości. Długie frazy, którym Bruch hołdował, wirtuoz eksponował z głęboką ekspresją, okraszając tak charakterystyczną dla siebie gęstą wibracją. Co ciekawe skrzypek postanowił włączyć Fantazję szkocką do programu swego jubileuszowego koncertu, emitowanego przez francuską telewizję. Nie zdecydował się na żaden z koncertów z tzw. „wielkiego repertuaru” lecz wykonał dzieło w gruncie rzeczy trochę zapomniane, udowadniając jednak, że niesłusznie.

V Koncert „Grétry” Vieuxtempsa jest zachowany w stylu romantycznego wirtuozostwa brillant. Henry Vieuxtemps był w końcu najwybitniejszym przedstawicielem szkoły franko-belgijskiej, która szczególną wagę przywiązywała do śpiewnych melodii oraz błyskotliwych efektów wirtuozowskich. W wykonaniu Heifetza nie zabrakła żadnego z tych elementów. Choć obecnie dzieła Vieuxtempsa  służą przeważnie jako materiał dydaktyczny lub do szlifowania warsztatu skrzypków w zaciszu własnych pracowni, to wirtuozowi udało się w niedościgniony sposób wykreować dzieło iście koncertowe, pełne żywiołu, nerwu ale i nonszalancji. To, jak Heifetz wykonywał zabójcze dla niewprawionej ręki pasaże, decymy oraz niewygodne akordy budzi zachwyt, ale też rodzi pytanie: JAK ON TO ROBIŁ? Niestety prawdy już nie poznamy. Pozostaje nam jednak cieszyć się tym wielkim nagraniami za każdym razem pochylać się nad kunsztem Jaschy Heifetza.       

Damian Kułakowski

       

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.