Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Paryski nastrój i apokalipsa Gubajduliny

asd asd

Dnia 17 marca 2012 w Studiu Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego w ramach IV  festiwalu Mazovia Goes Baroque miał miejsce dość niezwykły koncert. Na jego wyjątkowości zaważył przede wszystkim program i wykonawca pierwszej części koncertu. Był nim Andreas Borregaard, duński akordeonista, który postawił sobie za cel ukazanie rozwoju muzyki klasycznej przy użyciu niszowego i mało uniwersalnego instrumentu. Wykonując program obejmujący dzieła powstałe od średniowiecza aż po wiek XX, artysta udowodnił słuchaczom, jak zróżnicowaną wyrazowość ma akordeon, tak często mylnie szufladkowany jako instrument francuskich szansonistów.
Borregaard grał z wielkim wyczuciem. Zadziwiał bogatym spektrum możliwości artykulacyjnych i dynamicznych akordeonu. W jednej chwili z powodzeniem naśladował śpiewających gregoriański chorał mnichów, niedługo potem – nie ustępował najlepszym klawesynistom w selektywnym, wysmakowanym graniu repertuaru Jeana Philippe’a Rameau. Andante F-dur KV 616 posiadało wszystkie cechy mozartowskiej, fortepianowej precyzji, lekkości, ale i  kantyleny. W „Gnosienne” Erica Satie, mocno wyczuwalny był paryski nastrój. Wyraziste zakończenie stanowiły dwa ostatnie utwory – psychodeliczne, organowe „Les Anges” Oliviera Messiaena i krzyczące apokaliptycznymi klasterami „De Profundis” Sofii Gubajduliny.
W drugiej odsłonie bardziej jednorodnej estetycznie muzyki dostarczyli słuchaczom Davide Monti (skrzypce) oraz Maria Cleary (arpa doppia) – włosko-irlandzkie małżeństwo tworzące duet Arparla.

Pod hasłem „…e che sia musica soave” ( „… i niech ta muzyka będzie kojącą”), wykonali prawdziwy maraton XVII-wiecznej muzyki na skrzypce i harfę. Monti grał z prawdziwie włoskim rozmachem, dodając ozdobniki o improwizowanym charakterze z ogromną naturalnością. Maria Cleary akompaniowała mężowi w sposób prawdziwie wirtuozowski, pomimo drugoplanowej roli-realizacji basso continuo. Między obydwoma muzykami słychać (i widać) było perfekcyjne porozumienie, współodczuwanie wszystkich subtelności. Mimo bardzo długiego programu, składającego się z rzadko wykonywanych utworów mniej znanych kompozytorów, odczuwało się dużą przyjemność, słuchając dwojga artystów, dla których muzyka jest przede wszystkim możliwością zabawy w najlepszym stylu. 
Z perspektywy młodego, uczącego się muzyka, obcowanie z muzyką w wykonaniu najlepszych, europejskich muzyków to zawsze wielki bodziec do  rozwoju własnych umiejętności. Ten doskonały koncert był świetną okazją do doświadczenia inspiracji z bardzo wysokiej półki.

 

Gloria Gierlach

 

Recenzja koncertu 17 marca w Studio Koncertowym Polskiego Radia, festiwal Mazovia Goes Baroque.

 

Uczestniczka konkursu MG/MGB. Mieszka w Warszawie, kształci się w grze na oboju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.