Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Orkiestra i jej czary

Magdalena Białecka Magdalena Białecka

Mieliśmy dzisiaj dwa koncerty: Jean-Efflam Bavouzet zagrał Beethovena i Debussy’ego w Studiu Lutosławskiego, a potem w Filharmonii wystąpili Podleś, Angelich i orkiestra radiowa pod Liebreichem.

Interpretacja sonat Beethovena (na yamasze) była dość zaskakująca. Sonata D-dur brzmiała trochę jak improwizacja. Mimo że znam ten utwór, miałam poczucie niespodzianki. Każdy akord zdawał się powstawać jak gdyby w ostatniej chwili. Pianista wykorzystywał w swojej grze ciężar i ruch ciała, co sprawiało, że gra zdawała się bardziej naturalna.

W Sonacie C-dur dzięki improwizacyjnemu sposobowi gry podkreślone zostało nowatorstwo kompozytora. Poza tym jednak wykonanie trochę mnie rozczarowało. Było dość niepewne i nie do końca czyste.

Poza paroma momentami, Preludia Debussy’ego z pierwszego tomu Bavouzet zagrał z prawdziwie francuską precyzją. Bardzo obrazowo realizował również wskazania kompozytora co do afektów. Debussy zabrzmiał może trochę bardziej romantycznie niż impresjonistycznie, ale było to również ciekawe ujęcie.

Drugi pianista dzisiejszego wieczoru, Nicholas Angelich, tym razem mnie nie zachwycił. II Koncert Brahmsa zagrał bezbarwnie, czy może raczej: jednobarwnie. Obok jednolitych bloków fortissimo zdarzały się i takie mezzo piano, ale nawet w Andante pianista nie zmodulował barwy, lecz wszystko grał jednym rodzajem dźwięku.

Orkiestra zabrzmiała natomiast znakomicie. Na recitalu największych autorytetów współczesnej pianistyki: Argerich, Freire’go i Colli’ego nie popisała się, jednak pod batutą Alexandra Liebreicha pokazała się od najlepszej strony. Wczesne, neoromantyczne jeszcze pieśni Szymanowskiego zabrzmiały w jej wykonaniu po prostu porywająco, do czego przyczynił się oczywiście niepowtarzalny głos Ewy Podleś. Jego potęga oddawała charakter pieśni do poematów Kasprowicza. Jednakże to Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia grała na tym koncercie pierwsze skrzypce. Zwłaszcza III Symfonią Lutosławskiego muzycy zrobili nam bardzo miły prezent. Ten utwór pochodzi z późnego okresu twórczości Lutosławskiego. Zawiera w sobie wszystkie dokonania i wynalazki kompozytora, takie jak inteligentnie rozplanowany dwunastodźwięk czy forma dwuczęściowa. Lutosławski wspiera się tu jeszcze aleatoryzmem kontrolowanym, który jednak jest już prawie ściśle wkomponowany w całość dzieła.

Takiej orkiestry słuchać zawsze, jak pisał Grzegorz Przemyk.

 

Magdalena Białecka

zdjęcie: Wojciech Grzędziński/NIFC

Recenzja koncertów 28 VIII 2013 r. w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego oraz w Sali Koncertowej Filharmonii Narodowej w ramach festiwalu Chopin i Jego Europa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.