Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Odcienie baroku

asd asd

Po kilkumiesięcznej przerwie festiwal Mazovia Goes Baroque powrócił, jak zwykle rzucając nowe światło na problematykę epoki Bacha, Haendla i Corelliego. Z szeregu koncertów miałam okazję uczestniczyć w jednym, co jednak dostarczyło mi zaskakująco wielu wrażeń jak na pojedyncze wydarzenie kulturalne. Znalazłszy się 18 marca w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego, przeżyłam naprawdę niezapomniany wieczór. 

Godzina 18. Światła przygasają, sala zatapia się w delikatnym półmroku i następuje pełen niecierpliwości moment oczekiwania. W braku ruchu i dźwięku kryje się napięcie, dziesiątki oczu wypatrują wykonawców na estradzie. Nadejściu duetu Arparla towarzyszy burza oklasków – nic dziwnego, wszak Maria Cleary i Davide Monti to artyści światowej sławy, znani tak z działalności solowej jak i wspólnego, muzycznego przymierza. 

Rozbrzmiewają pierwsze nuty Sonaty A-dur Heinricha Döbela, po której brzmi przepiękna, włoska Chiacona Antonio Bertaliego. Charakterystyczna Sonata Cu Cu Johanna Heinricha Schmelzera wywołuje uśmiech na twarzy, gdy skrzypce odzywają się tytułowym motywem kukułki. Muzycy bawią się melodią, pozostając w doskonałym kontakcie ze sobą i z publicznością. W dwóch kompozycjach Georga Muffata pokazują solistyczne umiejętności, by kontynuować przerwany instrumentalny dialog w Il Rossignolo Alessandro Pogliettiego. Programowo część kończy Sonata A-dur Heinricha Franza Bibera, jednak nie obywa się bez bisu o tanecznym, pogodnym charakterze. Oczarowana publika bije brawo i opuszcza salę z zaszczepionym w umysłach nowym obrazem baroku – wizją harmonijną, barwną i doskonałą, w której harfy i smyczki posługują się wspólną, ponadczasową mową.  

Po przerwie przychodzi czas na drugą odsłonę, która udowadnia, że owego języka nie posiada jedynie instrumentarium dawne, ściśle związane z epoką. Andreas Borregaard prezentuje rzecz nietypową, jaką są „Wariacje Goldbergowskie” Bacha w opracowaniu na akordeon, aerofon powstały przecież już po zakończeniu baroku, bo w XIX stuleciu. Instrument ów sprawdza się w nowej roli doskonale, wcale nie gorzej niż tradycyjny klawesyn. Bachowska polifonia nabiera świeżości, jednocześnie nie odbiegając przecież od swoich korzeni. Obserwuję dwa przenikające się światy – dawny i współczesny. Granice rozpływają się i nagle muzyka staje się tym, czym być powinna – językiem wszystkich pokoleń i wszystkich wieków. 

Koncert kończy się późnym wieczorem. Opuszczając Studio Koncertowe Polskiego Radia, wciąż słyszę dźwięki, które już dawno wybrzmiały w jego przestrzeni.  Tylko to jedno wydarzenie, którego byłam świadkiem, uświadomiło mi, że przeszłość to coś żywego, Coś, co oswajać można na różne sposoby. Klasycznie jak duo Arparla lub niczym Borregaard, rzucający na swe wykonania muzyki dawnej cień kontrowersji. Barok oddycha, trwa i pokazuje coraz więcej odcieni, dotąd nie odkrytych. A ich paleta jest nieprawdopodobnie szeroka.  

Marta Urbanowicz

Recenzja koncertu 18 marca, festiwal Mazovia Goes Baroque.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.