Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Najlepsze nagrania kwartetów smyczkowych Beethovena, cz. I

asd asd

 

Włoski skrzypek Felix Radicati po zapoznaniu się z partyturami Kwartetów Razumowskich op. 59 Beethovena, zapytał kompozytora, czy rzeczywiście uznaje te utwory za muzykę. Beethoven wcale niezmieszany miał wówczas odpowiedzieć: Ach, one nie są dla pana, ale dla późniejszego wieku. Te wymowne słowa nasuwają pytanie, czy cykl 16 kwartetów smyczkowych mistrza z Bonn doczekał się w historii muzyki wykonawców, będących w stanie oddać wszystkie idee zawarte w nutach. Pamiętajmy, że Beethoven to bodaj pierwszy kompozytor przełamujący „dogmaty” formy, dzierżącej pryncypialną rolę w procesie twórczym kompozytorów epoki klasycyzmu. Beethoven, stojący jedną nogą na twardej podstawie racjonalizmu oświeceniowego, drugą już przekraczający tę granicę i otwierający drzwi niosącemu dionizyjskie idee romantyzmowi, był pełen sprzeczności, co najlepiej wyraża się w jego sztuce. Z jednej strony darzył szacunkiem swych poprzedników, szczególnie Bacha, Haendla, a nade wszystko Mozarta, z drugiej chciał tworzyć sztukę nową, własną. Wysławiał wolność, ale tę okupioną cierpieniem, o którym J. W. N. Sullivan napisał, że przyczynia się do nadania (…) dziełu [Beethovena] wyjątkowego miejsca w ludzkich umysłach i sercach. 

Czy spośród wielu nagrań Beethovenowskiego cyklu jest takie, które mogłoby jednocześnie oddać arystokratyczną grację i ludyczną witalność, radość i cierpienie, młodość i dojrzałość? Odpowiedź jest na szczęście przecząca, bo dla transcendentnej muzyki Beethovena „późniejszy wiek” jeszcze nie nadszedł i mam nadzieję, nie nadejdzie. 

Unknown

ARYSTOKRACI: GUARNERI QUARTET

Guarneri Quartet to zespół założony w 1964 r., zatem obchodzący w tym roku swoje 50-lecie, kwartety Beethovena zarejestrował między rokiem 1987 a 1992. W porównaniu do chociażby Alban Berg Quartet, jego kreacja Beethovenowskiego cyklu jest bardziej powściągliwa, zdystansowana. Nie oznacza to wcale beznamiętności w prowadzeniu fraz. Szczególnie przekonujące pod względem wyrazowym są kwartety bardziej „klasycyzujące”, czyli z wczesnego okresu twórczości z opusu 18 (np. II część Kwartetu F-dur nr 1, finał z Kwartetu G-dur nr 2). Utwory te wyrastają z idei salonowego muzykowania i skomponowane zostały pod wpływem wzorów Haydna i Mozarta. Wspomniany arystokratyzm jest niewątpliwie wpisany w genezę powstania opusu 18. Zbiór 6 kwartetów został dedykowany wielkiemu miłośnikowi muzyki, księciu Lobkowitzowi, o którego wiedeńskim pałacu  kapelmistrz Johann Friedrich Reichardt powiedział, że jest prawdziwą siedzibą muzyki i jej akademią. Możemy zatem wyobrazić sobie, jak bardzo przystający  jest elegancki gatunek dźwięku Guarneri Quartet do wytworności komnat księcia Lobkowitza. Warto zauważyć, że zespół rozpoczął nagrywanie cyklu po ponad 20 latach wspólnego grania. Dowodzi to trudności kwartetów zarówno pod względem technicznym, jak i interpretacyjnym. Pokora zespołu dla muzyki i w interpretacjach zaowocowały nagraniami pełnymi przemyśleń i dojrzałości. Dla niecierpliwych dusz może czasem zbyt powolny (finał Kwartetu op. 59 nr 2).   

Damian Kułakowski 

Na zdjęciu głównym: Guarneri Quartet w 1965 roku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.