Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Najlepsze nagrania kwartetów Beethovena, cz. IV

asd asd

 

 

WALCZĄCY ZE ŚWIATEM: EMERSON STRING QUARTET

9 nagród Grammy Award, w tym za komplet Kwartetów Beethovena, nagrany w 1997 r. i wydany przez Deutsche Grammophon to dorobek Emerson Quartet, drugiego obok Guarneri Quartet zespołu amerykańskiego, znajdującego się w niniejszym przeglądzie. Emerson Quartet został założony w 1976 r. w Nowym Jorku, a obaj skrzypkowie byli wychowankami Oscara Shumsky`ego, skrzypka, o którym Fritz Kreisler miał się wypowiedzieć, że „to najbardziej zdumiewający geniusz jakiego w życiu słyszał”. Nie dziwi zatem wielka charyzma i imperatyw zespołu, którego skrzypcową część wykształcił artysta takiego formatu jak Shumsky. Spośród wszystkich zespołów, Emerson Quartet, zdaje mi się być najbardziej  agresywny, zarówno w doborze temp, jak i sposobie kształtowania dźwięku. Nie wyklucza to w żadnym stopniu precyzji wykonania, która nie pozostawia nic do życzenia. Wszelkie unisona brzmią jak jeden instrument, a jednak odnosi się wrażenie, że każdy z członków w pewnym stopniu poczuwa się do roli solisty (kiedy muzyka tego wymaga). Dlatego w ich interpretacji odnajduję Beethovena-samotnika, indywidualistę, będącego myślami daleko w przyszłości, jednostkę walczącą ze światem. Takiego Beethovena oddaje Kwartet B-dur op. 130, ostatni z dedykowanych księciu Golicynowi, a w wykonaniu Emerson Quartet ten wymiar wyobcowania jest jeszcze spotęgowany (szczególnie odczuwam go w Cavatinie, de facto pierwszy raz w historii muzyki użytym określeniu). W związku z nadzwyczajną dramaturgią gry zespołu, najbardziej przejmujące są kwartety późne, w których kompozytor realizuje swą idee fixe, o wyrażeniu świata muzyką. Cel ten był pod koniec życia nieosiągalny wobec całkowitej niemal głuchoty. Emerson Quartet oddaje ten ból doskonale w Wielkiej Fudze, utworze być może najbardziej abstrakcyjnym spośród wszystkich dzieł Beethovena. Ostra maniera zespołu zdać się może mniej odpowiednia przy słuchaniu opusu 18, gdzie zadziorny pazur ma raczej charakter żartobliwy niż wyrażający obłęd. Ten właśnie beethovenowski obłęd, to coś co Emerson Quartet oddaje doskonale. 

 

ROMANTYCY: HAGEN QUARTET

Nieczęsto zdarza się, aby w jednym zespole grała trójka rodzeństwa (a z początku nawet czwórka). To bezprecedensowe zjawisko ma niewątpliwie wpływ na zgranie i wspólne poczucie muzyki w Kwartecie Hagenów, zespole założonym w Salzburgu w 1981 r. W kontekście beethovenowskiej działalności zespołu (Deutsche Grammophon), w pierwszym momencie przychodzi na myśl wers z Schillerowskiej Ody do radości, wedle której „…wszyscy ludzie będą braćmi…”, a której to dewizie Beethoven otwarcie hołdował. To z pozoru trywialne porównanie byłoby nic nie znaczącym wtrętem, gdyby nie odnosiło się  do nagrań cyklu Kwartetów Hagen Quartet. Zespół, określony przez „Neue Zürcher Zeitung” jako „niewątpliwie najbardziej znany kwartet smyczkowy na świecie” (sic!), czyni ze wszystkich Kwartetów podróż przez twórcze życie kompozytora- od wkraczania w wiedeńskie salony z opusem 18, przez opusy 59, 74, 95, kiedy kompozytor odnajduje w kwartecie smyczkowym medium dla symfonicznego języka, aż po ostatnie kwartety tzw. Golicynowskie czy Wielką Fugę, czyli dzieła, których formuła dźwiękowa dziwiła nawet największych zwolenników Beethovena. E. A. T. Hoffmann stwierdził, że ta „muzyka uderza w struny grozy, strachu, przerażenia i bólu – a równocześnie roztacza tę bezmierną tęsknotę, która stanowi istotę romantyzmu”. Wspomniany romantyzm jest w wykonaniu Hagen Quartet bezkonkurencyjny. Szczególnie Kwartet cis-moll op. 131 obfituje w długie frazy które, przy znacznie zróżnicowanej dynamice, zespół wyprowadza naturalnie, ale i wciągając słuchacza coraz głębiej w mroki tej muzyki, muzyki zapowiadającej w tej dziedzinie mistrzostwo Szostakowicza. Absolutnym majstersztyk to fragment sul ponticello z Presto wspomnianego Kwartetu. Technika ta  dodaje szklistego kolorytu, cichego, lecz w wydaniu Hagen Quartet jak bardzo przejmującego. Dla porównania op. 18 jest pełen wigoru i radosnego uniesienia, choć w Kwartecie c-moll zdaje się być słyszalny dramatyzm V Symfonii  (nota bene również w c-moll) . Dla mnie jednak przykuwający uwagę romantyzm w interpretacji Hagen Quartet, swój szczyt osiąga w późnej twórczości kompozytora (co chyba nie powinno dziwić). 

Damian Kułakowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.