Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Na skrzydłach bisu

asd asd

Nie przypominam sobie drugiego takiego koncertu, podczas którego tak wielkie emocje, utrzymujące się we mnie do dnia dzisiejszego wzbudził krótki bis, stanowiący przecież nieobowiązkowy ukłon w stronę publiczności. Głośno oklaskiwany Nikolai Lugansky, po burzliwym i piekielnie wymagającym finale III Koncertu fortepianowego d-moll op. 30 Sergiusza Rachmaninowa wykonanego z towarzyszeniem Rosyjskiej Orkiestry Narodowej pod batutą Mikhaila Pletneva ponownie zasiadł do instrumentu. Tajemniczo rozpoczął Etiudę-obraz op.33 nr. 4, pozostając w tej samej tonacji d-moll. O tym, że nagrania Etiud-obrazów op. 33 i op.39 w interpretacji tego wychowanka Tatiany Nikołajewej należą do bardzo interesujących wiem od dawna, jednak sobotnie wykonanie jednej z nich okazało się być hipnotyzujące. Początkowy motyw został potraktowany jako jedna nierozerwalna całość, z której stopniowo, nie nadużywając rubat, konsekwentnie budując napięcie doprowadził do kulminacji. Pianista przepięknie odmalował wielowarstwową strukturę dzieła, polifonię tak istotną dla tego utworu, nie tracąc przy tym ciągłości formy. Bis na tyle mnie zauroczył, że z przyjemnością, wysłuchałabym wieczorem jeszcze kilku miniatur, a nawet recitalu.

Jeżeli zaś chodzi o wykonanie III Koncertu fortepianowego, to pomimo nie zawsze udanej współpracy orkiestry z pianistą, szczególnie w części pierwszej, całość zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Lugansky z lekkością poruszał się po zawiłościach technicznych, z których słynie ten koncert, a interpretacja okazała się bardzo dojrzała. Dźwięk jakim operował w piano, nie był z gatunku tych ciepłych, które mienią się jasnymi kolorami. Ten stłumiony, niepowtarzalny i tajemniczy zyskał w kompozycjach Rachmaninowa intrygującą estetykę.

Wieczór zwieńczono symfonicznie, muzyką do baletu – w dynamicznym, pełnym kontrastów wykonaniu usłyszeliśmy Pory roku op. 67 Aleksandra Głazunowa. Był to ostatni utwór zagrany przez Rosyjską Orkiestrę Narodową podczas festiwalu „Chopin i jego Europa”. Ich pożegnalne wykonanie zaowocowało żywiołowością i piękną współpracą z dyrygentem, w efekcie tworząc jeden doskonale brzmiący organizm. Muzyka rosyjska, która zabrzmiała podczas sobotniego koncertu porwała publiczność. Mnie natomiast, porwał dziękujący publiczności Lugansky, którego gra pozbawiona była nadmiernej, skierowanej w złą stronę ekspresji, która często towarzyszy wykonaniom utworów Rachmaninowa, nie zawsze idąc w parze z naturalnością, czyniąc je w efekcie wydumanymi i przerysowanymi.

Aleksandra Seredyńska

Recenzja koncertu z 17 sierpnia 2013 r. w Filharmonii Narodowej w Warszawie, 9. Festiwal „Chopin i jego Europa”.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.