Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Na małej scenie

Marta Urbanowicz Marta Urbanowicz

Pierwszy Festiwal Mozartowski w Warszawie organizowany przez stołeczną Operę Kameralną odbył się w 1991 r. Dla uczczenia 200 rocznicy śmierci kompozytora, a także Międzynarodowego Roku Mozartowskiego wystawiono wtedy wszystkie 24 dzieła sceniczne wiedeńskiego twórcy. Przez lata repertuar festiwalowy rozszerzał się i tak oto w tym roku słuchać możemy nie tylko oper Wolfganga Amadeusza, lecz również mszy, oratoriów, utworów instrumentalnych…

Program jest na tyle bogaty, że całe wydarzenie trwa ponad miesiąc – w tym roku od 20 czerwca do 21 lipca. Koncerty odbywają się oczywiście nie tylko w budynku WOKu – by wysłuchać części dzieł należy skierować swe kroki między innymi do Łazienek, na Zamek Królewski i do Wilanowa, gdzie ostatniego dnia festiwalu odbędzie się jego grand finale , czyli wystawienie „Don Giovanniego” na pałacowym dziedzińcu. Tymczasem jednak przed nami jeszcze dwa tygodnie wypełnione twórczością Mozarta – zarówno czymś dla koneserów jak i czymś, co wszyscy doskonale znają.  

Dziś choćby po raz ostatni na XXIII Festiwalu zabrzmi „Czarodziejski Flet” w oryginalnej wersji językowej, czyli „Die Zauberflöte”. Na wejściówki i bilety wciąż można polować w operowych kasach, czynnych od godziny szesnastej. Czy warto? Warto, o czym osobiście przekonałam się wczoraj.

Widowiska sceniczne są obecnie konstruowane z rozmachem, na dużą skalę. Zarówno dzieła modernistyczne, jak i te dawniejsze, zyskują otoczkę patetycznej scenografii, wpadającej w przerysowanie lub minimalistyczny symbolizm. „Czarodziejski Flet” w Operze Kameralnej w pewnym sensie powrócił do korzeni. Na małej scenie pojawiły się stroje charakterystyczne dla epoki, a proste tło nareszcie nie odwracało uwagi widza od tego, co działo się w warstwie muzyczno-fabularnej.

A działo się sporo. I jakkolwiek treści libretta nie będę tu przytaczać, tak muszę zwrócić uwagę na dużą teatralność całego widowiska i naturalność, z jaką śpiewacy wchodzili w swoje role. Również wokalnie całość stała na bardzo wysokim poziomie – i choć zwłaszcza w pierwszym akcie wyraźnie dało się dostrzec niejaki spadek formy u Tatiany Hempel, wykonującej partię Królowej Nocy, „Die Zauberflöte” dopięto niemal na ostatni guzik, a zaangażowanie publiczności i burzliwe oklaski ostatecznie potwierdziły sukces wykonawców.

Tym, którym brakuje pomysłu na niedzielny wieczór„Czarodziejski Flet” w Operze Kameralnej serdecznie polecam. Sama z pewnością wybiorę się na koleje festiwalowe wydarzenia, ciesząc się, że niemal cały lipiec tego roku spędzam w Warszawie. I wszystkich innych zachęcam do tego samego. Bo można spontanicznie iść na operę i odkryć ją na nowo – ze strony, którą, zdawałoby się, już dawno zatraciła. 

„Die Zauberflöte ” w Warszawskiej Operze Kameralnej, 6 lipca 2013 r. 

Festiwal Mozartowski w Warszawie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.