Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Muzyka z wosku

Magdalena Białecka Magdalena Białecka

Rok temu podczas Warszawskiej Jesieni zszokowała nas wiadomość o śmierci Andrzeja Chłopeckiego. Znany przede wszystkim jako krytyk muzyczny, publicysta, teoretyk, był on również członkiem komisji programowej Warszawskiej Jesieni oraz prezesem Fundacji Przyjaciół Warszawskiej Jesieni. Pierwsza rocznica jego śmierci została upamiętniona przez WJ koncertem jego pamięci złożonym z kompozycji Bortnowskiego, Smolki, Szymańskiego, Mykietyna i Onute Narbutaite.

 

Utwór Pawła Mykietyna – Wax Music na fonografy i fortepian okazał się chyba największym novum. „Kocia” muzyka dobiegająca z fonografów (obsługiwanych przez Tobiasa Webera)– monotonne, piskliwe continuum przetworzonych elektronicznie dźwięków mogło rodzić uzasadnione zniecierpliwienie. Prowokowało do pytań natury estetycznej: czy to jeszcze wciąż jest muzyka? I czy to jest piękne? Czasu do namysłu było wystarczająco. Struktury dźwięków nie zmieniały się, chwila dłużyła się w nieskończoność. Pytania nabierały ostrości. Czy to prowokacja, czy może kpina? A wtem doszedł do głosu fortepian (w wykonaniu Barbary Drążkowskiej). Elegancja fortepianu zmieszała się z plugawością kocich pisków. I nagle okazało się, że w istocie są to te same dźwięki, układają się w tę samą melodię… Tylko że muzykę przekazywaną za pośrednictwem strun i pudła rezonansowego jakoś łatwiej odbierać. Czy to kolejny z modnych w ostatnich czasach manifestów, które mają dowieść, że muzyka otacza nas wszędzie, gdziekolwiek byśmy byli? Że trzeba tylko lepiej wsłuchać się w ciszę, aby odnaleźć inspirację do napisania utworu? Czy może wręcz przeciwnie: Mykietyn oddał hołd tradycyjnym instrumentom, pokazał, jakie piękno zawiera się w ich barwie. Ja skłaniałabym się jednak do pierwszej interpretacji. Mieliśmy szczęście być jednymi z nielicznych odbiorców Wax Music, ponieważ, jak pisze kompozytor, odtwarzanie wałków powoduje ich stopniowe zużywanie się, przez co każde kolejne wykonanie utworu brzmi trochę inaczej, a ostatecznie utwór wraz z nośnikiem ulega degradacji.

 

Utwór Pawła Szymańskiego Epilog to część jego opery Qudsja Zaher. Nie mogę powiedzieć, żeby wykonanie koncertowe dodało mu wartości. Świetnie komponował się z całością opery. Utwór Martina Smolki Łzy określiłabym jako obsesyjne powtarzanie jednego motywu, jakże typowe dla muzyki każdych czasów – choć zagrane bardzo przekonująco. I morza już nie ma, utwór Bortnowskiego, zdawał mi się dość ciężki i chaotyczny. Nawiązywał do Apokalipsy, więc może było to zamierzone? Melodia w Ogrodzie Oliwnym litewskiej kompozytorki była jedynym utworem przyjemnym w odbiorze – ale czy kryło się za tym coś więcej?

 

Kolejnego dnia festiwalu odbyło się wykonanie na WJ Pasji wg Świętego Łukasza Krzysztofa Pendereckiego. Ten utwór był przedmiotem pracy magisterskiej Chłopeckiego. Czyżby nie był to przypadek?

Magdalena Białecka

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.