Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Mistyczny puls

Grzegorz Dąbrowski Grzegorz Dąbrowski

Marzyłem, by ten niczym nieskrępowany przepływ muzyki nigdy się nie skończył. Pragnąłem zatracić się w niej i było mi w niej tak dobrze, że nie chciałem wracać. Ciało wydawało mimowolne ruchy, oczy zatrzymywały się niewidzącym spojrzeniem na jakimś punkcie. Stałem się czystą myślą, nieskrępowaną przyciąganiem ziemskim, wolną i szczęśliwą.

 

Wsłuchiwałem się potem w refleksje innych ludzi: wielu mówiło o silnym działaniu narkotycznym, że dobrze byłoby czymś się wspomóc (jak podczas sceny czasoprzestrzennego lotu Dave’a w Odysei Kosmicznej). Muzyka wystarczyła w zupełności, a „narkotyczna” to za mało powiedziane, bowiem było to jedno z największych przeżyć mistycznych w moim życiu. Doświadczyłem czegoś, czego nawet nie będę starał się opisywać słowami, dość powiedzieć, że bicie mojego serca dostosowało się w pewnym momencie do jednego z czterech fortepianów. Nie po raz pierwszy także odczułem barbarzyńską, niszczącą siłę (zasłużonych przecież) oklasków. Powrót na ziemię był bolesny i nagle poczułem się jak zagubione dziecko, które w roztargnieniu pyta: „Jak to? Już koniec?”

 

Taka była Muzyka dla 18 muzyków Steve’a Reicha.

 

Niesamowita pulsacja tego utworu i powtarzane na okrągło sekwencje melodyczne wzbudziły we mnie przekonanie, że uczestniczę w rytuale, jakimś świętym obrzędzie, a nie wykonaniu utworu artystycznego. Każdy z muzyków, przydzielony ręką demiurga do określonej funkcji, spełniał ją wytrwale uczestnicząc w doskonałym zespoleniu w jedno tętniące życiem ciało. Perkusista Miłosz Pękala, który był mistrzem obrzędu i mózgiem tego cudownego organizmu, sterował nim za pomocą dźwięków wibrafonu, które same w sobie uskrzydlają. Jednak po jednej takiej formule, czekało się na następną, jak na spełnienie…

 

Mam w głowie pustkę. Nie wiem, jakimi jeszcze słowami zniekształcić ten doskonały obraz. Poczułem coś takiego po raz drugi w życiu. Pierwszy raz takie wrażenie zrobiła na mnie III Symfonia Mahlera, gdy usłyszałem ją na żywo, mając 11 lat. Zrozumiałem, że gdy ta muzyka się skończy, to równocześnie skończy się wszystko to, czego potrzebowałem do życia. Skończy się tlen. Nie pomogło odtworzenie jej na domowych głośnikach. To już nie było to samo, a jedynie wspomnienie, refleks słońca na tafli wody.

 

http://www.polskieradio.pl/8/688/Artykul/763168,Kwadrofonik-gra-Reicha-zobacz-wideo

 

Grzegorz Dąbrowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.