Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Mistrz i uczniowie, czyli kursy z Krzysztofem Chorzelskim

asd asd

Kameralistyka jako dział muzycznego kształcenia młodzieży jest często zaniedbywany. Uczniowie skupiają się na grze solowej, uznając tylko indywidualny sukces i często zapominając o tym, jak ważną rolę w muzycznym rozwoju pełni gra kameralna. A przecież dzięki niej muzyk uczy się słuchać innych, wykształca wrażliwość na dźwięk, szuka proporcji brzmieniowych, a do tego ma okazję czerpać radość ze wspólnej pracy nad utworem. 

Tę szlachetną sztukę muzyczną miałem okazję zgłębiać podczas kursów kameralnych prowadzonych przez Krzysztofa Chorzelskiego 27 września w ZPSM nr 1 im. Elsnera w Warszawie. Była to nie lada okazja , bowiem Krzysztof Chorzelski jest artystą stale koncertującym. Działa bowiem jako altowiolista w cenionym kwartecie smyczkowym Belcea, szczycącym się wieloma nagraniami dla takich wytwórni jak EMI czy Zig Zag Territoires.

W kursie wzięły udział cztery zespoły w różnym wieku. Nie oznaczało to jednak, że p. Chorzelski stawiał różne wymagania poszczególnym zespołom. Zarówno młody duet przygotowujący utwór Beethovena, jak i licealny kwartet, w którym miałem okazję grać) otrzymywał wiele uwag wykonawczych, których nie przedstawiłaby żadna uczona książka. Szczególną nacisk p. Chorzelski położył na pracę nad I cz. Kwartetu f-moll „Serioso” Ludwiga van Beethovena – być może dlatego, że Belcea Quartet nagrał niedawno cały Beethovenowski cykl kwartetów. W tej właśnie wspólnej pracy miałem okazję uczestniczyć.
Już pierwsze wejście tematu w unisono dało nam pole do poszukiwania odpowiedniego kolorytu, ekspresji, wyrażonej jednak minimalną ilością ruchów, a nade wszystko jednolitości brzmienia.  To Joseph Haydn odkrył, że kwartet smyczkowy to kameralny skład „cesarski”, dający najlepsze efekty wyrazowe, niepozostawiający jednak miejsca na żadne niedociągnięcia. To właśnie starał się nam przekazać Krzysztof Chorzelski – obok propozycji interpretacyjnych przybliżył nam istotę kwartetu smyczkowego, jego filozofię, a także rzeczywiste trudności gry zespołowej. Sens kameralistyki nie tkwi jedynie w czystym i równym wykonaniu dzieła. Chodzi przede wszystkim o to, aby wszyscy wykonawcy oddychali jednym rytmem, nie tracąc przy tym własnej indywidualności
i poczucia smaku muzycznego. 

Przy pracy nad Kwartetem f-moll Krzysztof Chorzelski poruszył wiele problemów, które dotyczą kameralistyki w  ogóle, i które można było odnieść również do pracy nad Symfonią koncertującą
Es-dur
Mozarta. Tutaj liczyłem na uwagi techniczno-wykonawcze szczególnie pod kątem gry altówkowej. Nie często jest bowiem okazja pracować pod kierunkiem tak znakomitego altowiolisty. Baczną uwagę muzyk zwrócił na prowadzenie frazy, tak ważnej dla Mozarta. 

Po zajęciach miałem okazję porozmawiać z Krzysztofem Chorzelskim na  temat kształcenia muzycznego w Anglii, ponieważ obok szerokiej działalności koncertowej Kwartet Belcea wykłada również w Guildhall School of Music and Drama w Londynie. Coś, co może być dla nas marną pociechą, to fakt, że na Zachodzie kwestia edukacji kameralnej również pozostaje problematyczna. Młodzież ma tam w prawdzie więcej szans na pracę ze świetnymi muzykami, ale ich nie wykorzystuje. Zastanawia fakt, dlaczego młodych ludzi nie przyciąga możliwość gry kameralnej. Czy jest to wynik złego podejścia pedagogów? Czy raczej czasy,
w których żyjemy wymuszają na nas stałą walkę z anonimowością, która grozi zdecydowanie bardziej członkowi zespołu kameralnego niż soliście? Na te pytania ciężko odpowiedzieć
w kilku zdaniach. Jedno jest pewne. Cieszę się, że moja edukacja muzyczna niosła z sobą bardzo dużo kameralistyki. Na tyle dużo, żeby móc docenić wiedzę i doświadczenie, którym podzielił się z nami znakomity altowiolista. Zapaleńcom gry zespołowej pozostaje mieć tylko nadzieję, że przyjdą z powrotem czasy, kiedy wieczorki kameralne w stylu XIX-wiecznych schubertiad staną się rozrywką równorzędną z wyjściem do kina czy czasem spędzonym przed telewizorem. 

Damian Kułakowski

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.