Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Między intymnością a przerysowaniem

asd asd

1.

Piotr Anderszewski jest artystą, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. 44-letni pianista polsko-węgierskiego pochodzenia budzi ogromne zainteresowanie melomanów, sprawiając, że na jego koncertach trudno znaleźć wolne miejsce. Tak było również podczas recitalu Anderszewskiego w miniony wtorek, 21 maja. Filharmonię Narodową wypełniła publiczność gotowa wysłuchać różnorodnego programu, jaki zaproponował solista, występujący w Warszawie pierwszy raz od trzech lat. 

 

2.

Pierwszą część koncertu wypełniła muzyka Jana Sebastiana Bacha, z którym tak bardzo kojarzony jest Anderszewski. Najpierw zabrzmiały: V Suita francuska G-dur BWV 816 i III Suita angielska g-moll BWV 808. Początkowo w pierwszej z suit dało się zauważyć niepewność, rozchwianie, nie zawsze dokładną artykulację, czasem nietypowe akcenty, głównie w ozdobnikach. Stopniowo jednak gra artysty nabrała pewności. Pierwsza część recitalu, wypełniona barokowymi kompozycjami, cechowała się bardzo przemyślaną, logiczną konstrukcją wypełnioną mnóstwem interesujących założeń. Rewelacyjnie ukazane kontrasty dynamiki tarasowej, podkreślone imitacje, wyraziście oddane dialogowanie poszczególnych głosów – wszystko to odbywało się w doskonale uchwyconej formie.
Najjaśniejszymi punktami tej części koncertu były zawieszone w czasoprzestrzeni sarabandy. Ich wyjątkowo spokojne tempo podkreśliło niezwykłą płynność melodii oraz umożliwiło swobodne operowanie ogromną paletą barw. Przepełnione były one eteryczną subtelnością. Połączenie doskonałego operowania czasem, przestrzenią nadały wykonaniu szczególnie intymny, prywatny charakter, który otoczył sarabandy aurą tajemniczości. Dość gęsta pedalizacja mogła wydać się nieco kontrowersyjna, jednak dla mnie była dopełnieniem filozoficznej interpretacji artysty.

3.

W drugiej części koncertu artysta zdecydował się na zmianę fortepianu – dostawiono drugi instrument, słusznie, bo dużo lepiej brzmiał. Anderszewski zagrał II tom cyklu Zarośnięta ścieżka Leoša Janačka oraz Fantazję C-dur op.17 Roberta Schumanna. W nich to ukazał swą niezwykłą biegłość techniczną, różnorodność i rozmach kompozycji.
Cykl Janačka zinterpretował surowo, nieco tajemniczo, natomiast utwór Schumanna wręcz kontrowersyjnie. Emocje, jakie wyraził, były jaskrawo nakreślone, czasem wręcz przerysowane. Druga część Fantazji potraktował zbyt fragmentarycznie – brakowało długiej, szerokiej frazy. Trzecia część nabrała impresjonistycznego charakteru (niestety, w tym momencie rozdzwoniła się na widowni czyjaś komórka). W interpretacji pianisty brakowało mi romantycznego zrywu, właściwego wczesnym kompozycjom Schumanna. Anderszewski wyeksponował mroczne, ponure barwy zestawiając je naprzemiennie z wyraźnie budowanym napięciem, masywnymi kulminacjami i kolorystyką bliższą muzycznemu impresjonizmowi.
Rodzi się pytanie: czy taka interpretacja, łamiąca przyjęte ramy stylistyczne, jest w stanie zdobyć uznanie słuchacza?
Na prośbę publiczności Piotr Anderszewski zagrał dwa bisy: Sarabandę z I Partity B-dur BWV 825 oraz – ponownie – trzecią część Fantazji.
Grę Anderszewskiego cechuje dbałość o każdy dźwięk. Jego interpretacje odznaczają się wyjątkowym podkreśleniem roli ciszy i czasu w muzyce. Pianista celebruje ją. Chętnie korzysta z szerokiej palety barw w najróżniejszych odcieniach piana, a wytrzymane pauzy budują napięcie lepiej niż niejedna zaplanowana, szeroka kulminacja. Wszystko to ma w sobie coś z misterium. Obecnie wielu pianistów zapomina o takim typie ekspresji.
Aleksandra Seredyńska

Recital odbył się 21 maja 2013 r. w Filharmonii Narodowej w Warszawie.

24 sierpnia Piotr Anderszewski wystąpi wraz z Belcea Quartet na festiwalu Chopin i Jego Europa w Warszawie. W programie znajdzie się m. in. Kwintet g-moll Dymitra Szostakowicza.

Fot. www.classicfm.com 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.