Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Masecki nagrał Bacha i co z tego wynikło

asd asd

„Nagrany na szumiący dyktafon fortepian staje się innym instrumentem. (…) Dzięki dyktafonowi apelujemy bardziej do głowy niż do zmysłów” tłumaczy Masecki. W tym pomyśle można odnaleźć głębszy sens niż związany z samym tylko brzmieniem, które istotnie tracąc właściwą sobie śpiewność, perlistość, stając się nieatrakcyjnym dla zmysłów, zaprasza umysł do zagłębienia się w strukturę utworu. Moim zdaniem szumy z dyktafonu ukazują niedoskonałość nagrania jako takiego, zazwyczaj maskowaną dzięki znakomitej jakości dźwięku uzyskiwanej na nowoczesnym sprzęcie. Uważam, że nagranie nigdy nie przewyższy koncertu „na żywo” ani analizy partytury – właśnie przez swoją techniczną doskonałość, która powoduje brak przestrzeni dla przypadkowości czy wyobraźni. Z płytą Maseckiego jest trochę inaczej. Zakłócenia czasem wprowadzają wrażenie, jakby fortepian był przestrojony do jakiejś bardzo nowoczesnej i abstrakcyjnej temperacji. Czasem też – w postaci szumów – przypominają, że mamy do czynienia z niczym innym, jak tylko – z nagraniem właśnie. Zabiegi te przeniosły Kunst der Fuge (dwanaście fug i dwa kanony) w bardzo ciekawy świat brzmieniowy.

Pomysł interpretacyjny Marcina Maseckiego opiera się na przedstawieniu Kunst de Fuge jako pracę teoretyczną, nie utwór – czym jest ona w istocie dla wielu współczesnych badaczy. Teoretycznego czy nawet dydaktycznego charakteru nagrania można się domyślać czytając spis utworów, w którym przy numerach fug zostały podane zastosowane w nich zabiegi kompozytorskie. Powstaje wrażenie, że pianista zachęca do zagłębienia się w partyturę, analitycznego spojrzenia na Sztukę Fugi, pozwolenia sobie na rozrywkę intelektualną zamiast słuchania kolejnego nagrania Bacha na fortepianie… Wykonanie zaś stanowiłoby w tym kontekście jedynie ilustrację dołączoną niejako do tekstu nutowego, odbicie tego, co Bach zapisał w testamencie dziesiątkom pokoleń kompozytorów.

Okładka płyty autorstwa Jakuba Jezierskiego w pewnym sensie koresponduje z pomysłami architektonicznymi zastosowanymi w utworach. Nie dość, że wyeksponowany na grzbiecie opakowania „temat”, czyli tytuł Kunst der Fuge pojawia się w augumentacji rozdzielony między awers i rewers tegoż, grafik poddaje go jeszcze inwersji – znów rozdzielając, tym razem między nazwiska wykonawcy i kompozytora. I tak Marcin Masecki otrzymał die Kunst, Jan Sebastian der Fuge. Zagłębiając się w etymologię wyrazu „Kunst”, który dawniej oznaczał zręczność, umiejętność bardziej niż to, co dziś nazywamy sztuką, można zaryzykować hipotezę, że Masecki chciał w ten sposób zaznaczyć służebność wykonawcy w stosunku do barokowego kompozytora.

Posłuchajmy, czy Masecki rzeczywiście zrealizował swoje zamierzenie. Zdaje się, że zupełnie nie dba o barwę – może nawet celowo szukał w niej szorstkości, surowości, pragnąc ogołocić ją z fortepianowej kokieterii, uczynić bezosobową, uniwersalną, niezależną od konkretnego instrumentu. Wykonawca zrezygnował z jakichkolwiek zabiegów dynamicznych i agogicznych. Nawiązujące do techniki klawesynowej ornamenty pojawiają się niemal wyłącznie w miejscach wskazanych przez Bacha i w kadencjach. Fugi i kanony również w innych aspektach grane są dość klawesynowo: niekiedy głosy nie następują jednocześnie, dużą wagę artysta przykłada do artykulacji, tym niemniej słychać, że niewiele ma do czynienia z klawesynem i wykonawstawem muzyki dawnej.  

Marcin Masecki gra, jak gdyby analizował utwór w trakcie wykonania i zapomniał, że Kunst der Fuge to nie tylko matematyczna łamigłówka, ale muzyka… Oszczędza słuchaczowi romantycznej, niestylowej otoczki, którą wielu innych interpretatorów Bacha na siłę chce w niego wtłoczyć. Jednocześnie jednak nie realizuje żadnego z afektów, które są zawarte w samej muzyce, nie zapisane może tak klarownie jak zabiegi kontrapunktyczne, lecz czytelne dla muzyka dobrze obeznanego w wykonawstwie muzyki XVII i XVIII wieku.

Największy nacisk został tu położony na pomysł – w epoce, w której dysponujemy tak wieloma nagraniami Kunst der Fuge, to bardzo się liczy. Nie zapominajmy też, że krążek jest wynikiem zainteresowania się muzyką Bacha… pianisty jazzowego. Chcąc nie chcąc powinno się więc przyjąć inne kryteria oceny.

Magdalena Białecka

Johann Sebastian Bach, Die Kunst der Fuge, wyk. Marcin Masecki (fortepian), LABO ABC/Narodowy Instytut Audiowizualny, 2012.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.