Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Mariusz Herma: Krytyka 2.0

asd asd

Gdy legendarny brytyjski magazyn „New Musical Express” przeżywał swoje najlepsze lata – a towarzyszyły temu premiery takich płyt jak „Wish You Were Here” Pink Floyd, „Blood on the Tracks” Boba Dylana, „Marquee Moon” Television czy „Rumours” Fleetwood Mac” – co tydzień do kiosków zgłaszało się około 350 tys. osób spragnionych lektury pisma. W ubiegłym roku sprzedaż „NME” ledwo przekraczała 25 tys. egzemplarzy. Główne brytyjskie miesięczniki muzyczne – „Uncut”, „Mojo” czy „Q” – nie mają się lepiej, bo co roku tracą kilkadziesiąt tysięcy czytelników. Żadnego z nich nie cieszy obecnie uwagą więcej niż 70-80 tysięcy par oczu, czy może uszu.

O tym, jak radzą sobie ich amerykańscy kuzyni, najlepiej mówi kondycja magazynu „Spin”. Po 26 latach ukazywania się w rytmie miesięcznym właśnie zwolnił o połowę i stał się dwumiesięcznikiem. A przy okazji ściął nakład o sto tysięcy egzemplarzy. Czy miałoby to oznaczać, że Brytyjczycy i Amerykanie – reprezentanci najważniejszych rynków muzycznych ostatniego półwiecza – zupełnie stracili zainteresowanie swoją ukochaną dziedziną rozrywki? 

Spójrzmy na jeszcze jeden muzyczny tytuł, a raczej adres. W ubiegłym roku swoje piętnaste urodziny świętował serwis Pitchfork. Świętował faktycznie, bo cieszy się mianem najbardziej wpływowego medium muzycznego na świecie. Każdego miesiąca odwiedza go kilka milionów internautów. A jeśli chodzi o promowanie nowych wykonawców, to zacytuję dziennikarza jednego z konkurencyjnych mediów: „Pitchfork robi więcej niż jakakolwiek inna publikacja w historii krytyki muzycznej”. 

Pitchfork jest tylko szczytem góry lodowej (blogowej?), jaką jest odpowiadająca Muzyce 2.0  – Krytyka 2.0. Tylko w Polsce funkcjonuje kilkadziesiąt niezależnych serwisów muzycznych. Istnieją tysiące poświęconych muzyce blogów, a na całym świecie – jak mawiają branżowi znawcy – jest ich trochę więcej niż nieskończoność. Fanowskie debaty stopniowo przenoszą się z forów do serwisów społecznościowych, co jeszcze mocniej eksponuje okołomuzyczny dyskurs. Tworzy się rodzaj niekończącego się potoku rekomendacji, ocen, rankingów, zapowiedzi i relacji, zachwytów i rozczarowań, propsów i dissów. 

Co zupełnie nie dziwi. Bo przecież – i od tego wypadałoby nam zacząć – w całej historii ludzkości muzyka jako taka nigdy nie była równie dostępna, równie rozpowszechniona i po prostu tak popularna jak w roku 2012. I nie chodzi tutaj tylko o słuchanie – w domu (z komputera), w szkole (z telefonu), w pracy (z radia), w autobusie (z iPoda) i w nocy (z wieży?). Także wytwarzanie dźwięków stało się jednym z naszych głównych hobby. Tylko w Stanach Zjednoczonych co roku ukazuje się około 150 tys. nowych albumów. Na całym świecie – przynajmniej dwa-trzy razy tyle. Dodajmy do tego miliony półamatorskich nagrań, które swego czasu uczyniły MySpace największą wytwórnią świata, a teraz zaciemniają wyniki wyszukiwania na YouTube. W rezultacie coraz częściej mówi się, że muzyków jest zbyt wielu, a słuchaczy zbyt mało. 

Tym bardziej potrzeba kogoś, kto stanie pomiędzy jednymi a drugimi, pomiędzy „upload” a „download”. Kto poświęci – powiedzmy wprost – swoje życie na przesłuchiwanie, segregowanie i opisywanie tych wszystkich płyt, teledysków, plików i linków. Chcesz się przyłączyć?

Mariusz Herma
ziemianiczyja.pl

Mariusz Herma o sobie:
„W podstawówce był „Prymus” składany przy pomocy nożyczek, kleju i starożytnej kserokopiarki. W liceum próby reanimowania radiowęzła, pamiętającego Woodstock, a na studiach zamiast awantur międzynarodowych – dział muzyczny „Magla”. Później był rok w „Dzienniku” i cztery lata w redakcji „Przekroju”, a w międzyczasie m.in. „Machina”, UKSW, T-Mobile Music i od niedawna „Polityka”.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.