Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Lisiecki: Nie chcę być mistrzem

Magdalena Białecka Magdalena Białecka

Magdalena Białecka: Ukazała się w tym roku twoja pierwsza płyta w Deutsche Grammophon. Czy jej wydanie zmieniło coś w twoim życiu?

Jan Lisiecki: Dla mnie całe to doświadczenie z płytą było niesamowitą okazją, żeby się dużo nauczyć. Bo nagranie nie polega tylko na tym, że się w studiu rejestruje utwory, a wcześniej że trzeba się dobrze nauczyć nagrywanych utworów. Chodzi o tło. Wyobraź sobie, że przez dwa dni miałem do dyspozycji całą orkiestrę, i to znakomitą Orkiestrę Symfoniczną Radia Bawarskiego, z którą mogłem ćwiczyć po sześć godzin dziennie. Taka sytuacja jest spełnieniem marzeń każdego muzyka. Na koncercie jest inaczej – masz jedną próbę, jedną szansę, żeby to naprawdę pięknie zagrać. A tak to masz przez dwa dni tyle prób, w trakcie których przychodzą nowe pomysły, możesz coś zmieniać. To było dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie.

 

Teraz – przed koncertem w Warszawie – też od kilku dni masz do swojej dyspozycji orkiestrę – tym razem Sinfonię Varsovię.

Z Sinfonią Varsovią gram już piąty raz i bardzo dobrze się z tym czuję. To jest obłędna orkiestra, wszyscy mnie znają i jest bardzo miło. To jest takie przyjemne uczucie, że się przychodzi i że wszystkich się zna i gra się jak z przyjaciółmi.

 

Z dyrygentem też już się znacie.

Tak, Christiana Zachariasa poznałem podczas nagrania. Ale Schumann będzie dla nas czymś nowym, graliśmy razem tylko Mozarta, więc to nowe, ciekawe doświadczenie. 

 

Rozumiem, że teraz pracujesz nad Schumannem i nad kolejną płytą.

Tym razem nagram etiudy Chopina z op. 10 i 25. Sesja rozpocznie się w styczniu. Schumann znajdzie się wyłącznie w programie moich koncertów.

 

Mozart, Schumann, Chopin… W jakim repertuarze najlepiej się czujesz?

We wszystkim się dobrze czuję. Oczywiście można powiedzieć, że Chopina bardzo dobrze znam, że już się czuję tak, jakbym śpiewał własnym głosem tę muzykę. Mam bardzo konkretne pomysły, bardzo dobrze się czuję z tą muzyką, jeśli chodzi o to, co przeżywam i jak ją gram. Ale bardzo też lubię Mozarta i wciąż go poznaję. 

 

Może gdy poznasz opery i inne dzieła Mozarta, lepiej zrozumiesz jego muzykę fortepianową?

To nie przyjdzie od razu. Nie wystarczy trochę posłuchać i trochę poczytać, tę muzykę trzeba przeżyć. Nie wiadomo, kiedy to się wydarzy, ale mam nadzieję, że niedługo i to stawia mi jakiś kierunek w którym mogę iść i coś nowego, czego mogę się nauczyć.

 

Słuchając twojej płyty zastanawiałam się, czy ty przez Mozarta chciałeś wyrazić siebie, czy chciałeś dać siebie Mozartowi? Stawiałabym na to pierwsze, ale chciałabym poznać twoją opinię.

To ciekawe, bo jak gram, chcę przez to przedstawić danego kompozytora w jak najlepszym świetle. Sprawa tego, jak przy tej okazji przedstawię siebie, jest dla mnie drugorzędna. Najważniejsze jest to, co miał do powiedzenia kompozytor i jak pięknie to napisał. Zwłaszcza w Mozarcie tylko chciałem to przekazać. Myślę, że w nagraniu udało się dobrze dobrać proporcje między solistą i zespołem. Muzyka brzmi tak, jakby grała wielka orkiestra z fortepianem jako jednym z jej instrumentów.  To jest właśnie to, co chciałem przekazać, że to nie jest tylko koncert fortepianowy z orkiestrą.

 

Tego samego chciałbyś teraz z Schumannem?

Tak. Schumann myślał podobnie. W jednym ze swoich artykułów napisał, że fortepian powinien być składową orkiestry. W Koncercie a-moll udało mu się to osiągnąć. też jest takim samym kompozytorem, zwłaszcza w tym utworze, oczywiście to jest jedyny jego koncert. 5-10 lat zanim napisał ten koncert, napisał artykuł o tym, że fortepian nie stoi oddzielnie, tylko że jest naprawdę częścią orkiestry. I wydaje mi się, że widać w tym, jak napisał ten koncert, że to dokładnie chciał osiągnąć.

 

Widzę, że to jest coś idealnego dla ciebie! Doskonale pasuje do twojej „filozofii muzyki”. Wracając jeszcze do Mozarta – w jego epoce używano innych instrumentów, był przyjęty zupełnie inny sposób gry. Czy interesujesz się wykonawstwem „historycznie poinformowanym”? 

To jest bardzo ważne, że są ludzie, którzy się opiekują się tym dziedzictwem, również materialnym – weźmy choćby kolekcję dawnych fortepianów, którą zgromadził Instytut Chopina. 

Przede mną jeszcze mnóstwo rzeczy do odkrycia – dużo utworów, dużo kompozytorów, których nie grałem dużo, o których chciałbym się więcej dowiedzieć. Na razie zostanę przy tym. Lubię oczywiście czasami grać na jakimś historycznym instrumencie, ale w tym momencie jestem w stanie więcej powiedzieć muzycznie, na fortepianie współczesnym.

 

A na jakich już grałeś?

Grałem na Erardzie z kolekcji NIFC. Ciekawe doświadczenie, zastanawiałem się tylko, skąd możemy mieć pewność, że grając na tych instrumentach idziemy w dobrym kierunku, skoro nie ma żadnych nagrań z czasów Chopina, a świat zmienił się diametralnie. Również te instrumenty się zestarzały i ich dźwięk mógł się zmienić.

 

Czyli na razie o tym nie myślisz.

Nie, na razie nie mam takich aspiracji, żeby grać na dawnych instrumentach.

 

A myślisz o swojej przyszłości?

Nie. Bardzo cieszę tym, co jest teraz – że koncertuję, podróżuję, uczę się nowych rzeczy. Oczywiście, wiem co będę na przykład robił w 2013 roku, bo kalendarz mam wypełniony po brzegi koncertami. Mam taką zasadę: żyję tu i teraz. Cieszę się tym, że jestem w Warszawie i że będę grał dla warszawskiej pubiczności.

 

Z koncertu na koncert, z miasta do miasta… Czy uważasz, że to jest dobre dla rozwoju muzycznego?

To zależy, ale ja widzę w tym dla siebie wiele korzyści. Dużo uczę się, koncertując. Nie przez lekcje, tylko przez to obycie estradowe. Im więcej koncertuję, tym łatwiej przychodzi mi występować przed publicznością. 

Kształcą mnie podróże: chodzę do muzeów, galerii w wielu miastach świata. To są ważne rzeczy. Wiedza, wrażenia, nowe bodźce. To bardzo dobrze wpływa na wyobraźnię.

 

Czy uważasz siebie za ukształtowanego muzyka?

Nie. Moim zdaniem, nie można się ukształtować w pełni. To proces. 

 

Ale przychodzi taki czas, kiedy uczeń staje się mistrzem.

Najlepiej jest w ogóle nie dążyć do tego, żeby zostać mistrzem. Lepiej być wciąż uczniem. Jeśli się nie uczysz od mistrza, od nauczyciela, to się uczysz z samej muzyki, w której jest więcej mądrości niż we wskazówkach jakiegoś jednego człowieka. Muzyka przerasta człowieka, wciąż jest przecież dla nas zagadką. Zdobyliśmy wiedzę o różnych rzeczach: o ciele ludzkim, o nauce, natomiast w dalszym ciągu nie potrafimy zrozumieć, dlaczego muzyka jest dla nas tak ważna, że potrafi wzbudzić w nas emocje, poruszyć tak głęboko. To jest fascynujące. Sądzę, że zawsze można się czegoś od muzyki nauczyć. Więc chyba zawsze jest się uczniem.

 

Więc twoje życie oddziałuje na muzykę, a muzyka na życie.

Oczywiście. Działa to w obie strony.

 

Jak dobierasz swój repertuar? Czy decyzja co do programu twoich koncertów należy tylko do ciebie?

Mam ogromne szczęście, bo zawsze to była w sumie moja decyzja. Naprawdę mam jeszcze większe szczęście, bo zawsze mam jakiś koncert, na który coś przygotowuję. Idealne. Nie ćwiczę czegoś tylko po to, żeby to mieć w repertuarze, ale wiedząc, że będę miał okazję go zagrać przed ludźmi i przeżyć go na estradzie. Zawsze mam własne propozycje, zwłaszcza, gdy pracuję z orkiestrami. Zadają pytanie, czy chcę grać np. Beethovena czy Schumanna, a ja zgadzam sie lub nie. 

Wiem, co chcę grać w przyszłych latach i jeśli to zgadza się akurat z propozycją orkiestry, wyrażam zgodę. Naprawdę mam tyle zaproszeń, że niektóre zaczynam odrzucać. Jestem bardzo, bardzo zajęty. 

 

W jaki sposób pracujesz nad utworem?

Wiem, że niektórzy zaczynają od słuchania nagrań, żeby przekonać się jak utwór brzmi. Nigdy tego nie robię. Oczywiście, znam wiele nagrań, ale nie wracam do nich, gdy pracuję nad danym utworem. Chcę słuchać własnych myślu, własnych skojarzeń, które pojawiają się, gdy poznaję utwór. Dopiero potem konfrotnuję to z czymś, co jest uznane za wzór, normę wykonawczą. Czasami decyduję na tej podstawie, czy chcę być daleko od tej właśnie normy, czy chcę się do niej przybliżyć, czy chcę skorygować swoje pomysły. Nie chodzi o naśladownictwo, ale o skonfrontowanie myśli z innym wykonawcą, szanując jego wizję oraz własną.

 

Czy chcesz coś dodać o festiwalu Chopin i Jego Europa?

Ja naprawdę bardzo lubię ten festiwal. Od kilku lat każdego lata jestem z powodu festiwalu w Warszawie, którą bardzo lubię, cenię warszawską publiczność, która zna się na muzyce i jest dla mnie partnerem. Ponadto, pan Stanisław Leszczyński, dyrektor festiwalu, jest bardzo ważną osobą w moim życiu. 

Rozmawiała Magdalena Białecka

 

Piątek, 24 sierpnia, godz. 19, Filharmonia Narodowa, ul. Sienkiewicza 10.

 

NA ZDJĘCIU JAN LISIECI I SINFONIA VARSOVIA, FOT. WWW.JANLISIECKI.COM

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.