Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Liryzm i wirtuozeria- koncert Aleksadry Kuls

Damian Kułakowski Damian Kułakowski

Kalendarzowe lato zawitało już na dobre, a wraz z nim seria darmowych koncertów Sinfonii Varsovii, mających na celu propagowanie muzyki wśród warszawiaków. 23 czerwca, w gmachu Varsovii, mieliśmy okazję posłuchać wybitnej młodej skrzypaczki – Aleksandry Kuls, uczestniczki III etapu Konkursu Wieniawskiego, zdobywczyni nagród Wandy Wiłkomirskiej i Kapituły Krytyków oraz tegorocznej  laureatki Paszportów Polityki. Dorobek Aleksandry Kuls  wzbudzać mógł nadzieje na wspaniały koncert i w rzeczy samej, publiczność nie zawiodła się. Skrzypaczka wykonała zróżnicowany program, w którym mogła zaprezentować wszystkie walory swojej gry i zmysłu muzycznego – od liryzmu przez umiejętność budowania dużej formy cyklicznej aż po wirtuozerię.

W programie znalazła się V Sonata solowa Ysaÿe’a, w której Kuls pokazała połączenie impresjonistycznej feerii barw, jakie można wydobyć ze skrzypiec oraz wirtuozerii. Ysaÿe był w końcu jednym z najwybitniejszych skrzypków przełomu XIX  i XX w., lecz reprezentował styl wirtuozerii dalece inny niż  ten uprawiany przez Wieniawskiego czy Jenő Hubaya. Z takim pojęciem wirtuozerii skrzypaczka również się zmierzyła. Wraz z Justyną Danczowską (fortepian) wykonała Zefira Hubaya – krótką, salonową miniaturę wirtuozowską, której główny urok tkwi w ricochetach, szybkich pasażach oraz skontrastowanej z szybkimi fragmentami spokojnej kantylenie. Utwór oczywiście przyjęty był wielkim aplauzem, podobnie jak liryczna Wokaliza Rachmaninowa, będąca skrzypcową transkrypcją ostatniego z 14 romansów na głos z fortepianem op. 32. Tutaj z kolei skrzypaczka mogła pokazać wrażliwość na muzykę oraz głębię brzmienia swego instrumentu.

 Najtrudniejsze jednak zadanie czekało na Aleksandrę Kuls w wykonaniu dwóch sonat: Sonaty solowej  D-dur Prokofiewa oraz Sonaty d-moll Brahmsa. Są to dwie duże formy, przy czym w obu wykonawca spotyka się z różnymi problemami. W rzadko wykonywanej solowej Sonacie Prokofiewa, skrzypek jest zdany na łaskę własnych umiejętności. Brak wsparcia pianisty zmusza do ogromnej koncentracji i perfekcyjności technicznej. Trudniej jest również stworzyć jednolitą całość formalną, w której pozostanie zachowana logika wypowiedzi muzycznej, a wszystkie komponenty formalne będę ze sobą współdziałać. Okazało się jednak, że z każdym z tych problemów Kuls radzi sobie świetnie i co więcej, potrafiła ona jeszcze uwydatnić efekty groteskowe kompozycji.

Kulminacyjną częścią programu była Sonata d-moll Brahmsa. Ta kompozycja, będąca w rzeczywistości symfonią rozpisaną na 2 instrumenty, to prawdziwy sprawdzian muzycznej dojrzałości zarówno skrzypka jak i pianisty. To najbardziej dramatyczna z 3 sonat skrzypcowych niemieckiego kompozytora i zarazem jedyna o budowie 4-częściowej. Duetowi Kuls-Danczowska nie zabrakło zmysłu muzycznego i żywiołu, bez którego  te sonaty obejść by się nie mogły. Czasem jednak odnosiłem wrażenie, że emocje brały górę nad skrzypaczką, co objawiało się w forsowanym dźwięku. Może zabrakło chwilami oddechu i spokoju, którego słuchacz  potrzebuje. Nie mniej głębia dźwięku i wyraz z jakim panie zaprezentowały Brahmsa, szczególnie część  finałową, porwały słuchaczy.

Przy takim wykonaniu nie mogło zabraknąć bisu, w którym duet zaprezentował Schön Rosmarin Kreislera czyli   elegancję i grację o wiedeńskiej proweniencji. Czy można bowiem lepiej zakończyć kameralny koncert niż utworem mistrza salonowej  miniatury skrzypcowej? Chyba nie.

Damian Kułakowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.