Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Korespondencja z Actus Humanus

Magdalena Białecka Magdalena Białecka

Françoise Lasserre, Jordi Savall, Antonio Florio, Pedro Memelsdorff – to tylko kilkoro z całego tłumu znakomitych artystów, zaproszonych przez dyrektora artystycznego festiwalu, Filipa Berkowicza. W finale zagrał słynny zespół muzyki dawnej Europa Galante pod kierownictwem znakomitego skrzypka Fabia Biondiego. Stawkę podbiła gwiazdorska obecność sopranistki Sonii Priny (zastąpiła niedysponowanego Carla Allemana).

Gdańsk spowijała gęsta, zimowa mgła, a my słuchaliśmy nut wyszarpniętych z coraz mniej zamglonych kart historii – coraz pełniej odkrywanych między innymi dzięki staraniom zespołów takich, jak Europa Galante. Program składał się z koncertów i arii Antonia Vivialdiego. Powiedzmy sobie szczerze: próżno by szukać w tych dziełkach bardziej wyrafinowanej harmonii. Wątpię, żeby jakikolwiek wykonawca basso continuo uważał te utwory za wyzwanie. Jednakże słuchając występu Europa Galante zapominało o niezwykłej, dokuczliwej wręcz prostocie utworów Vivaldiego. Można było odnieść wrażenie, że utwory te zawierają wszystko, czego potrzeba porządnej barokowej muzyce. Subtelna ornamentacja, perfekcyjna artykulacja, piękna fraza, zaangażowanie przy jednoczesnej lekkości, nade wszystko jednak żywiołowość – Vivaldiego nie można grać bez życia! zbudowały to cudowne wykonanie. Sztuka baroku umiłowała teatralność, zaskoczenie. Podczas finałowego koncertu wielokrotnie mogliśmy czuć się zadziwieni.

Gra Biondiego była zjawiskowa. Wykonywał zresztą taki program, w którym jest najlepszy – Vivaldi króluje w jego dyskografii. Jako solista świetnie sprawdził się również lutnista Giangiacomo Pinardi, nawet jeśli tylko w jednym utworze – Koncercie d-moll na violę d’amore i lutnię. Bardzo dobrym dźwiękiem grał klawesynista Salvatore Carchiolo, mimo że grał na instrumencie nie do końca dopasowanym do rodzaju wykonywanej muzyki. Największe brawa należą się jednak śpiewaczce, Sonii Prinie. Z natury piękna barwa głosu połączona ze znajomością muzyki dawnej i hiperdokładną artykulacją stworzyły niezapomniany występ.

Spojrzenie Biondiego na muzykę Vivaldiego jako pretekst do improwizacji dało mi do myślenia. Może wszystko, co nazywamy muzyką dawną, jest tylko szkicem pozostawionym muzykowi do wzbogacenia o własną inwencję?

Magdalena Białecka

 

Festiwal Actus Humanus odbył się w dniach od 11 do 17 grudnia 2012 r. w Gdańsku.

NA ZDJĘCIU: FABIO BIONDI I SONIA PRINA, FOT. MONIKA GOLDSZMIDT/ WWW.STUDIOLINNENN.PL

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.