Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Kompozytorzy organizują mecz

Magdalena Białecka Magdalena Białecka

Paweł Mykietyn, fot. A. Zawada.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pomysł Pawła Mykietyna, by zorganizować festiwal ukazujący związki muzyki i sportu, od początku wydawał mi się dość niekonwencjonalny. 

Z jednej strony muzyka klasyczna – a więc sztuka wysublimowana, przemyślana – zjawisko dźwiękowe, którego doświadczamy, zasiadając w wytwornych lożach w operze czy filharmonii. Z drugiej zaś strony sport – brutalna rywalizacja, skłaniająca publiczność do niekontrolowanych zachowań, a nierzadko i rozruchów. 

Po zastanowieniu można jednak wymienić sporo cech łączących te dwa pozornie odległe zjawiska. Już starożytni Grecy dostrzegli ich tajemnicze pokrewieństwo, obok różnego rodzaju dziedzin sportowych zaliczając do dyscyplin olimpijskich konkursy w grze na kitarze i aulosie. Sztuka, w której muzyka łączy się z ruchem, to taniec. Warto też dodać, że ideą sportu (w ostatnich latach zupełnie już zapomnianą) jest kształtowanie w społeczeństwie moralności. Podobny cel stawiało sobie wiele pokoleń artystów.

Mykietyn wybrał na organizację festiwalu najlepszy czas i znakomite miejsce. Weekend 23 i 24 czerwca pokrywał się bowiem z mistrzostwami Europy w piłce nożnej, które zaangażowały emocjonalnie całą Warszawę. Poza tym Królikarnia to miejsce, w którym odbywa się wiele inicjatyw związanych z kulturą, a jednocześnie park odwiedzany przez biegaczy, cyklistów, amatorów gry w piłkę i innych towarzyskich aktywności sportowych.

Festiwal spełniał zatem wszystkie kryteria zapewniające mu dużą liczbę odbiorców. Czy jednak wszyscy oni docenili pomysłowość prezentujących się na nim kompozytorów? W programie znalazły się utwory niezwykle odważne, nowoczesne, prowokacyjne. Repertuar nie wykraczał w zasadzie poza gatunki happeningu i muzyki konceptualnej. Nieprzygotowany odbiorca mógł się pogubić w labiryntach wyobraźni młodych głównie twórców. Jak bowiem ocenić kunszt kompozytora (Petera Ablingera), który pod nazwą utworu muzycznego stawia rzędy krzeseł na tarasie nad ruchliwą ulicą i każe wsłuchiwać się w jej niepowtarzalną symfonię? Czy nazywać kompozytorem, czy raczej reżyserem filmowym Wojtka Blecharza, twórcę instalacji wizualnej  przedstawiającej grę na skrzypcach amplifikowanych oraz ulicę pełną przechodniów, który „zapomniał” tylko włączyć głośniki?

Dźwięki, dość zresztą gwałtowne, dobywały się z fortepianu, poruszanego przez elektronicznego pianistę – mówię o wspólnej instalacji Petera Ablingera i Winfrieda Rischa. Utwór, skomponowany na podstawie brzmień ludzkich głosów, był zresztą dość udany, nie pozostawiał nikogo obojętnym. Innym „brzmiącym” utworem okazała się kompozycja Mauricia Kagela „BRYZA. Ulotna akcja na 111 cyklistów”. Kagela jest w Warszawie stanowczo za mało, a szkoda. Chwała więc Mykietynowi za ożywienie wybitnego, zmarłego cztery lata temu kompozytora. Cyklistów nie zebrało się co prawda stu jedenastu, ale przybyło ich wystarczająco dużo, żeby zaprezentować ideę utworu.

Najmocniejszym akcentem był moim zdaniem finał festiwalu w postaci filmu Philippe’a Parreno i Douglasa Gordona przedstawiającego francuskiego piłkarza, Zinedine’a Zidane’a. Twórcy filmu skoncentrowali się na dźwięku podczas meczu. Wykazali ważkość warstwy dźwiękowej dla przebiegu rozgrywek. Zacytowali słowa Zidane’a, który wyznawał, że do zostania piłkarzem skłoniło go brzmienie głosu komentatora sportowego, który jako dziecko kontemplował przed telewizorem. Zwykły mecz piłki nożnej stał się nagle metaforą ludzkiego życia. Przeciwstawienie ostrych, zlewających się ze sobą, atakujących ze wszystkich stron dźwięków na boisku z tonalną muzyką i spokojnym tonem komentatora w telewizji było bardzo sugestywne…

„MECZ TOWARZYSKI Festiwal Instalacji Muzycznych” Pawła Mykietyna nastawił ucho na dźwięk niekoniecznie w znaczeniu tradycyjnie pojmowanej muzyki, chyba że mówimy o muzyce konkretnej. Może dzięki tego rodzaju akcjom warszawiacy przestaną narzekać na zgiełk, a kompozytorzy zaczną szukać inspiracji na stadionach?

Magdalena Białecka

„MECZ TOWARZYSKI Festiwal Instalacji Muzycznych”, 23-24 czerwca 2012 r., Królikarnia, organizator: Nowy Teatr w Warszawie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.