Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Kolejna niespodzianka Argerich

Magdalena Białecka Magdalena Białecka

Zdecydowawszy się posłuchać na żywo Marthy Argerich, nikt nie nastawia się, że usłyszy te utwory, które figurują w programie. A jeśli już, to na pewno nie o tej porze, która widnieje na bilecie. Tym razem również była niespodzianka, ale jakże miła: tego samego wieczora zagrał 25-letni Federico Colli, zwycięzca konkursu w Leeds. Pomijając opowieść, jak do tego doszło, muszę tylko stwierdzić: pani Argerich nas rozpieszcza! Nawet jeśli nie zagrała III Koncertu Prokofiewa lecz I Koncert Beethovena.

Bardzo się cieszę, że Argerich zagrała Koncert C-dur na steinwayu. W zeszłym roku uraczyła publiczność tym samym koncertem na erardzie z 1849 roku i nie zabrzmiało to najlepiej. Jednak to, co na erardzie wydawało mi się rażące, na steinwayu stało się atutem Argerich. Na współczesnym fortepianie zdecydowane, selektywne akordy w momentach fortissimo pięknie kontrastowały z lirycznymi, miękkimi fragmentami piano. Charakter wykonania nazwałabym nieco zniecierpliwionym, kapryśnym. Orkiestra może nie pokazała się z najlepszej strony, ale Argerich i tak przyciągała całą uwagę.

 Występy Freire’a i Colli’ego również rekompensowały błędy orkiestry (którym trudno się dziwić, skoro program zmieniono w ostatniej chwili). Nelson Freire, który parę dni temu wystąpił ze świetnym solowym recitalem, tym razem zagrał z orkiestrą Noches en los jardines de España (Noce w ogrodach Hiszpanii) Manuela de Falli. Wykonanie może nie miało w sobie tyle liryzmu, ile wkładają w nie inni pianiści, lecz było mądre, precyzyjne, muzykalne. Z kolei Federico Colli, włoski zwycięzca konkursu mozartowskiego w Salzburgu z 2011 roku, w V Koncercie Beethovena zaprezentował się jako wirtuoz, który potrafi czarować nie tylko techniką, ale i nastrojem.

Miłym dla ucha punktem w programie okazał się Koncert na orkiestrę Lutosławskiego. Wykonanie tego utworu często mnie zawodzi, ale tym razem wyszłam z koncertu w pełni ukontentowana. Dyrygent świetnie zanalizował utwór Lutosławskiego, nadał wszystkim odcinkom odpowiedni dla nich charakter. W utworze słychać było więcej muzyki niż matematyki. Ujęło mnie przepiękne non-vibrato smyczków: czyli sposób artykulacji, którego wciąż wiele orkiestr się boi.

 

Magdalena Białecka

zdjęcie: Wojciech Grzędziński/NIFC

Recenzja koncertu 28 VIII 2013 r. o godz. 20 w Sali Koncertowej Filharmonii Narodowej w ramach festiwalu Chopin i Jego Europa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.