Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Klawesyn i skrzypce. I jeszcze wiolonczela

Magdalena Białecka Magdalena Białecka

Elena Andreyev, Leila Schayegh, Jörg Halubek – oto najnowsza odsłona festiwalu Mazovia Goes Baroque. W niedzielę 26 maja muzycy zagrali w Warszawie w repertuarze w pełni barokowym.

Leila Schayegh (skrzypce) specjalizuje się w muzyce francuskiego baroku. Dało się to zauważyć w jej wykonaniach sonat Guillemain’a, Guignon’a, Francoeur’a oraz Leclaira – bohatera niedzielnego koncertu. Wolne, śpiewne części są w moim odczuciu jej atutem. Całkowicie panowała w nich nad dźwiękiem. Wydobywała z wolnych ustępów całą zawartą w nich ekspresję. Szybkie, wirtuozowskie części wypadły przy wolnych zdecydowanie słabiej. Powiedziałabym, że Schayegh grała jak gdyby zza mgły. Takie granie świetnie sprawdzało się w wolnych częściach, ale nie do końca pasowało do szybszych, zwłaszcza tych tanecznych. Celowo piszę: nie do końca, bo były momenty, kiedy miało to swój urok. Generalnie jednak zatracał się ich charakter. Szybkie pochody były niedokładne, zamazane. To, co uratowało te wykonania, to piękne, stylowe ozdobniki i całkiem dobre wyczucie charakteru barokowych tańców.

Wystąpił z Leilą Schayegh Jörg Halubek (klawesyn). Nie można jednak powiedzieć, żeby jej akompaniował. Jego basso continuo było mistrzowskie i słuchało się go z równym zainteresowaniem, co partii skrzypiec. Jorg doszedł do głosu jako solista w dwóch utworach. Jeden z nich to Sonata e-moll na klawesyn z towarzyszeniem skrzypiec obligato Cardonne’a. Drugi to Chaconne Durphly’ego. Dopiero w nich można było podziwiać w pełni wyczucie instrumentu, arcymiękkie touche, lekkość i biegłość Halubka. Zalety to konieczne do grania francuskiej muzyki klawesynowej.

Resztę wieczoru zapełniła gra Eleny Andreyev (wiolonczela). Przeniosła nas ona w czasie jeszcze trochę wstecz: w estetykę baroku włoskiego, jakże różniącego się od stylu panującego w późnym baroku we Francji. Gram na dawnych instrumentach klawiszowych, na których jestem w stanie wykonywać utwory polifoniczne o bardzo dużej liczbie głosów. Za każdym razem, gdy dostrzegam, jak wiele ekspresji można wydobyć z instrumentu, który nie ma takich możliwości, prawdziwie mnie to zachwyca. I od kompozytora, i od wykonawcy stworzenie utworu, który w jednym głosie zawierałby to wszystko, co równie dobrze można by rozdzielić nawet między instrumenty wielkiej orkiestry, wymaga ogromnego kunsztu. Świetnie musieli to rozumieć średniowieczni śpiewacy, którym za całą muzykę wystarczał chorał gregoriański. Wykonania Eleny Andreyev pozwoliły mi zadziwić się znowu i po raz kolejny pochylić czoła przed utworami Jana Sebastiana Bacha, Domenico Gabriellego i Giovanniego Battistę Vitalego.

Muszę przyznać, że już dawno żaden koncert nie dał mi tyle radości co występ duetu Jörga Halubka i Leili Schayegh oraz wiolonczelistki Eleny Andreyev. Myślę, że w baroku rozumiano bardzo dobrze, czym jest piękno. Cieszę się, że teraz do tego piękna powracamy.

 

Magdalena Białecka

Recenzja koncertu 26 V 2013r. w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. W. Lutosławskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.