Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Kilar Pro Memoria

asd asd

Blisko dwa tygodnie minęły od śmierci Wojciecha Kilara, twórcy Orawy  i Krzesanego (zmarł 29 grudnia ubiegłego roku). Słusznie się stało, że koncert oratoryjny w Filharmonii Krakowskiej został poświęcony pamięci tego właśnie kompozytora. Na scenie wystąpiły wspaniałe postaci polskiego świata muzyki: młoda skrzypaczka Aleksandra Kuls, Iwona Hossa (sopran), Ewa Marciniec (alt), Jarosław Bręk (baryton). Orkiestrą i Chórem Filharmonii Krakowskiej dyrygował Antoni Wit.  W programie koncertu zaszły zmiany bowiem zamiast muzyki do dramatu Kniaź Patiomkim Szymanowskiego, wykonano Kościelec 1909 Kilara. Był to niejako podwójny hołd: z jednej strony pamięci Kilara, z drugiej Mieczysława Karłowicza, który w Tatrach stracił życie przysypany lawiną. Ten związek był tym bardziej widoczny, że koncert rozpoczął się najdoskonalszym z poematów symfonicznych Karłowicza, Stanisławem i Anną Oświecimami

Orkiestra dość dobrze poradziła sobie z bogatą fakturą utworu. Niezmiernie trudne partie smyczków w wysokich rejestrach brzmiały czysto, a wykonaniu towarzyszył rozmach wzniecany żywiołową osobowością Wita. Czasem może brakowało większego zróżnicowania tematów Stanisława i Anny, ich skontrastowania. 

Po Oświecimach przyszedł czas na Koncert skrzypcowy d-moll Henryka Wieniawskiego w wykonaniu Aleksandry Kuls. Już miałem okazję słyszeć jej interpretację i z wielką przyjemnością śledzę, jak rozwija się ta skrzypaczka. Jej wykonaniu nie można było nic zarzucić – najtrudniejsze pasaże i dwudźwięki wykonała z wielką precyzją, a drugą część, Modlitwę, wyśpiewała, dając pokaz wrażliwości na frazę i jakość dźwięku. Na bis zagrała Kaprys polski Grażyny Bacewicz, czym dopełniła plejadę nazwisk wspaniałych polskich kompozytorów. 

W drugiej połowie rozbrzmiał Kościelec 1909. Utwór ten niesie z sobą charakterystyczną dla Kilara i tak przez niego lubianą nutę góralską. Biorąc pod uwagę program poematu symfonicznego, dobrze oddał on aurę zadumy i smutku po śmierci kompozytora. Utwór zawiera trzy główne tematy, z których ostatni, najbardziej rozbudowany, to temat losu i jego nieuchronności. Orkiestra dobrze budowała napięcia. Początkowy fragment, w którym bardzo ważne jest narastanie dramaturgii, poprowadzony został bardzo płynnie. Dało się tu odczuć programowy temat Kościelca – wspomniane narastanie i nawarstwianie faktury odzwierciedlały wznoszące się góry. 

Stabat Mater Karola Szymanowskiego, to utwór znów związany z górami i tatrzańskim folklorem, którego ślady są tam bardzo dobrze widoczne, szczególnie w melodyce. To zwieńczenie koncertu pozostawiło słuchacza w stanie zadumy. Partie solowe urzekły mnie prostotą. Balans między solistami i tutti czasem zdawał się być nieodpowiedni, szczególnie partia altu ginęła wśród chóru i orkiestry, i tak potraktowanej w głównej mierze akompaniująco. Niemniej soliści doskonale uchwycili sedno dzieła – refleksję i żałość. Ostatni akord dzieła w Cis-dur był jednak swego rodzaju promieniem, rozbłyskiem w smutku opisanym w średniowiecznej sekwencji. Czy to nadzieja i przyszła wizja zmartwychwstania? W kontekście dedykacji koncertu odniósłbym to doraźnie do pamięci o Wojciechu Kilarze i jego nieśmiertelnej sztuce. 

Damian Kułakowski

Recenzja koncertu z 10 stycznia 2014 roku w Filharmonii Krakowskiej

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.