Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Jolanta/Zamek Sinobrodego – sukces Trelińskiego

asd asd
image001

„Jolanta”, fot. K. Bieliński

 

Dwa wielkie dzieła, dwóch odmiennych kompozytorów zostały zestawione ze sobą i zaprezentowane warszawskiej publiczności na premierze 13 grudnia 2013 roku. Mowa o Jolancie, ostatniej operze Piotra Czajkowskiego, oraz o Zamku Sinobrodego Béli Bartóka. Te opery to jednoaktówki, o podobnej, aczkolwiek nie identycznej tematyce. Łączy je motyw poznania. W Jolancie mamy do czynienia z poznaniem świata, odkrywaniem go dla siebie. Niewidoma bohaterka pierwszy raz zobaczyła bliskie sobie osoby i otoczenie, które do tej pory znała tylko z dotyku i głosu. W operze Bartóka Judyta, zakochana w Sinobrodym, chce poznać jego królestwo, jego dom – Zamek, który skrywa sekrety właściciela. Judyta, mimo lęku, jaki budzi w niej Sinobrody i jego zamek, wymusza na księciu odsłonięcie kolejnych tajemnic z jego życia. Z każdym pokojem, komnatą Zamku, miłość Judyty wystawiana jest na coraz większa próbę. Ta straceńcza ciekawość sprawia, że Judytę spotyka ten sam los, co poprzednie żony Sinobrodego. Zamek staje się jej grobem.

Spektakl zbudowany z owych jednoaktówek, wyreżyserował Mariusz Treliński, scenografię zaprojektował Borys Kudlicka. Cóż można powiedzieć o wizji Trelińskiego? Umieścił obie opery jakby w jednym świecie. 

Kryjówka Jolanty znajduje się na uboczu, w górach, w lesie, w którego głębi kryje się biała komnata (sześcian na scenie obrotowej) niewidomej królewny, symbolizująca jej nieskalanie i niewinność. Dookoła niej – las, mrok – czarna rzeczywistość. W Zamku Sinobrodego Treliński również używa scenerii mrocznej, „leśnej”, ukazuje odizolowanie twierdzy od świata. Bo dla Sinobrodego całym światem jest jego Zamek. Treliński z opery Bartóka zrobił thiller na scenie operowej. Efekty świetlne i dźwiękowe, wstęp do opery czytany przez Jana Frycza, projekcje oraz sposób zachowania i mimika głównych bohaterów – Judyty i Sinobrodego – wprowadzała niepokój i poczucie grozy, które świetnie współgrały z muzyką Béli Bartóka – nerwową, ostrą, jednocześnie przejmująco melodyczną. 

W Zamku Sinobrodego reżyser wykorzystał pełne możliwości i ogrom sceny Opery Narodowej; udowodnił, że potrafi świetnie gospodarować przestrzenią. Wielkie okna, winda, przewracające się drzewa, samochód – wszystko utrzymane jakby w latach 40 czy 50. XX wieku. Głównym miejscem akcji okazała się w mojej ocenie winda, w której to zarówno Judyta, jak i Sinobrody negocjowali otwieranie nowych drzwi i ujawnianie kolejnych tajemnic okrutnego pana. Przypominało to Psychozę Alfreda Hitchcocka – łazienka, wanna, sposób zachowania i poruszania postaci. 

Oceniam więc inscenizację w samych superlatywach, ale już nie stronę muzyczną spektaklu. Zachwycił mnie Mikołaj Zalasiński – jako Robert pokazał piękno i moc głosu i interpretacji (otrzymał zasłużone brawa po arii). Zasmucił mnie fakt, że Rosjanie tak nieciekawie wypadli w rolach, które napisał ich rodak, Czajkowski. Tytułowa Jolanta (Tatiana Monogarova) wypadła najsłabiej – w pierwszej scenie prawie nie była słyszalna. Alexei Tanovitski w roli Króla René solidnie, acz nie bez usterek głosowych. Podobnie tenor Sergei Skorokhodov, choć zabrakło czegoś więcej ponad poprawność. 

W operze Bartóka śpiewa tylko dwóch solistów – partie tytułowego Sinobrodego (bas-baryton) oraz jego żony, Judyty (mezzosopran). Wcielili się w nie Nadja Michael oraz Gidon Saks. Byłem zachwycony. Michael – mezzosopran o pięknej, przejmującej barwie, tajemniczej głębi, ale i ostrym przeszywającym forte – genialnie zbudowała – muzycznie i aktorsko – postać kobiety w rozterce, uparcie i ku własnej zatracie dążącej do poznania prawdy. Saks w roli Sinobrodego również wypadł świetnie. Mocne basowe „doły”, ale i niekiedy bardzo jasne barytonowe „góry”, dramatyzm  w głosie, aktorska kreacja postaci psychopaty, czerpiącego przyjemność z zabijania. 

Orkiestra Teatru Wielkiego – poza jednym fałszem waltorni – wypadła znakomicie. Młodemu libańskiemu dyrygentowi – Bassemowi Akiki, który świetnie przygotował i poprowadził spektakl należą się serdecznie gratulacje.

W 2015 roku ten spektakl, w tej reżyserii zobaczy nowojorska publiczność dzięki koprodukcji Opery Narodowej z Metropolitan Opera. Jest to pierwsza współpraca naszego teatru z tak prestiżowym miejscem w świecie opery. W mojej ocenie spektakl bardzo udany od strony reżysersko scenograficznej, muzycznie – lekkie zastrzeżenie do obsady Jolanty, ale wydaje mi się, że debiut Trelińskiego w Metropolitan, gdzie będą inni śpiewacy, może okazać się sukcesem. 

Maciej Madaliński 

Piotr Czajkowski, Béla Bartók, „Jolanta/Zamek Sinobrodego”, reżyseria Mariusz Treliński, przygotowanie muzyczne Bassem Akiki, Teatr Wielki-Opera Narodowa, premiera: 13 grudnia 2013 roku, recenzja z 15 grudnia.

Na zdjęciu: Tatiana Monogarova jako Jolanta. Fot. Krzysztof Bieliński/TW-ON

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.