Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Jak Wagner obchodzi 200. urodziny

Magdalena Białecka Magdalena Białecka

Wczoraj na Festiwalu Beethovenowskim rozbrzmiewał Richard Wagner. Wykonanie drugiego aktu Tristana i Izoldy to chyba najlepszy prezent, jaki można było ofiarować kompozytorowi w jego dwusetne urodziny. Wagner pisał dzieło w latach 1857-1859 z prawdziwej potrzeby duszy, z przemożnego pragnienia wystawienia pomnika temu, co stało w samym centrum jego myśli filozoficznej i życiowych dążeń – miłości. Treść filozoficzna i głęboka emocjonalność dramatu muzycznego kumuluje się właśnie w drugim akcie – w nim rozgrywa się tragedia kochanków, w nim również umiejscowiony jest ich słynny duet.

Wykonawcami koncertu urodzinowego byli: Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach pod dyrekcją Leopolda Hagera oraz piątka solistów: Evelyn Herlitzius (Isolde) – sopran, Stefan Vinke (Tristan) – tenor, Michelle Breedt (Brangäne) – mezzosopran , Franz Hawlata (Marke) – bas oraz Rafał Bartmiński (Melot) – tenor.

Dyrygentowi udało się pokazać nowatorstwo Wagnera w dziedzinie instrumentacji. Kolory były bardzo czytelne, narracja zaś autonomiczna i zarazem współgrająca ze śpiewakami. Tristan i Izolda oddzielnie znakomici, choć może nie do końca dobrze do siebie dobrani. Stefan Vinke wydobył z partytury niemal wszystkie możliwe subtelności wyrazowe. Miałam wrażenie, jakby recytował wagnerowskie libretto, powiem więcej – jak gdyby autentycznie stał w sytuacji tragicznej, postawiony pomiędzy śmiercią, a nieszczęśliwym życiem. Suma tych wszystkich szczegółów, które są jedynie drogą do celu – dobrze zaplanowanych cezur, wypracowanej artykulacji i dykcji, pięknego cieniowania dynamicznego i barwowego, składały się na zajmujące wykonanie. Evelyn Herlitzius czarowała wirtuozerią i prezentacją ogromnych możliwości swojego głosu. Rodzaje dynamiki pokazała tylko dwa: piano, które bardzo słabo przebijało przez ogromną orkiestrę, oraz forte fortissimo, prawdziwie solistyczne, niepozwalające słuchaczom dzielić uwagi między nie a orkiestrę i innych solistów. Rodzaj ekspresji tylko jeden.

I zastanawiam się, co można nazwać bardziej Wagnerowskim. Czy romantyczną, pełną głębokiego przejęcia interpretację Stefana Vinkego, czy rozbuchaną koloraturę Evelyn Herlitzius – pozbawioną muzykalności i uczuciowości, ale za to efektowną, wirtuozowską i pełną skrajnego patosu. A może to tradycja wykonawcza utwierdza w nas takie postrzeganie jego dzieł?

Mieliśmy również znakomitych wykonawców drugiego planu. Dźwięczny mezzosopran Michelle Breedt i głęboki bas Franza Hawlata zdecydowanie dodatnio wpłynęły na całość wykonania.

Na zakończenie przytoczę wypowiedź Bohdana Pocieja:  „Akt II natomiast (…) spowity jest w noc, naturalny od wieków azyl kochanków(…)”. Szkoda, że ta noc otoczyła nas, publiczność, dopiero po naszym wyjściu z budynku Opery Narodowej. Dramat Tristan i Izolda zabrzmiał bowiem tym razem w wersji koncertowej, nie dającej jednak przestrzeni wyobraźni z powodu nieco sztucznego ruchu scenicznego solistów.

 

 

Magdalena Białecka

Recenzja koncertu 17. Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena 18 III 2013 r. o godz. 19.30 w Sali Moniuszki Opery Narodowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.