Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

asd asd

„Muzykowanie w Polsce” to pierwsze ogólnopolskie badanie, realizowane z inicjatywy Fundacji Muzyka jest dla wszystkich przez powołaną w 2013 roku grupę badawczą Fundacji. Jej trzon stanowią młodzi psychologowie i socjologowie muzyki z Warszawy, Bydgoszczy i Wrocławia: Katarzyna M.Wyrzykowska, Mateusz Migut i Ziemowit Socha. Do tej pory w badaniu wzięło udział ponad dwa tysiące osób.

 

Unknown

 

 

Damian Kułakowski: Kiedy narodził się pomysł  badania muzykalności Polaków i kto był pomysłodawcą tego projektu?

Mateusz Migut: Fundacja Muzyka Jest Dla Wszystkich prowadzi działania animacyjne już od dobrych paru lat. Prezes Fundacji, pani Violetta Łabanow, zasiada  też np. w Polskiej Radzie Muzycznej; wiele jej postulatów rozbijało się jednak o brak jakichkolwiek danych w kwestii muzykalności społeczeństwa. Fundacja sprawnie pozyskuje granty na takie działania animacyjne, jak np. Smykofonia czy warsztaty i konkurs na felieton w ramach projektu „Lutosławski XXI”. Doszliśmy więc do wniosku, że trzeba wystarać się o grant na badanie stanu muzykowania Polaków, aby wreszcie mieć systematyczne, „twarde” dane, przydatne do rozmów nad kształtem polskiej edukacji muzycznej.  

A czy na pierwszy rzut oka można stwierdzić, jaki jest stan muzykalności?

Mnie, jako psychologowi, nie wypada stawiać tak wartościujących sądów, nawet na etapie założeń. |<-
W polskiej edukacji muzycznej widoczny jest dramatyczny podział na dwa osobne  nurty. Z jednej strony mamy wysoko wyspecjalizowane szkolnictwo  artystyczne, które na skalę światową jest w pierwszej lidze. Polskie akademie muzyczne dostarczają wspaniałych wirtuozów, a szkoły muzyczne mają szeroki zakres nauczania. Zresztą, psychologia muzyki w Polsce jest tak naprawdę psychologią muzyków, czyli studentów akademii, których przygotowuje się do występu scenicznego, radzenia z tremą itd. 

Z drugiej strony mamy muzyczną edukację powszechną, która traci na nieustannych zmianach programowych, z braku konsekwentnej, instytucjonalnej polityki w kwestii kształcenia nauczycieli. Widoczna jest ogromna dowolność w nauczaniu muzyki na każdym poziomie szkół i w poszczególnych klasach. To wszystko nie przyczynia się do umuzykalnienia  powszechnego, przynajmniej w podrównaniu ze Szwedami, Niemcami, Anglikami. 

 

W tamtych krajach badania tego rodzaju były przeprowadzane?

Badania, które znam trudno przykładać do naszych realiów, ze względu na różnice w prowadzeniu instytucji szkolnych. Np. w Wielkiej Brytanii nie ma szkół muzycznych w naszym rozumieniu. W Niemczech znana jest też ogromna kultura śpiewania chóralnego. To stwarza zupełnie inny kontekst społeczny. Owszem, dużo jest badań i korzystaliśmy z nich przy przygotowaniu naszego badania, np. dotyczących muzykowania w Internecie czy wykorzystywania Internetu do wspomagania aktywności muzycznej.

 

Jakie obszary pozostają w Polsce niezbadane?

„Nieformalna” edukacja muzyczna. Jest to obecnie terra incognita. Interesują nas działania muzyczne w domach kultury, ogniskach muzycznych, nawet lekcje prywatne. Nie ma absolutnie żadnych danych na ten temat. A przecież nietrudno jest spotkać wśród znajomych kogoś,  kto z samouczków próbuje nauczyć się gry na gitarze lub chodził na prywatne lekcje muzyki. Możliwości dostępu do takiej nauki, nie legitymizowanej przez system edukacyjny, są różnorodne, trudno więc o systematyczne badania tego obszaru edukacji.  Wyniki tych badań przekażemy instytucjom odpowiedzialnym za kształcenie muzyczne w szkołach ogólnokształcących.

 

Urasta to już do anegdoty, ale mówi się, że statystyczny Polak chadza do filharmonii raz na sto lat. Czy wasze badania uwzględniają również zainteresowania kulturą wysoką, muzyką klasyczną? 

Znów muszę się zdystansować – wobec podziałów w świecie kultury. W zasadzie bliskie nam jest założenie, że dobra muzyka nie zna granic gatunkowych, a taki inicjatywy Fundacji, jak Latająca Szkoła Rocka czy Strawiński Hip-Hop dobrze to pokazują. Podział kultury na tzw. wysoką i niską tak naprawdę dotyczy różnic w dostępie do niej i zasad selekcji wytworów: muzyka klasyczna jest najlepiej zbadana i mamy jasne ramy do segregowania i „usystematyzowania” jej i jej odbiorców. Tzw. muzyka popularna jest tak zmienna, tak różnorodna, że siłą rzeczy wymyka się takim ocenom czy rozpoznaniu. 

 

Czy w badaniach braliście pod uwagę kwestię konsumpcyjnego traktowania muzyki?

Początkowo była nam obca ta kwestia. Po wstępnym rekonesansie uznaliśmy, że jest już dużo danych na ten temat, np. kilka kolejnych badań Głównego Urzędu Statystycznego czy TNS OBOP na temat uczestnictwa Polaków w kulturze. Trzy lata temu z okazji Roku Chopinowskiego dr Barbara Pabjan, socjolożka z Uniwersytetu Wrocławskiego, prowadziła duże badania ogólnopolskiego nad znajomością Chopina wśród Polaków oraz nad uczestnictwem w kulturze (oczywiście, z perspektywy podziału na wysoką i niską). Jeśli chcemy się skupić na badaniu aktywności muzycznych, to musimy rozdzielić, trochę sztucznie, sferę aktywnego kontaktu z muzyką – grania, śpiewania, od konsumpcji muzyki, czyli jej słuchania. Całkowicie rozdzielić się tego nie da i ostatecznie, w naszym badaniu jest sekcja pytań poświęcona zarówno aktywnościom muzycznym, jak i konsumpcji. Mamy silne podstawy przypuszczać, że jest to sprzężone, a wręcz jedno drugie nakręca. Ktoś interesujący się muzyką jako meloman, subskrybent serwisów streamingowych, regularnie kupujący płyty, itp. – siłą rzeczy zapewne ma większą chęć zaangażowania się w muzykę, którą lubi. Będzie chciał podzielić się tą pasją ze światem i w miarę możliwości wykonywać tę muzykę.

 

Jak od strony technicznej wygląda przygotowanie i przeprowadzanie takiego badania?

 Po dwu miesiącach obmyślania pytań zrobiliśmy pilotaż na grupie znajomych i ochotników z najbliższego otoczenia – dla sprawdzenia zrozumiałości pytań, technicznego funkcjonowania tego kwestionariusza na platformie internetowej. Kolejny etap to ankieta internetowa na populacji ogólnej. Próby uczestników dobrano tak, aby odpowiadały mniej więcej strukturze populacji ze względu na wiek, płeć, miejsce zamieszkania, wykształcenie. Tych osób było 1200. Część z nich przebadaliśmy telefonicznie, ponieważ ankieta internetowa nie dla wszystkich była dostępna. Obecnie, do końca lutego trwa ta sama ankieta internetowa, w której weźmie udział inna próba – osoby, które dowiedziały się o ankiecie przez Facebook, informacje prasowe 

i znajomych.

Chcemy dotrzeć do wszystkich, którzy są zainteresowani muzyką i chcieliby pochwalić się swoją aktywnością w tym względzie. W analizie danych wyróżnimy tzw. „grupy specyficzne” – będziemy porównywać chórzystów z rockmanami, a tych ze śpiewakami tradycyjnymi, absolwentów szkół muzycznych z samoukami, a ich wszystkich i każdego z osobna zestawimy z populacją ogólną. 

 

Czy wprowadzicie jeszcze inne metody badań?

Tak, kolejny etap to badanie jakościowe, czyli wywiady pogłębione –  metoda wykorzystywana często w socjologii, w której specjalizują się moi współpracownicy. Z 50-ma osobami reprezentującymi różne dziedziny życia muzycznego,w ciągu około godziny rozmawia się nt. wiele rzeczy, na które w ankiecie nie ma miejsca. 

 

Czytając biografię Bacha pióra Alberta Schweitzera natrafiłem na ciekawą tezę, że powszechna muzykalność w krajach niemieckojęzycznych, pęd do organizowania się w domowe zespoły, jak np. słynne Schubertiady, wynikał z tego, że w kościele protestanckim śpiew był dostępny dla wszystkich wiernych. Śpiewał nie tylko celebrans. Zastanawiam się, czy w tym nie tkwi podłoże tego, że kraje niemieckojęzyczne to centrum muzykowania.

Hipoteza powiązania protestanckiej tradycji śpiewu chóralnego ze współczesną kulturą muzykowania jest dla mnie bardzo przekonująca. Oczywiście w Polsce też moglibyśmy doszukiwać się czegoś w tym kształcie – to np. wspaniała tradycja muzyki ludowej, tylko że dzisiaj, choć duża część polskiego społeczeństwa najdalej w drugim pokoleniu wywodzi się ze wsi, jesteśmy z tej tradycji zupełnie wykorzenieni. Poniekąd na własne życzenie – w tym sensie, że wypieramy się tej tradycji, jako i wiejskiego pochodzenia. Tym bardziej, na zasadzie reakcji, pojawiają się alternatywne nisze kulturowe, jak np. warsztaty śpiewu tradycyjnego, które badamy szczególnie wśród grup specyficznych – są to poszukiwania autentyczności, powrót do źródeł. Jest to jedna z wielu subkultur współczesnej, wykształconej wielkomiejskiej młodzieży, która robi wycieczki na wsie w poszukiwaniu swoich korzeni.

 

 

Mam wielu znajomych, którzy obecnie mieszkają zagranicą. Potwierdzają, że każde stowarzyszenie, każda firma ma swój zespół instrumentalny czy wokalny, szczególnie w Austrii. Wiadomo, że Wiedeń jest kolebką kultury muzycznej. Na każdym kroku spotkać się można z amatorskimi zespołami. Przy kościołach działają chóry dziecięce. Ludzie, którzy potrafią grać, przychodzą  i amatorsko wykonują nawet msze Haydna.

W Polsce nie ma przeszkód do takiego działania. Może musi minąć trochę czasu, żeby to się przestało kojarzyć z polityką kulturalno-oświatową Polski Ludowej, bo póki co, każde takie działanie odgórnie stymulowane, kolektywne, kojarzy się w ten sposób. A przecież w  czasach PRL była dobrze rozbudowana iwspierana przez państwo sieć np. pracowniczych orkiestr dętych czy szkolnych zespołów mandolinowych. Dzisiaj już zupełnie rzecz obca, wręcz można powiedzieć, wyklęta. Gdyby ludzie chcieli muzykować sami w domach, może powtarzałaby się historia chociażby Chopina, który sam często mówił, że nasiąkł od dzieciństwa muzykalnym duchem swojego domu i najbliższego otoczenia. Jedyne wyjście, jakie pozostaje  Polakowi AD 2014, który chce pograć, to skrzyknąć się ze znajomymi. Bariera moim zdaniem tkwi także w systemie edukacji, bo założenie jest takie: albo jesteś przyszłym muzykiem i chodzisz do szkoły muzycznej, a wówczas możesz grać, albo nie jesteś, to wtedy nawet nie bierz się za muzykę. To problem, który siedzi w naszych głowach. Sami wzdragamy się przed braniem instrumentów muzycznych do rąk.

 

To, co pan powiedział, nasuwa mi na myśl słowa Jana Pawła II: „Ludzie mówią, że aby śpiewać, trzeba mieć głos, a ja mówię, że aby mieć głos trzeba śpiewać”. 

Badania psychologiczne nie pozostawiają złudzeń, że aby dojść do wprawy w jakiejkolwiek dziedzinie potrzeba  przede wszystkim praktyki. I nawet zdolności muzyczne biorą się z wczesnego, systematycznego obcowania z muzyką. Cała sfera motywacyjna, związana z otwartością na muzykę jest hamowana przez „kulawą” edukację muzyczną w szkołach ogólnokształcących, która na tle fachowego szkolnictwa muzycznego wygląda jeszcze gorzej.

 

Dlaczego pana zdaniem tak to wygląda?

Na pewno brak spójnej polityki edukacyjnej temu sprzyja, np. brak oddzielnych zajęć muzycznych i plastycznych w młodszych klasach szkoły podstawowej, brak jasnych wymagań wobec nauczycieli muzyki. Kształcimy wirtuozów, a nie powiększamy potencjalnego grona odbiorców. Muzyka stanie się  sztuką dla sztuki.

 

Pewien profesor z Wiednia powiedział, że dla niego muzyka to wyrazicielka naszych czasów. Czy biorąc pod uwagę pluralizm i różnorodność słuchanej muzyki, oddaje ona rzeczywiście specyfikę naszych czasów? Mam tu raczej na myśli muzykę tzw. popularną, z wyłączeniem klasycznej. 

Pytanie jest dla mnie o tyle kłopotliwe, że jestem niespełnionym kulturoznawcą. Pasjami śledzę w muzyce pewne powiązania  kulturowe, czy wręcz zapowiedzi pewnych zmian społecznych. Adorno już w I poł. XX w. twierdził, że muzyka to forpoczta zmian cywilizacyjnych, a zwłaszcza muzyka awangardowa, nowatorska. Tak jak np. muzyka dodekafoniczna zwiastowała przemiany w społeczeństwach na rzecz koncepcji bardziej pluralistycznych, o innej zasadzie konstrukcyjnej. 

 

A propos dodekafonii, spotkałem się z tezą, która zakłada związek równouprawnionych dźwięków, z bezklasowym społeczeństwem w koncepcji marksistowskiej. Muzyka w tym wypadku miała nawet wyprzedzić historię. Ale przeważnie jest inaczej. Muzyka jako ostatnia ze sztuk odbierała nowe tendencje. To, co następowało w literaturze i sztukach plastycznych pojawiało się z pewnym opóźnieniem w muzyce. W tej sytuacji hipoteza Adorno jest niejako zaprzeczeniem tej zależności. 

Początek XX w. to czas wszelakich awangard i manifestów artystycznych. Kolejna taka „epoka” przełomu to połowa lat 70-tych, kiedy tzw. muzyka poważna skręciła w stronę minimalizmu, nowych form wypowiedzi, odrzucając wcześniejsze zachłyśnięcie awangardowymi trendami. Podobnie działo się w muzyce tzw. popularnej. Przecież punk wywrócił wszystko. Powstały zupełnie nowe formy produkcji muzyki, nowe myślenie o przekazie, o fakturze dźwiękowej. Nastąpił zwrot w stronę epoki postmodernistycznej, w jakiej żyjemy dzisiaj.
Pojawiła się zapowiedź nowych relacji społecznych – „świadomość postmodernistyczna jest płaska”.. Jeśli chcesz porządku w chaotycznym świecie, musisz go znaleźć w sobie.

 

Fundacja Muzyka jest dla wszystkich ma celu badanie muzykalności i jej propagowanie. Jakie jeszcze inne przedsięwzięcia w tym celu prowadzicie?

Flagowy produkt fundacji to cykl koncertów Smykofonia. Co dwa tygodnie, w sobotę i niedzielę, organizujemy trzy koncerty pod rząd. Są przeznaczone dla najmłodszych słuchaczy, do piątego roku życia. Ciekawa jest formuła tych koncertów. Muzykę staramy się dostosować do możliwości percepcyjnych tych najmłodszych słuchaczy. Wybieramy zatem krótkie utwory o jasnych strukturach,  wykonywane na intrygujących instrumentach, wyrazistych. Na ogół wykonawcami jest niewielki zespół kameralny, maksymalnie 5 osób. Dzieci leżą na dywanie czy na poduszkach. – |<-

Mogą sobie swobodnie chodzić czy pełzać między muzykami i między rodzicami, którzy są tam obowiązkowo z nimi. Bo założeniem Smykofonii jest wychowywanie nie tylko nowego pokolenia młodych słuchaczy, ale i uświadamianie rodziców, że wszystko leży w ich rękach. Po drugie prowadzimy różne działania animacyjne, w ubiegłym roku skupione wokół idei Witolda Lutosławskiego. Były to zarówno warsztaty dla gimnazjalistów, ogólnopolski konkurs na tzw. miniaturową piosenkę. Wszystkie akcje spotkały się z bardzo dużym odzewem. Nadesłano ponad 50 piosenek, skomponowanych przez uczniów gimnazjów i szkół podstawowych. Oprócz tego zorganizowaliśmy ogólnopolski konkurs na felietony i eseje poświęcone tematom  obecnym w myśli Witolda Lutosławskiego. 

 

Pamiętam koncert Smykofonii w ramach Warszawskiej Jesieni. Wykonywana była muzyka Pierre’a Schaeffera, którą dzieci miały zobrazować na kartkach papieru. Miały narysować to, co słyszą. Schaeffer to muzyka dosyć „ciężka”, ale byłem wielce zaskoczony zaangażowaniem paroletnich dzieci, które z wielką wyobraźnią odmalowały wizje muzyki konkretnej. 

To jest jeden z największych mitów myślenia o muzyce współczesnej, że ona jest bardzo trudna, skomplikowana, nieprzystępna. Owszem, z perspektywy znawcy historii muzyki artystycznej, może tak to wygląda. Jeśli znamy chronologiczny przebieg rozwoju muzyki, czyli na czym opierała się lub w opozycji do czego występowała muzyka XX wieku, to mamy inny kontekst myślenia o niej. Zauważyłem, że niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z trzylatkiem czy dwudziestokilkuletnim fanem muzyki popularnej, którzy nie znają tego kontekstu muzykologicznego, obaj chłoną oni muzykę współczesną z całą otwartością. Mógłbym tu przytoczyć co najmniej kilka eksperymentów psychologicznych, które pokazują, że nauka konwencji muzycznych, stylistycznych jest bardzo intuicyjna i szybka, przebiegająca już w najmłodszych latach. Umysł dziecka jest „tabula rasa” („niezapisana tablica”). Tak samo w odniesieniu do muzyki. Każde połączenie dźwięków jest dla dziecka świeże, zaskakujące, nieoczywiste. I czy to będzie Mozart czy Stockhausen, nie ma znaczenia. Jesteśmy wychowywani na systemie dur-moll, z rozwojem gubimy „świeżość ucha”, dlatego obco nam brzmi muzyka np. innych kultur. To może tłumaczyć fenomen zafascynowania muzyką średniowieczną wśród zagorzałych fanów muzyki alternatywnej.

Rozmawiał Damian Kułakowski 

Więcej znajdziecie na stronie www.muzykajest.pl/muzykowanie

 

 

Rozmawiał Damian Kułakowski 

Więcej znajdziecie na stronie www.muzykajest.pl 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.