Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Inna strona Warszawskiej Jesieni, czyli licealiści w poszukiwaniu sponsorów

Piotr Wieczorek Piotr Wieczorek

Serwis internetowy Muzykoteka Szkolna (http://www.muzykotekaszkolna.pl/) zorganizował w czasie wakacji projekt, w którym zadaniem młodzieży było znalezienie sponsorów na wykonanie utworów trzech młodych polskich kompozytorów: Jagody Szmytki, Aleksandry Gryki i Artura Zagajewskiego. Obok spotkań z przedstawicielami różnych instytucji kulturalnych uczestnicy projektu musieli m. in. nauczyć się słuchać ciszy, odwiedzić sklepy muzyczne, ale i laboratorium badań psychofizjologicznych, by przekonać się jak muzyka klasyczna wpływa na pracę mózgu; obserwować śpiących podczas koncertu w filharmonii, poznać inne festiwale muzyczne, spotkać się z kompozytorami, dziennikarzami muzycznymi czy psychologiem biznesu.

 

Piotr Wieczorek: Na czym polegało wasze zadanie w ramach projektu Muzykoteki Szkolnej?

Michał Gonicki: Od początku chodziło o to, żebyśmy znaleźli sponsora lub mecenasa na trzy prawykonania Warszawskiej Jesieni. I udało się! Naprawdę nie mogę się ich doczekać, zwłaszcza po tym, ile pracy włożyliśmy w to, żeby doszły do skutku. Cały projekt był zresztą podzielony na trzy grupy, obejmujące szkołę podstawową, gimnazjum i liceum. Jedna z nich miała ciekawe zadanie – musiała skomponować własny utwór muzyczny. Koledzy na dyktafony nagrywali odgłosy miasta, a potem konsultowali się z kompozytorem, który przy pomocy komputerowego programu do montażu przełożył te dźwięki na zapis nutowy. Ja byłem w grupie, która dostałą najciekawsze zadanie, czyli znaleźć mecenasa.

Jak wasza praca wyglądała w praktyce: kontaktowaliście się z instytucjami telefonicznie, osobiście chodziliście na spotkania, w większych grupach, w pojedynkę?

Mieliśmy różne plany. Najpierw wysyłaliśmy maile, nie wiem dokładnie ile, ale myślę, że nie przesadzę, gdy powiem, że kilkaset. To niestety nie przyniosło skutku, więc zaczęliśmy się osobiście spotykać z przedstawicielami różnych instytucji, wykorzystując kontakty, które niektórzy z naszej ekipy już mieli.  Powiedzmy, gdy dostaliśmy się np. do kogoś z Agory, to ten ktoś polecił kolejną osobę i tak „pocztą pantoflową” docieraliśmy dalej i dalej. Miałem kiedyś okazję rozmawiać o Muzykotece z Krzysztofem Pendereckim i zdobyłem od niego jego numer telefonu. Gdy potem zadzwoniłem, osoba, która odebrała poleciła mi Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego i całe szczęście jego szef, pan Adam Palas, zainteresował się projektem i zgodził się objąć mecenat nad utworem Jagody Szmytki. Późniejsze spotkanie z panem Pendereckim, który miał ostatecznie zaaprobować decyzję, było bardzo stresujące, przez 10 minut po spotkaniu byłem jeszcze roztrzęsiony. Podobno jest taka zasada: przez siedem osób można dotrzeć do każdego człowieka na ziemi. 

Jak reagowali na was ludzie? Nie mieliście problemów z tym, żeby być traktowanym poważnie?

Traktowano nas poważnie, a sprzyjała temu obecność ekipy filmowej Piotr Stasika, więc zawsze był w pobliżu ktoś dorosły, ale i tak dla większości osób liczył się sam fakt, że chodzi o młodych polskich kompozytorów.

Jakich argumentów używaliście w rozmowach? Zawsze wystarczało samo nazwisko kompozytora?

Na tym polegała walka. Strasznie długo przygotowywaliśmy się do każdej rozmowy, urządzaliśmy nawet sztuczne, ustawiane spotkania między sobą. Musieliśmy mieć podstawy merytoryczne – dostaliśmy od Warszawskiej Jesieni portfolia tych kompozytorów, wcześniej się z nimi spotkaliśmy, byliśmy na ich koncertach. Mówiliśmy o ich twórczości i o samym projekcie Muzykoteki.

A czy sami byliście szczerze przekonani do swoich argumentów? Nie mieliście przecież wcześniej styczności z tego rodzaju muzyką, z muzyką klasyczną współczesną.

To prawda. Pamiętam, że gdy szedłem na koncert Jagody Szmytki w Sali Kameralnej w Filharmonii Narodowej, nie wiedziałem czego się spodziewać. Na koncercie były przedstawiane dzieła kompozytorów z wielu krajów świata, pani Szmytka z Polski była na końcu i – nie znając jej twórczości – obawiałem się, że może wypaść blado na tle poprzednich utworów, mimo że nie wszystkie mi się podobały. Okazało się jednak, że jej utwory były zdecydowanie najlepsze. Wyszliśmy po prostu zachwyceni, ja byłem tak zdziwiony po tym koncercie, że nie umiałem ubrać w słowa tego, co później odczuwałem. Zresztą zacząłem podziwiać pracę kompozytorów – mieć tyle pomysłów nieustannie w głowie, licząc się z tym, że tak trudno się wybić, tylu ludzi chce komponować…

Ale czy ten przekaz z koncertu był dla ciebie zrozumiały? Muzycy z wieloletnim stażem często nie rozumieją muzyki współczesnej. Podobało ci się, bo ta treść przemówiła do ciebie?

Właśnie w odbiorze takich utworów wiele zależy od tego, czy coś na ich temat nam wyjaśniono – ja miałem później okazję porozmawiać z kompozytorką osobiście, więc ona mi sporo wyjaśniła. Na przykład, co mi się spodobało, to pewien efekt świetlny podczas koncertu – okazało się, że w partyturze była rozpisana improwizacja, która polegała na zapalaniu i gaszeniu lamp na pulpitach z nutami i muzycy się w ten sposób porozumiewali. Utwory Szmytki są fajne, bo nie oddziałują na nas tylko muzyką, ale też sztukami wizualnymi, ona wprowadza elementy teatru, video-art. 

Czy było w projekcie coś, co nie do końca wyszło po waszej myśli?

Jedyna rzecz, którą jestem zawiedziony, to fakt, że około dwugodzinny film dokumentalny, który zarejestrował naszą pracę podczas projektu, jest tak trudno dostępny – a przede wszystkim, że nie trafił do szkół. Myślę, że byłby to świetny, jeden z najlepszych projektów edukacyjnych. Zresztą projekt był przedstawiany na Kongresie Kultury we Wrocławiu, na którym znaleźli się ministrowie kultury z większości krajów Europy – wszyscy byli zachwyceni. Tym bardziej się dziwię, czemu nagranie nie trafiło do szkół.

Potem sam zainteresowałeś się muzyką współczesną. 

Nie tylko, w ogóle muzyką klasyczną.

A co szczególnie przyciągnęło cię do muzyki współczesnej?

Jest ciekawa i taka nieodkryta na swój sposób. Wiele osób zajmuje się od lat muzyką i nadal jej nie rozumie, myślę, że to jest normalne, że nawet niektórzy krytycy albo muzykolodzy, którzy się zajmują tą muzyką profesjonalnie, czasem za nią nie nadążąją. I właśnie to jest ciekawe, że tę muzykę tak naprawdę tworzy nie tylko kompozytor, tworzymy ją sami, tym, co z niej wyciągniemy i co z niej zrozumiemy, i to jest najfajniejsze.

Rozmawiał Piotr Wieczorek 

 

Michał Gonicki ma 15 lat. Pod wpływem udziału projekcie Muzykoteki Szkolnej zaczął słuchać muzyki poważnej, zwłaszcza Pawła Mykietyna i Arvo Pärta. 

W wyniku starań młodzieży następujące instytucje objęły mecenat nad utworami artystów:

Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego – nad Jagodą Szmytką.

Sopocka Scena Off de BICZ – nad Aleksandrą Gryką.

Program Drugi Polskiego Radia – nad Arturem Zagajewskim.

 

Utwory można usłyszeć na koncertach Warszawskiej Jesieni:

-26.09, 19:30 Centrum Kultury „Koneser”

Artur Zagajewski – canto

Jagoda Szmytka – happy deaf people

-28.09, 22:30 Centrum Kultury “Koneser”

Aleksandra Gryka – observerobserver

 

2 odpowiedzi na “Inna strona Warszawskiej Jesieni, czyli licealiści w poszukiwaniu sponsorów”

  1. Dominika Kowalska pisze:

    licealiści poszukujący sponsorów – brzmi conajmniej dwuznacznie :)

  2. Piotr Wieczorek pisze:

    Jeżeli piękno jest w oku patrzącego, to znaczenie pewnie w oku (lub uchu) odbierającego ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.