Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Imitacja i interpretacja

Marcin Oszczyk Marcin Oszczyk

Prawdziwą przyjemnością było dla mnie słuchanie Chopina w wykonaniu Goernera. Przyjemnością było również wysłuchanie krótkiej dyskusji/prezentacji książki Jima Samsona. Poruszonych tematów było wiele. W kontekście sztuki improwizacyjnej Fryderyka Jim i Nelson wspólnie marzyli o nadaniu większego znaczenia obok kompozytorów – wykonawcom. Wspominali balladę As-dur w wykonaniu Rachmaninowa. Ta żywa interpretacja, mimo iż odbiegająca od oryginału, była prawdziwa, była przekonująca. Nelson Goerner jest dużo bardziej od muzyków początku XX wieku świadomy, jak „powinien” brzmieć Chopin. Tę świadomość pogłębiała ceniona przez niego możliwość wykonawstwa na instrumentach z epoki. Ale choć żartobliwie narzekał na oczekiwania, jakie narzucane są na wykonawcę i jakie on sam sobie narzuca – „Oh-oh, you’re going too far” mówi sobie przy każdym zbytnim odstępstwie od stylu – odnoszę wrażenie, że udało mu się muzykę polskiego kompozytora zrozumieć i wyczuć na swój własny sposób. Sam Chopin, jak mówi p. Zofia Chechlińska, był zresztą otwarty na zmiany: do już wydanych utworów wnosił poprawki, a nawet publikując u kilku wydawców jednocześnie – każdemu przesyłał inną wersję utworu.

Na początku usłyszeliśmy dwie ballady – As-dur i f-moll, obie wykonane biegle, a przede wszystkim – z wyczuciem. Pierwsza cieplejsza, druga bardziej melancholijna, obie podobne a jednak inne. Zabrakło mi jedynie większego dramatyzmu w f-moll, wydaje mi się, że Goerner mógł bardziej wykorzystać możliwości Steinwaya. Z drugiej strony dla wykonawcy zaznajomionego z Pleyelami współczesne brzmienie wydaje się zapewne zbyt brutalne nawet, gdy nie gra fortissimo.

Po balladach przychodzi czas na nokturn Des-dur, który pod palcami Nelsona okazuje się piękną kołysanką. Lewa ręka szepcze cicho pasaże podczas gdy w górze prawa nuci wzruszającą, czarującą pieśń. Tak, to prawdziwa muzyka nocy; ciemnej, ciepłej, rozświetlonej tysiącami dalekich, kryształowych gwiazd.

Wreszcie sonata b-moll. Rozpoczyna się dziki galop, dźwięki dudnią szaleńczo jak krew w skroniach, a gdy tętent oddala się chociaż na chwilę, zanurzamy się w drugim temacie, nasyconym, lecz nie przesyconym, emocjami. Zaraz potem Scherzo, rozhisteryzowane, rzucające się od kantyleny po diaboliczną taneczność, wybuchające gorączkowo by w chwilę potem zamknąć się w sobie lub niewinnie rozmarzonym głosem opowiadać niestworzone historie. Na marsz pogrzebowy czekałem zapewne nie ja jeden. Mnogość interpretacji, jaką umożliwia ten utwór czyni każde wykonanie czymś nowym. Dla Nelsona był to przede wszystkim utwór dostojny. Miarowe uderzenia akordów biły jak dzwony, akompaniując poważnej melodii. Nie było słychać rozgoryczenia, niezgody. Pełen zadumy i – czy to już może moja nadinterpretacja? – współczucia. Finale niemal attaca była tylko długim westchnieniem, bardziej przedłużeniem myśli niż samodzielną częścią. Można powiedzieć, że ostatnim dwóm częściom czegoś zabrakło; że były zbyt uładzone. Ale tak właśnie – bez krzyków, żalów, protestów – nabrały szlachetności, okazały się prawdziwie dojrzałe.

Marcin Oszczyk

18.08.2012, godz. 17:00, Chopinowski recital specjalny i prezentacja książki Jima Samsona Cztery ballady
Studio Koncertowe Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego

W programie: ballada As-dur op. 47, ballada f-moll op. 52, nokturn Des-dur op. 27 nr 2, sonata b-moll op. 35.
Nelson Goerner – fortepian
W prezentacji uczestniczyli: Jim Samson, Zofia Chechlińska, Artur Szklener, Nelson Goerner.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.