Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Im dalej w las tym więcej drzew, czyli jak nie powinno się kończyć festiwalu oraz o sztuce i kulturze w kontekście zachowań mniej lub bardziej stadnych

Marcin Oszczyk Marcin Oszczyk

Strumień świadomości wylewający mi się z głowy po usłyszeniu koncertu pożegnalnego. Program: http://pl.chopin.nifc.pl/festival/edition2012/concerts/day/15 .

A mogło być tak pięknie, jak to mówią. Przecież zaczęło się świetnie, La mer pod dyrekcją Maksymiuka było urzekające. Nie zwykłem wyobrażać sobie czegokolwiek przy słuchaniu, ale – bezwiednie zaczęły mi napływać (no pun intended) do głowy sceny z różnych filmów dokumentalnych o głębinowym życiu. Na przykład Atlantis – przepiękny film i bardzo by pasował. Tak czy inaczej wykonanie może nie było doskonałe (o orkiestrze później), ale świetne z pewnością. No i czemu na tym się nie skończyło? Wrrr, wszystko się posypało. No bo spójrzmy – dalej Koncert D-dur na lewą rękę Ravela wykonał Alexeev moim skromnym zdaniem nie najlepiej. Technicznie był trochę… postrzępiony. Czyli brak płynności. Ale może tylko mi się wydawało. Gorzej z interpretacją. Było za głośno i za ostro. Odnoszę wrażenie, że Dmitri potraktował Koncert bardziej jak wyzwanie techniczne niż utwór, który należy zinterpretować. A szkoda, bo to naprawdę wspaniała muzyka. A potem dwa bisy – jakiś utwór jazzowy i luźne impresje na temat Chopinowskiego mazurka. No nie powiem, ciekawie nawet, chociaż bez rewelacji. Złego wrażenia nie dało się zmyć. W drugiej połowie miał być Chopin (zmieniona kolejność z Debussy-Chopin-przerwa-Ravel na Debussy-Ravel-przerwa-Chopin) co nie wiem czym spowodowane wypadło dosyć złośliwie prawdę mówiąc. Bądźmy szczerzy nikt tu nie przyszedł słuchać Chopina. No a jakby przyszedł to by wyszedł. Serio. Lecz najpierw mała dygresja – zabawna sprawa, bo dwójka wykonawców grała na dwóch różnych instrumentach. Alexeev na Yamasze, której donośny i twardy dźwięk pasował do jego niepasującej interpretacji Ravela. A Lisitsa na Bosendorferze, fortepianie o bardzo matowym i słodkim dźwięku, który skądinąd bardzo-bardzo przypadł mi do gustu. No ale jak to wyszło? Po pierwsze – nie wyszło. Lisitsa pomyliła się dosyć niefortunnie i nie mogła się złapać przez następne pół minuty. Zaaa długo. Sprawiło to wrażenie, jakby utwór miała bardziej w palcach niż głowie. A poza tym? – Valentina grała przeraźliwie wręcz delikatnie, co z początku mi się podobało (lubię gdy Chopin jest wykonywany po chopinowsku choć to oczywiście nie obowiązek). Ale gdy zacząłem zdawać sobie sprawę, że podczas całego utworu nie usłyszę nic więcej niż mezzoforte – nie byłem zadowolony. Orkiestra dostosowała się do wizji pianistki i także grała mdło. Właśnie, orkiestra – wrażenia jakże sprzeczne. Debussy wykonany bardzo fajnie, tylko niewielki problem z blachą. Im dalej tym gorzej – wspomniana blacha nie dała o sobie zapomnieć, niestety. Ale reszta spisywała się dobrze, więc nie będę dłużej narzekać. Wracając do Lisitsy – no grała, że zbyt nie grała. Może po nieprzyjemnym incydencie była nadmiernie ostrożna? Może trochę tak, ale nie do końca. Skąd wiem? I po bisach, do których zaraz przejdę, i dlatego że wybrała taki a nie inny instrument, i jeszcze dlatego, że widziałem jej ręce; delikatnie kładzione akordy były charakterystyczne, a nie spowodowane stresem. Taki jej styl grania – niestety tu nie wypalił. Więc idąc dalej. Koncert się kończy, publiczność delikatnie mówiąc nie szaleje. Tak niewychowanych prostaków na sali dawno nie spotkałem. I co z tego, że pod muszką albo w krawacie. Jak w ogóle można buczeć na artystkę? A będzie tylko gorzej. No to – po skończonym koncercie (Koncercie) Valentina zamieniła kilka słów z Maksymiukiem i nie wychodząc nawet zagrała pierwszy bis. Źle? Dobrze? Chciała się z pewnością zaprezentować z dobrej strony, pokazać, że stać ją na znacznie więcej, zatrzeć złe wrażenie itd. itp. Tylko że nie wyszło to tak jak chciała. Bo to zły utwór był. Ave Maria… I oczywiście, całość piano. No nie, to nie wyszło. Sporo publiczności wykazywało zniecierpliwienie i nieakceptację poprzez rozmawianie w trakcie utworu, śmianie się przy pomyłkach (to jeszcze przy koncercie, w Ave Maria obyło się bez takowych). Słowem dramat. Co więc zrobiła pianistka – zagrała kolejny bis. A co zagrała – aż trudno uwierzyć: La Campanellę. I wiecie co? Wypadła rewelacyjnie. Serio. Świetna interpretacja lekka, błyskotliwa, dowcipna (i to w miarę dosłownie, chociażby przedłużenie trylu w sopranie jakoś czterokrotnie ponad miarę. Ale tylko raz, bez przesady), po czymś takim powinna dostać wielkie brawa. I dostała, ale nie tylko. Bo co innego? – ano wychodzenie w trakcie koncertu. Żeby jeszcze to tylko publiczność była tak niewychowana. Ale za wredne trzaskanie drzwiami w połowie utworu muszę obwinić personel Filharmonii i to trochę niefajnie. Nic to, brawa były, bo jednak nie wszyscy na widowni to skończone; brawa były, jak mówię, a Lisitsa zrobiła najgorszą rzecz, jaką mogła zrobić. Zagrała kolejny bis. No i po co? Dlaczego? Po to, żeby znów parskali z pogardą i wychodzili gdy gra? No nie, no nie powinna. A gdy skończyła, podczas oklasków wstała sama orkiestra, żeby przypadkiem nie bisowała raz jeszcze.

A jaki z tego morał? Nie mam pojęcia, wiem tylko, że Festiwal kiepsko się zaczął i kiepsko skończył. Szkoda bo w środku bywał bardzo smaczny.

Marcin Oszczyk

Marcin Oszczyk, ma 17 lat, mieszka w Warszawie. Uczeń Liceum im. T. Czackiego i PSM II st. im J. Elsnera w klasie organów i kompozycji (klasa organów u prof. J. Malanowicza i J. Wróblewskiego oraz kompozycji u prof. S. Czarneckiego). Ukończył również POSM I st. im. E. Młynarskiego w klasie fortepianu u prof. A. Kowalak-Bojarczuk i harfy pod okiem prof. A. Baranowskiej. Interesuje się muzyką, filmem, teatrem.

fot. Andrzej Świetlik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.